Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obserwacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obserwacje. Pokaż wszystkie posty

29.09.2024

Trzech wchodzi, a dwóch wychodzi.

Wiersz oparty na luźnych rozmyślaniach. 

Dla S.J. 

,,Trzech wchodzi, a dwóch wychodzi"

Siedzę na balkonie,
Dym papierosa okala twarz,
Wtem, patrzę uważnie,
Na ulicę, na blok kolejny. 

Obserwuję wszystko w oparach,
Dymu, papieros sam zgasł,
Trzech wchodzi, a dwóch wychodzi. 

Siedzę w szoku, w szoku pogrążony,
Schemat powtarza się,
Dziwacznie się robi. 

Jak wychodzą tamci,
Gdzie znikają, nie wiem. 

Wstaję, chcę iść sprawdzić,
Daleko nie mam, 
Zostaję jednak. 

Zbyt leniwy jestem,
Zapalę znów,
Posiedzę i pomyślę. 

24.06.2024
Pozdrawiam!

30.08.2024

Kasjerka PKP.

Wiersz powstały z rozmyślań na temat tego, jak wyglądają w całości kasjerki PKP. 

Dla S.J. 

,,Kasjerka PKP"

Obserwuję od rana, kasę na dworcu,
W niej pani, schowana do połowy,
Czy ma nogi, czy ma dół ciała,
Myślę, zwoje w mózgu przepalam.

Czekam, obserwuję z dala,
Czekam, aby sprawdzić, 
Swoją hipotezę.

O 21 i 16 minut,
Pani z kasy wychodzi,
Lewituje jakby,
Tracę przytomność,
Za wiele to dla mnie.

Tajemnica niech zostanie,
Czasem nierozwiązana. 

24.06.2024
Pozdrawiam!

30.09.2022

Przez żaluzje.

Nawiązanie do obrazów Edwarda Hoppera i w pewnym sensie do utworu Republiki pt. ,,Obcy astronom". 

Dla S.J. 

,,Przez żaluzje"

Przez żaluzje widzę,
Jak jakaś para, siedzi sobie,
Na łóżku, sytuacja jak u Hoppera.

Światło, pada doskonale,
Facet z brodą, opowieści z brodą,
Sączy ona, drink z colą,
Wszystko nie takie. 

Odchodzę od okna,
Realizm sceny uderza,
Przynoszę lunetę,
Obcy, wredny astronom,
Zajrzy pod poduszki,
Wyszuka grzechy,
By wywiesić je potem w bramie. 

Dowiedzą się, napadną, 
Zemszczą się okrutnie,
Przez opuchnięte oko,
Niewiele już widać. 

3.01.2022
Pozdrawiam!

17.07.2022

Obserwator.

Wiersz zainspirowany sztuką i myślami wszelakimi. 

Dla S.J. 

,,Obserwator"

Obserwuję małego człowieka,
Przez szkło powiększające,
Ludzik, bo taka jest skala,
Miota się początkowo po stole. 

Po chwili, staje w bezruchu,
Patrzy, bardzo, bardzo powoli,
W moją stronę,
Na twarzy widać przerażenie,
Krzyk zastyga na ustach. 

Nagle, jedna nano-sekunda,
A to ja na stole jestem,
Obserwator ma wielkie oko,
(Szkło powiększające to potężna broń),
Obserwator ma olbrzymie oko,
Chowam się, 
Powoli znikam.

9.02.2022
Pozdrawiam!

5.06.2022

Napompowani i pokryci woskiem.

Dziś parę słów o celebrytach, a może nawet o osobach, które się za nich uważają. 

,,Napompowani i pokryci woskiem"

Uciekinierzy jak z gabinetu figur,
Napompowane usta, wszystko przerobione,
Do tego jeszcze kilogram, albo nawet dwa,
Wosku, nałożone na odsłonięte części. 

Lśnij gwiazdeczko, lśnij,
Im głupiej się przedstawisz, tym lepiej. 

Dziwne akcje na ekranie,
Słowa od czapy,
Lśnij gwiazdeczko, lśnij. 

Nigdy nie wiesz, kiedy koniec nastąpi,
Nigdy nie wiesz z jak wysoka spadniesz,
Lśnij na razie, lśnij. 

Ludzie za czas jakiś,
Zapomną gwiazdeczkę i jej głupotę,
Więc lśnij gwiazdeczko, lśnij,
Ile masz w sobie sił!

5.04.2021
Pozdrawiam!

17.08.2021

Na progu kawiarni.

Tym razem inspiracją był kawałek Pablopavo i Ludzików pt. ,,Ostatni dzień sierpnia". 

,,Na progu kawiarni

Mężczyzna z teczką w dłoni,
Stoi na progu kawiarni, myśli sobie,
Co zrobi, gdy wróci do domu. 

Napatrzył się pijąc kawę,
Na ludzi, na ich zachowania,
Ma szkice w teczce,
Zapiski swoje bogate. 

Teraz tylko usiąść przy maszynie,
Włożyć kartkę i pisać, 
Pisać, 
Pisać. 

Z każdą literą autor,
Zaczyna znikać, blednąć,
Gdy do końca dochodzi, nie ma go,
Właściwie. 

Pisząc o innych o sobie pisał,
Oddając na papier zachowania,
O sobie pisał. 

Znikające chwile,
Znikające emocje,
Znikający autor. 

4.12.2020
Pozdrawiam!

8.08.2021

Nokturn w pomarańczowym świetle.

Wiersz będący zapisem chwili, jak wieczorem spojrzałem na park przez okno. 

Dla S.J. 

,,Nokturn w pomarańczowym świetle"

Widok z pracowni jak u Wyspiańskiego,
Zima w odwrocie, śnieg się topi,
Noc, ciemno, a jednak pomarańcz,
Jawi się jako podstawowy kolor.

Lampy dają poblask taki,
Asfalt/brzuch orki,
Śliski i błyszczący. 

Odbijają się w nim,
Pomarańczowe oczy,
Pomarańczowe oczy nocy. 

5.02.2021
Pozdrawiam!

28.03.2021

Mała Śmierć (Finał).

Wiersz powstały na podstawie sztuki i moich rozmyślań. 

,,Mała Śmierć (Finał)"

Przyszła dziś na podwórko,
Mała Śmierć z kosą,
Męczy się, dźwiga ciężar ostrza.

Poszedłem do niej z propozycją,
Może poniosę Pani kosę,
Odmówiła uprzejmie i poszła,
Do mieszkania mojego sąsiada.

Mocą swoją wyciągnęła go,
Na podwórku pieniek, tam go zabrała,
Powiedziała coś o finale życia,
Siostra sąsiada odwróciła wzrok.

A ja patrzę z pewnej dali na to,
Nie wiem już na co patrzę,
Śmierć na zewnątrz łączy się z tą,
Co wewnątrz mnie,
Nie wiem już kto tak naprawdę zginął,
Kogo zabrała ta Mała Śmierć.

11.10.2020
Pozdrawiam!

8.11.2020

Kobieta na balkonie.

Tym razem impresja związana ze sztuką, w tym Salvadorem Dali. 

Dla S.J. 

,,Kobieta na balkonie"

Cóż to robi kobieta na balkonie,
Jakieś narzędzia w ręku ma,
Szyje chyba, chociaż nie znam się,
Na takich sprawach zupełnie.

W oddali widać miasteczko,
Hiszpańskie, tradycyjne dość.

To tu, ewentualnie kilka kilometrów,
Dalej zawyje pies z Andaluzji.

Przyszłość sztuki ukształtują,
Pobliskie budynki,
Dalsze wzgórza,
Wiatr od morza.

14.05.2020
Pozdrawiam!

21.09.2020

Czerwone Słońce.

Tym razem wiersz będący impresją na temat zachodu tej wspaniałej gwiazdy i moich myśli na rożne tematy. 

,,Czerwone Słońce

Widzę jak zachodzi,
Chowa się za horyzont, 
Za chmury ucieka. 

Ma na sobie wir dziwny,
Ślimak pokaże mi rogi. 

Gest dziwny od pewnej kobiety,
Czerwone Słońce,
Wypala powieki. 

Nie patrzmy, 
Zakaz, odejdźmy tak prędko. 

Czerwone Słoneczko. 

Zachodzi. 

20.06.2020
Pozdrawiam!

25.06.2020

Dziwaczny świat.

Mój komentarz do obecnej sytuacji. Jak siedziałem w parku na ławce to  miałem takie wrażenia jak podmiot liryczny w wierszu.

,,Dziwaczny świat"

Usiadłem na ławce w parku,
Z maseczką na twarzy,
Nie chcę wciągnąć całego świata,
Nie chcę go zniszczyć.

A on odrealnia się tylko,
Drzewa jak komputerowa tapeta,
Coraz to dziwniej jedynie.

Wciągam chyba świat,
Maseczka na bok,
Wszystko połączone na zawsze.

22.04.2020
Pozdrawiam!

22.02.2020

Dziwna niedziela.

Tym razem wiersz o tym, jak wnikliwa, wieloletnia obserwacja jakiegoś zjawiska może przynieść nam niemiłe wyniki.

,,Dziwna niedziela"

W tę niedzielę pan Smith coś czuł,
Nie wiedział tylko w czym rzecz,
W końcu często w ten dzień,
Zjawiało się mniej klientów.

Lecz tego dnia coś było inaczej,
Smith usiadł przed sklepem,
I patrzył.

Patrzył jak świat zapętla się w pośpiechu,
Patrzył jak świat zatraca się w zarobku,
Patrzył jak świat się zmienia,
Patrzył i się dziwił, że on sam bardzo,
Ale to bardzo powoli znika.

13.07.2019
Pozdrawiam!

24.12.2019

Karnawałowa noc.

Dziś wiersz będący swoistym zapisem chwili, zainspirowany sztuką.

Dla S.J.

,,Karnawałowa noc"

Wyszliśmy z balu akurat,
Księżyc wysoko na niebie,
Podkreśla swymi promieniami,
Swoiste niedopasowanie nasze.

Bo jak można traktować poważnie,
Ludzi lubiących chodzić nocą,
W przebraniach ze znanych wszystkim,
Na całym chyba świecie opowieści.

On jako Arlekin,
(Chociaż z daleka słabo widać),
Ona jako Kolombina.

Między nimi specjalnie nie ma nic,
Idą w poświacie Księżyca,
To właściwe na tyle.

14.04.2019
Pozdrawiam!

24.11.2019

Nowe rozmowy.

Dziś wiersz złożony z obserwacji, moich doświadczeń i skeczu kabaretu Hrabi (pt. ,,Przez telefon").

,,Nowe rozmowy"

Boję się rozmowy na żywo,
Tak twarzą w twarz,
Usiądźmy więc pod drzewem,
Wyciągnijmy telefony,
By powiedzieć sobie parę ważnych słów.

Nowa rozmowa klei się doskonale,
Można dodać do niej zabawne buźki,
Nawet filmik nagrać.

Zbliża się czas,
Zbliża się czas ostateczny,
Trzeba po ładowarkę iść,
Bez niej rozmowa stanie się,
Niemożliwością.

Nowe rozmowy,
Na nowe, dziwne czasy.

6.04.2019
Pozdrawiam!

2.07.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdziały 1-3.

Dziś początek dłuższej przygody, jaką zawarłem w kolejnym opowiadaniu.

,,Samoloty nad miastem"

CZĘŚĆ I.

1.
Na niebie pojawił się malutki zarys samolotu. Za ogonem ciągnęła się smuga, biały wskaźnik dla ludzi znajdujących się na Ziemi. Od razu zacząłem zastanawiać się kto też może siedzieć w tej konkretnej maszynie. Począłem myśleć intensywnie o tym, skąd i dokąd lecą pasażerowie. Refleksjami odbiegłem od działki, na której akurat się znajdowałem. Jednak po paru chwilach mój potok myślowy został przerwany przez sąsiada. Włączył piłę spalinową, wynalazek przydatny, choć uniemożliwiający jednocześnie normalne funkcjonowanie ludzi wokół. Podszedłem do płotu, chciałem pomówić z właścicielem tej machiny, jednak ryk malutkiego skądinąd silnika skutecznie zniweczył moje plany. Skierowałem się więc w stronę furtki, skręciłem na alejkę i wyszedłem poza teren ogrodu działkowego. Wsiadłem w autobus, który akurat podjechał do przystanku, to był początek mojej podróży przez codzienność.

2.
W autobusie, od razu na wejściu dostałem silny cios w ucho i w nos. Nie chodzi jednak o pobicie mnie ale o woń roztaczającą się w pojeździe, a także krzyki wydawane przez grupkę dzieciaków, pewnie urwali się z pobliskiej szkoły. Przepchnąłem się ku środkowej części autobusu, jakiś pijak od razu zagadnął mnie o drobne, dałem mu nieużywany bilet, spojrzał się na mnie dziwnie, ale nic nie powiedział. Gdy oddaliłem się od źródeł niemiłych wrażeń mój mózg znów zaczął fantazjować. Wróciłem do samolotu, widzianego z działki. Patrząc po kierunku lotu wyszło mi, że ludzie ci za cel swojej podróży wybrali Japonię, ewentualnie Chiny. Możliwe też, że jedno i drugie, nie wiem tylko w jakiej kolejności. Moje nowe rozmyślania zostały przerwane przez starszą panią z wózkiem na zakupy. Przepytała mnie ze znajomości podstawowych prawd wiary, niektórych modlitw na różne pory dnia i nocy, a także z tajemnic największych jakie można sobie wyobrazić. Zdziwiła się moją wiedzą. Nie wiedziała jednak, że przez cały tydzień, w oczekiwaniu na ten jeden moment poznawałem tego typu zagadnienia. Przy nauce dziwiłem się okropnie, jak ktoś, nie przymuszony przez nikogo może bredzić na podstawie tak zacnych podstaw, a efektem tego jest bardzo szeroki strumień pieniędzy napływający od wiernych. Zdziwienie to powróciło zapewne z dużą mocą w autobusie, powiedziałem bowiem na głos chyba o parę słów za dużo. Babka spojrzała się na mnie tak, jakby nawiązała kontakt z jakimiś bożkami z Asyrii lub Mezopotamii. Musiałem walczyć o życie, wyrwałem się ostatkiem sił na wolność, trafiłem akurat na inny przystanek niż tego bym oczekiwał. Mówi się trudno, w obliczu śmierci wszystko inne jest miłe. Nie wiedziałem jednak co spotka mnie za kilka chwil.

3.
Trafiłem bowiem do dzielnicy snobów, wielkich willi, apartamentowców i restauracji, gdzie szklanka wody kosztuje 100 złotych[1]. Przełknąłem ślinę, zanurzyłem prawą dłoń w kieszeni spodni i wyciągnąłem banknot 20-złotowy. Nieźle, przemknęło mi przez głowę, znajduję się na terytorium ,,nowych bogackich” z dwiema dychami w kieszeni. Dobrze, że miałem w drugiej kieszeni stare opakowanie papierosów. Może uda się je wymienić na jakąś dychę czy mini bon do knajpki (tylko nie wiem czy samo wejście do tych lokali nie kosztuje tyle co pudełko papierosów). Moje przemyślenia przerwali młodzi-gniewni, nabici w rurki, z tlenionymi grzywami. Od razu przystąpili do ataku, skierowali swoje niezbyt miłe słowa wobec moich dresów, co poradzę na zbyt szybką ucieczkę z działki, tam miałem lepsze ubrania. Nie przejąłem się zbytnio, czym rozsierdziłem ich jeszcze bardziej. Jeden z nich, wyjątkowo niski człowieczek rzucił we mnie resztką nisko tłuszczowych, bezglutenowych krakersów przeznaczonych dla wegańskich wegetarian. Krzyknął przy tym coś o moim wystającym brzuchu. Odparowałem mu, że jak dla mnie wygląda i zachowuje się jak dziewczyna. Tego było im za wiele. Zaczęli gonić mnie po okolicznych uliczkach, wymachiwali przy tym swoimi kolorowymi, skórzanymi torebkami, a w powietrzu zaczęły się unosić słowa takie jak rasista, homofob czy prostak. Uciekłem im dość łatwo, w końcu buty na 5-centymetrowych koturnach nie nadają się za bardzo do sprintu. Nieco zmęczony postanowiłem odpocząć sobie w jednej z wymuskanych knajpek. Usiadłem w ogródku, wyciągnąłem papierosy, nim jednak zdążyłem zapalić koniec jednego z nich pojawił się kelner. Posługując się wysokim językiem[2] poinformował mnie o tym, jak moje zachowanie negatywnie wpłynęło na okolicę. Podziękowałem mu za troskę, schowałem papierosa do kieszeni, a paczkę zostawiłem na stoliku. Zostawiłem ją jako zapłatę za szkodę, kelner bredził coś, że za sięgnięcie po papierosa płaci się tu jakieś 15 złotych. A niech ma, niech sobie wymieni na pieniądze te moje świństewka do palenia. Snułem się jeszcze trochę w tej dzielnicy, do której nie przystawałem zupełnie. Rozmyślałem o tym co mogą dostać do jedzenie pasażerowie tamtego samolotu, który leciał nad działką. Doszedłem do wniosku, że nie są to zbyt wyszukane dania, w końcu jakieś 85% z nich leci w nazwijmy to II klasie. Nogi pod brodą, obok dwie obce osoby. Jedzenie też musi być chyba podobne. Z nowych rozmyślań wyrwał mnie dźwięk klaksonu. To podjechał mój kumpel, aż dziwne, że nie wzbudził żenady w tej okolicy swoim Peugeotem 306. Uchylił szybę, krzyknął coś do mnie, lecz wrzaski bezglutenowych blondynów zagłuszyły jego krzyk. Nim zdążyłem coś odpowiedzieć siedziałem już obok kumpla w aucie. W lusterku wstecznym widziałem tych samych gości, którym tak się naraziłem po przybyciu do tej enklawy pieniądza.



[1] Chodzi o dzielnicę, na którą składają się szybko rosnące osiedla. Podmiejskie miejscowości w ten sposób bardzo szybko zostają wchłonięte przez miasto. 
[2] Swoista nowomowa, charakterystyczna dla takich miejsc. Często spotyka się w niej wyrazy obcego pochodzenia.


Pozdrawiam!

31.07.2018

Przemiana.

Dziś nietypowo, bo daję swoje nowe opowiadanie. 


Przemiana.

Pamiętam mniej więcej kiedy zdecydowałem się na przemianę. Musiało to być jakoś na jesieni. Znów myśli zaczęły pokrywać się czernią, beznadzieja wchodziła w każdą synapsę. Do tego w telewizji kobieta prezentująca wszelakie treści ciągle pluła jadem. Reagowałem na nią niemal alergicznie, chciałem jej coś powiedzieć, jednak nie usłyszałaby mnie na pewno. Zmęczony tym wszystkim co działo się wtedy na świecie podjąłem ostateczną decyzję, chcę przemiany. Dodatkowym bodźcem było moje wielkie lenistwo, czasem nawet nie miałem chęci zrobić sobie kanapki.

Początek przemiany pamiętam jak przez mgłę, nawet przyznam się, że było to miłe. Siedziałem sobie na kanapie, nie myślałem o niczym szczególnym. Świat przechodził koło mnie, wszystko działo się już właściwie poza mną. Kolejny etap był już nieco bardziej męczący, żołądek domagał się jedzenia, pragnienie także dawało mi się we znaki. Przeczekałem jednak i to, zacisnąłem zęby, wmówiłem sobie, aby zaczekać jeszcze parę dni, wtedy metamorfoza się zakończy.

Kilkanaście dni po pierwszych problemach byłem jakby poza sobą. Wszystko działo się już zupełnie poza mną, głos denerwującej mnie prezenterki nie robił już na mnie wrażenia. Nawet w pewnym stopniu cieszyłem się na te spotkania z nią. Ona cała rozgorączkowana próbuje przekonać mnie o tym jak nowy ład na świecie wpłynie pozytywnie na wszystkich. A ja siedziałem spokojnie na kanapie, w pozycji w jakiej rozpocząłem realizację planu, nic, zupełnie nic mnie nie obchodziło.

Któregoś popołudnia poczułem znacznie mocniejsze oddzielenie się mojego ,,ja”, duszy czy jakby ten byt inaczej nazwać od ciała. Początkowo nie wiedziałem jak można przemieszczać się w inne rejony kraju, a nawet poza granice. Stopniowo odkrywałem dalsze miłe strony tej możliwości, wypuszczałem się na coraz dłuższe wojaże. Niestety wielkim minusem, wadą niesamowicie wielką była konieczność wracania do ciała o określonej godzinie. Zwykle czułem lekkie mrowienie gdzieś w środku mego ego, wtedy wiedziałem już, że czas kończyć rozpoczęte swawole i wracać do ciała. W końcu przemiana ta nie była dokończona, dlatego pewne aspekty wyjścia na astralne wędrówki były dla mnie poza zasięgiem.

Po jakimś miesiącu od zakończenia przemiany pomyślałem sobie jak fajnie byłoby, jakbym został wystawiony w muzeum. W końcu rzadkością jest możliwość obserwowania na kimś jeszcze w miarę żywym, tego co metamorfoza spowodowana lenistwem może zrobić z ciałem. Pewnie po umieszczeniu w szklanej gablocie zostałbym podpięty pod masę przewodów, prowadzących do różnych urządzeń. W końcu strata takiego eksponatu byłaby dla muzeum czymś okropnym. Poza tym zwiedzający mogliby przystawać i podziwiać jakie zmiany zaszły w ciele takiego lenia jak ja.

Tak proszę Was, teraz mogę wyznać już całą prawdę, by wszystko stało się w pełni jasne. Stałem się mumią z lenistwa. Zasuszyłem się z lekka, moje ciało stało się mieszkaniem dla duszy, które ta mogła opuszczać w dowolnej chwili, by wracać za każdym razem przed północą. Nie zdecydowałem się na zupełną transformację w mumię, może jeszcze przyjdzie mi chęć, by odwrócić ten proces. Pewien profesor z Berlina podobno umie przywracać takie pół-mumie do życia.

Na razie jednak moje lenistwo nakazuje mi zostać w tym stanie.

18.07.2018
 Pozdrawiam!

15.01.2018

Obserwacje z okna hotelu.

Dziś wiersz będący wspomnieniem pobytu we Francji. Jak wyjrzałem z okna hotelowego na ulicę zobaczyłem mnie więcej taką sytuację jak zapisałem w wierszu.

Dla S.J.

,,Obserwacje z okna hotelu"

Wyjrzałem raz z okna hotelu,
A tam na ulicy przy sklepie,
Coś dziwnego się dzieje.

Ludzie patrzą na część magazynową,
Jakby miał się tam pojawić gwiazdor,
Wnet pojmuje o co im chodzi,
Chcą po prostu kogoś poszarpać.

Z góry wyglądają na dosyć zawodowych,
Może drugo, nie pierwszo ligowych,
Nie mniej bardzo cieszę się z tego,
Że na górze, nie na dole jestem.

Moje przypuszczenie nie było dziś słuszne,
Grupka coś mówi po francusku,
Śmiechy słychać z daleka,
Chyba sobie poszli,
Tak bywa, gdy się ocenia po wierzchu.

9.01.2018
Pozdrawiam!

9.01.2018

Świetliki.

Dziś wiersz nawiązujący w jakiejś mierze do lata.

,,Świetliki"

Obserwuję na łące świetliki,
Ciemno powoli się robi,
Widać więc je doskonale,
Latają we wszystkie strony,
Jakby ciekawe mnie były jako gościa.

A ja zastanawiam się,
Co by się stało,
Gdybym jednego z nich,
W słoju zamknął,
Czy świeciłby pięknie,
Czy by się spalił?

Ostatecznie nie łapię żadnego,
Szkoda by było stracić,
Tak piękne zdarzenie,
Tak piękne odkrycie,
Chwili.

5.01.2018
Pozdrawiam!

4.12.2017

Tłum w centrum miasta.

Dziś wiersz o mieście, ludziach i wzajemnych, nie zawsze miłych relacjach.

,,Tłum w centrum miasta"

W centrum miasta tłum wielki,
Faluje jak dziwny organizm,
Każdy niby swą drogę wybiera,
Ostatecznie to grupa ma rację.

Stoję sobie wysoko, wysoko,
Można rzec, że właściwie w niebie,
Widzę całe to ludzkie cielsko,
Widzę ludzi okropne mrowie.

Jestem tutaj, a czasem też tam,
Ona też tam może być z nami,
Idę, patrzę na ludzi,
Ich styl,
Oni ślepi, ja widzę,
Oni widzą, ja ślepy.

Ludzkie morze,
Tsunami wylało,
Miasto ginie w okrutnej agonii,
Wiem, widziałem Panią w Czerni,
Wiem, widziałem, mogła iść po mnie.

Widzę ludzi okrutne mrowie,
Widzę ludzi, jednostki zew,
Jestem tu, a czasem też tam,
Jestem z nimi, a bywam sam.

Centrum miasta i wielki tłum,
Jestem w nim, a on we mnie jest,
Jestem sam, a czasem z innymi,
Miasta szum,
Miasta szum,
Miasta szum...

26.10.2017
Pozdrawiam!

20.04.2017

49 świateł część 1 i 2.

Dziś zaproponuję Wam moje najnowsze opowiadanko, z lutego tego roku. Całość opiera się na moich obserwacjach bloku, w którym mieszkam. Do tego dodałem szczyptę sytuacji o których czytałem, słyszałem itp.

Ujęcie 1. 

-Chodź do mnie kochanie, zimno mi i smutno w łóżku. Słowa te wybudziły mnie z czegoś na kształt transu, w jaki zapadłem obserwując światła w oknach na przeciwległej ścianie. Od jakiegoś czasu poświęcałem jakiś kwadrans, góra pół godziny na patrzenie, gdzie świeci się lampa. Przy okazji patrzyłem też na ludzi, sąsiadów,  których większej części nawet nie znałem osobiście. -Już idę kochanie, zastanawia mnie tylko jedna rzecz. -Jaka kotku?- zapytała mnie moja partnerka przeciągając nieco sylaby. -Wczoraj, przedwczoraj, a także kilka dni wcześniej widziałem 50 świateł w oknach. Teraz jest ich co najwyżej 49. -Głuptasie, chodź do mnie, nie zajmuj się życiem innych ludzi. Powiedziała to tonem nieznoszącym sprzeciwu, rzuciła przy tym we mnie poduszką. -Oczywiście żabko- odparłem automatycznie, zbliżyłem się do łóżka, choć myślami nadal byłem przy smugach światła wydobywających się z tamtych mieszkań. 

Ujęcie 2. 

Następnego dnia można powiedzieć zapomniałem nieco o problemie dręczącym mój umysł. Wyjaśniłem sobie, że osoba mieszkająca tam wyjechała po prostu na dłużej. Albo zrezygnowała z pomieszkiwania w kawalerce (światło pochodziło do tej pory z kawalerki, tak przynajmniej sądziłem przyrównując rozkład mojej części bloku do tamtej). Jednak po nadejściu zmroku mój niepokój zaczął narastać. Lampa nie rozbłysnęła radosnymi iskrami elektryczności. Coś musiało się stać. Coś, co wykracza poza rozum mój, a także wielu innych osób. O tym, co naprawdę przydarzyło się sąsiadce z mieszkania numer 50 miałem się niedługo przekonać. 

Pozdrawiam!