Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hałas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hałas. Pokaż wszystkie posty

2.02.2023

Who's Afraid of the Big Bad Noise?.

Dziś wiersz nawiązujący do występów (wczesnych) Pink Floyd, grup pokroju Swans itp. 

Dla S.J. 

"Who's Afraid of the Big Bad Noise?"

Gramy!
Padło ze sceny krótkie hasło,
Po nim gitarowa ściana dźwięku,
Zmieszana z szaleństwem perkusji,
Wszystko połączone i wzmocnione,
Do granic absurdu.

Kto boi się wielkiego i złego hałasu?

Tam są drzwi,
Można wyjść, nie obrazimy się. 

Reszta zostaje,
Dźwiękowe ataki,
Sekunda za sekundą,
Coraz dłuższy,
Coraz mocniejszy atak hałasem.

Krzyczcie coś, cokolwiek,
Przeżywajcie z nami,
Łączmy się z absolutem.

Lub spadnijmy w absolutne,
Dno. 

23.09.2022
Pozdrawiam!

7.12.2020

Małe, domowe sztuczne ognie.

Dziś wiersz inspirowany tytułem piosenki. 

,,Małe, domowe sztuczne ognie"

Dla S.J. 

Śpię już właściwie,
Nie ma mnie na kilka godzin,
Wtem błysk jakiś, budzę się.

Po chwili słychać kanonadę,
Raz za razem ktoś sztuczne ognie,
Uruchamia.

Krzyk na ustach gaśnie,
Bo oto sąsiad przyszedł, 
Z przeprosinami.

Za przypadkowe użycie w mieszkaniu,
Małych, domowych sztucznych ogni.

1.10.2020
Pozdrawiam!

21.10.2020

Początek relacji.

Dziś będzie o trudnych początkach niektórych znajomości. 

 ,,Początek relacji"

Dookoła mnie ludzie,
Z każdej strony atakują,
Chcą zostać moimi znajomymi,
A może nawet kimś więcej.

Chowam się jak tylko umiem,
Próbuję uciekać,
Gonią i łapią,
Krzyki niezwykle donośne,
Połączone z narzekaniami.

Bo jak to możliwe,
Że ktoś nie chce się zapoznać bliżej,
Z taką wspaniałą grupą,
Zdziczałych, hałaśliwych istot.

No jak to możliwe!

25.08.2020
Pozdrawiam!

4.10.2019

W parku szczekanie.

Dziś wiersz obrazujący w jakiejś mierze mnie i mój charakter.

,,W parku szczekanie"

Szczekanie psa roznosi się po parku,
Przebija wszystko wokół,
Każda komórka drga w rytmie psa.

I cóż można zrobić?

Wyjść na dwór,
Powiedzieć coś psu.

Wyjść na dwór,
Powiedzieć coś właścicielowi.

Pies może ugryźć,
Poszarpać bardziej człowieka.

Właściciel może zrugać straszliwie.

Lepiej siedzieć,
I umierać w cierpieniu.

14.07.2019
Pozdrawiam!

4.09.2019

Samoloty nad miastem. cz. III, rozdziały 3-5.

3.
Obudził mnie nad ranem odgłos przelatującego w pobliżu samolotu, wróciłem do działki i tego pierwszego pojazdu latającego, od którego zaczęły się te wszystkie moje przygody. Pomyślałem sobie, że mam jeszcze możliwość ucieczki z kraju, choćby na kilka tygodni, w tym czasie kolega na pewno wypali się z zapałem do restauracji grup poetyckich w stylu tych najbardziej znanych. Mistrz w sekundę pojawił się w rogu pokoju, marsowa mina od razu spowodowała u mnie spazmy i początki histerii. Usta zaczęły poruszać się miarowo, słowa wybrzmiewały jedno po drugim. Wyniknęło z nich wielkie uznanie dla mojej strachliwości, braku asertywności i bezmyślności. Mój mentor na koniec stwierdził jednak, że skoro podjąłem taką decyzję, to muszę trzymać się jej już do końca. W myślach przyznałem mu rację, bałem się bowiem cokolwiek powiedzieć. Mistrz zniknął tak szybko jak się pojawił. Zmęczony całą sytuacją postanowiłem wyjść z domu. Skierowałem się jak niemal zawsze w stronę palmy, tam mogłem spotkać różnego rodzaju sytuacje, które mogły wpłynąć na mnie pozytywnie. W końcu nie wiedziałem dokładnie na czym będzie polegała moja praca dla kumpla.

4.
Podchodząc w górę ulicą zacząłem słyszeć dość głośne hasła, wykrzykiwane przez tysiące gardeł. Im bliżej byłem, tym lepiej mogłem zrozumieć każde, pojedyncze słowo, słychać było nawet z biegiem czasu i odległości niemal wszystkie znaki przestankowe. W końcu doszedłem do centrum wydarzeń, wplątałem się w tłum ludzi, między nimi wolno jechały ciężarówki, z których wylewały się na ulice hałasy wszelkiej maści. Po pobieżnym zobaczeniu jakie hasła znajdują się na bannerach wiedziałem już co się święci. Kumpel postanowił szybciej niż mnie zapewniał przystąpić do realizacji swoich zamiarów. Ludzie idący w tym pochodzie byli wyraźnie podekscytowani, w ich ustach założenia nowej grupy poetyckiej przybierały formę poezji, tworzyły nowe, nieznane światy. Stopniowo ich oczy zaczęły spoczywać na mnie, coraz większa ich ilość spowodowała chęć schowania się w samym sobie. W końcu ktoś z tłumu krzyknął: ,,Ludzie, to on! Twarz naszej nowej grupy poetyckiej, która może stworzyć podwaliny pod nowy, wspaniały świat[1]. Siła tych argumentów spowodowała, że ledwo trzymałem się na nogach. Rozmyślałem już tylko o tym co zrobię temu znajomemu, gdy go spotkam. W tym samej chwili ktoś chwycił mnie pod ręce i posadził na krześle, do którego przymocowane były długie tyczki z czterech stron. Trzymali je w rękach zamaskowani osobnicy w czarnych, zwiewnych strojach. Sunęli długim szpalerem, co dziwne właściwie nie czułem żadnych kołysań czy innych niewygód związanych z niesieniem mnie na tym niby tronie. Po wielu minutach jakie upłynęły wśród dziwnych melodeklamacji i wyrywkowego prezentowania moich wierszy dotarliśmy do wielkiej hali sportowej[2]. Całe wnętrze przypominało te jakie kiedyś mogły być w wielkich miastach starożytnych. Wszystkie postaci jakie weszły za mną do hali teraz miały białe stroje. Ilość towarzyszących mi osób wyniosła jakieś kilkaset. Widocznie do środka mogli wejść najlepsi z najlepszych, wybrani w nieznany mi sposób. Krzesło-niby tron postawiono na środku wielkiego pomieszczenia, po kilku sekundach zapadła cisza, tak przejmująca, że można było usłyszeć bicie serca kogoś znajdującego się parę metrów od nas. W końcu z tłumu wyłonił się Wielki Mistrz, nazwałem go sobie tak w myślach, bowiem różnił się znacząco od pozostałych. Miał na sobie czerwony strój, wielką tiarę na głowie, w ręku trzymał zaś pastorał złożony z tubusów, jakie wykorzystywano w przeszłości. Wielki Mistrz zbliżył się do mnie na odległość mniejszą niż  parę centymetrów. W jego oczach zauważyłem wielkie uwielbienie do mnie, wręcz chęć wyniesienia mnie do roli niemal bóstwa. Gdy jego usta zbliżyły się do moich w wyraźnej chęci pocałunku wyrwał się z mojej piersi nieziemski krzyk. Domyśliłem się bowiem kto stał za tym wszystkim, mój znajomy. Nie wiedziałem jednak jaki miał wobec mnie zamiar. W tym momencie obudziłem się cały spocony, ciemność zadziała na mnie dziwnie kojąco. Wiedziałem już, że to był tylko zły sen. Przewróciłem się na drugi bok i na powrót usnąłem po kilkunastu minutach.

5.
Rano jak tylko otworzyłem oczy wiedziałem już jak dziwnie może potoczyć się ten kolejny dzień z mojego życia. Na telefonie lśniła ikona nieodebranych połączeń w ilości przekraczającej wszelkie granice. Szybko przygotowałem się do opuszczenia mieszkania, w biegu zjadłem małe co nieco i ruszyłem w miasto. Po drodze zadzwoniłem do swojego kolegi, który usilnie chciał zrobić ze mnie swoją maskotkę. W czasie rozmowy dowiedziałem się szczegółów o mojej pracy na rzecz jego ruchu poetyckiego. Wymyślił sobie dodatkowo jak mógł wykorzystać mój niby nimb świetności w posługiwaniu się słowem. Zaplanował dla mnie szereg spotkań z fanami poezji, na samą myśl włosy zjeżyły mi się na głowie. Wykpiłem się w sposób chamski, o ile można za taki uznać zasłonięcie się spotkaniem z Mistrzem poznanym w pociągu. Kolega zbaraniał, gdy tylko odzyskał głos poprosił mnie bardzo miło o namiary na tego wielkiego twórcę. Odpowiedziałem mu wymijająco, przedstawiłem swój fikcyjny plan współpracy z  Ideałem. Znajomy zapowietrzył się totalnie, wyjąkał parę słów i rozłączył rozmowę. Wiedziałem już, że wywalczyłem parę godzin wolności. Postanowiłem odwiedzić pewnego starszego człowieka, którego twórczość wpłynęła na mnie dość mocno. Do miejsca zamieszkania tego mężczyzny dotarłem łatwo i szybko. Dzwoniąc do  drzwi zastanawiałem się co mogę mu powiedzieć w celu wyjaśnienia mojej obecności u niego. W końcu wymyśliłem, że wyjaśnię mu swoją wizytę pisaniem pracy na jego temat. Gdy jednak otworzył dziwi cały plan zmienił się w pył. Stres związany z poznaniem swojego guru zwyciężył, nie byłem w stanie wydusić z siebie słowa, po czym prawdopodobnie zemdlałem.




[1] Odwołanie do książki ,,Nowy, wspaniały świat”.
[2] Nawiązanie do prawdziwej hali sportowej, gdzie dawniej podstawą były mecze hokeja na lodzie, obecnie organizowane są także imprezy muzyczne. 

Pozdrawiam!

15.01.2018

Obserwacje z okna hotelu.

Dziś wiersz będący wspomnieniem pobytu we Francji. Jak wyjrzałem z okna hotelowego na ulicę zobaczyłem mnie więcej taką sytuację jak zapisałem w wierszu.

Dla S.J.

,,Obserwacje z okna hotelu"

Wyjrzałem raz z okna hotelu,
A tam na ulicy przy sklepie,
Coś dziwnego się dzieje.

Ludzie patrzą na część magazynową,
Jakby miał się tam pojawić gwiazdor,
Wnet pojmuje o co im chodzi,
Chcą po prostu kogoś poszarpać.

Z góry wyglądają na dosyć zawodowych,
Może drugo, nie pierwszo ligowych,
Nie mniej bardzo cieszę się z tego,
Że na górze, nie na dole jestem.

Moje przypuszczenie nie było dziś słuszne,
Grupka coś mówi po francusku,
Śmiechy słychać z daleka,
Chyba sobie poszli,
Tak bywa, gdy się ocenia po wierzchu.

9.01.2018
Pozdrawiam!

29.11.2016

Nocne hałasy.

Dziś wiersz powstały po tym jak po dwunastej w nocy z mieszkania nad nami wysypała się masa ludzi, która do tego krzyczała po angielsku do siebie tak głośno, że nawet z parteru było ich słychać u nas.

Dla S.J.

,,Nocne hałasy"

Nie wiem komu przyszło do głowy,
By po dwunastej w nocy,
Na klatce schodowej po angielsku krzyczeć.

Poczułem się tak, jakby za drzwiami była,
Co najmniej Ósma Aleja,
Albo wielka arteria z Sydney.

Do tego pies baby-krzykaczki z parteru,
Uznał za stosowne szczekać,
Nie wiem tylko czy po polsku,
Czy także po angielsku.

26.11.2016
Pozdrawiam!

17.10.2016

O ptakach.

Dziś nieco lżejsze klimaty, choć na pewno równie istotne jak pozostałe na tym blogu. :) 

Dla S.J. 

,,Leśne ptaki

Gdzieś w dali ptak zaśpiewał,
O wszystkim co się w drzewach działo,
O lotach nad polami,
O wszystkim co się stało.

Wtem auto wielkie ład zaburza,
Ptaki w popłochu lecą,
Kurz spalin wdycha każdy równo,
Kurz spalin burzy ten ład leśny.

O! Gdyby tak móc zabrać stąd,
Choćby jednego z piór śpiewaka,
By swym gwiezdnym trelem sprawiał,
Że smutek cały z Ziemi zniknie.

Lecz w mieście ptak nie śpiewa wcale,
Ruch, spalinowy hałas,
Wszystko to razem peszy strasznie,
Do tego las w oddali został.

Dlatego leśny śpiewak może,
Jedynie w lesie pięknie kwilić,
Zabierzesz, śmierć wolną mu zadasz,
Wypuścisz, on sam zginie prędko.

30.06.2016
Pozdrawiam!

20.07.2016

Arkadia moja.

Dziś wiersz o pewnym miejscu, które powoduje, że zaczynam żyć w innym niż na co dzień trybie i rytmie. 

Dla S.J. 

,,Arkadia Mazowsza

Arkadia jest tam, gdzie cisza gra,
A dyrygentem są jej ptaki,
Swym śpiewem dobrze podkreślają,
Pauzy Matki Natury.

Arkadia jest tam, gdzie wino jest,
Śpiew po nim burzy ład wokoło,
Lecz nikt nie złości się już o to,
Bo w końcu lato piękne przyszło.

Arkadia jest tam, gdzie las szumiący,
Co tętno pięknie uspokaja.

Arkadia w końcu tam jest,
Gdzie jedzenie wprost z natury je się.

Moja Arkadia, moje miejsce,
Na mapie Polski, na Mazowszu,
Tam serce płonie poetyckie,
Tam czas w okowach nie więziony,
Tam wszystko w innym trybie płynie,
Tam człowiek wolny w końcu żyje.

28.06.2016
Pozdrawiam!