Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spokój. Pokaż wszystkie posty

14.05.2024

Pływacy.

Wiersz powstały na bazie luźnych rozmyślań. 

Dla S.J. 

,,Pływacy"

Zanurzeni jesteśmy w wodzie,
Błękit czy mniej określony kolor,
A my w nim.

Spokój rozlewa się w nas,
Przenosimy się duchem,
W inne rejony,
W inne światy. 

Błękit wody,
Albo jakiś inny kolor,
Sprowadza na nas,
Przemiany, 
Nowe światy. 

15.03.2024
Pozdrawiam!

5.06.2023

Zimne ogniska.

Wiersz inspirowany sztuką, jaką miałem okazję wiele lat temu widzieć na przeglądzie Teatrów Alternatywnych w Warszawie. 

,,Zimne ogniska"

Zimne ogniska z daleka widzę,
Blady płomień, niebieski w wymowie,
Podchodzę, witam wszystkich,
A oni, puste oczy swe,
Na mnie kierują. 

Pisk, nieludzki wrzask, 
Zakłócenie w świecie ich,
Uporządkowanym.

Ich krzyk burzy mój spokój,
Próbuję patrzeć na zimne ogniska,
Szukam w sobie ciepła,
Szukam pomocy. 

Odwracam się,
Odchodzę. 

21.04.2022
Pozdrawiam!


29.11.2022

Księżyc przekrojony na pół.

Inspiracją był Księżyc w pełni i chmura, która przecięła go wizualnie na dwie połowy. 

Dla S.J. 

,,Księżyc przekrojony na pół"

Patrzę i swym oczom nie wierzę,
Księżyc przekrojony na pół,
Wisi na niebie. 

Chmury białe, a w tle mrok nieba,
Oświetlenie od satelity naszego. 

Wrażenie dziwne, do tego gwiazdy,
Dość licznie widać,
(W mieście). 

Wiatr swym chłodem,
Przenosi moje myśli,
W rejony pełnego spokoju. 

Księżyc przekrojony na pół,
Chmurami, początkiem czegoś,
Czegoś niezwykłego...

21.01.2022
Pozdrawiam!

17.06.2022

Kawiarnia. Fanka.

Utwór o hipotetycznym spotkaniu mnie z fanką mojej twórczości. 

,,Kawiarnia. Fanka"

Kawiarnia, zwykły dzień,
Siedzę nad kawą, myślę.

Wtem, do środka wnika energia,
O wiele większa od mojej,
Natarczywa może nawet. 

Podnoszę głowę, przede mną,
Moja fanka, idealna kobieta,
Coś do mnie mówi, nie słyszę. 

Strach przed rozpoznaniem,
Strach przed sławą,
Ziścił się,
Próbuję coś powiedzieć,
Usta jak u ryby,
Poruszają się bez dźwięku. 

Moja fanka podchodzi do stolika,
Jest już naprawdę blisko,
Zrywam się z krzykiem, uciekam.

Zaprzepaszczone wszystko. 

21.01.2022
Pozdrawiam!

31.12.2020

Fatamorgana w lesie.

 Dziś wiersz inspirowany sztuką. 

Dla S.J. 

,,Fatamorgana w lesie"

Idę między drzewami,
Las, cóż za wspaniałe słowo,
Cóż za idealne miejsce.

Nagle, spomiędzy gałęzi coś się wyłania,
Twarz brodatego mężczyzny,
Z długimi, ciemnymi włosami.

Patrzy na mnie brązowymi oczami,
Jest w tym niezwykle spokojny,
Czuję jakby zaglądał mi w serce.

Fatamorgana w lesie,
Wewnątrz mnie spokój.

4.08.2020
Pozdrawiam!

23.04.2020

Psychodelia końca.

Dziś próba odpowiedzenia sobie na jedno z ważniejszych pytań ludzkości.

,,Psychodelia końca"

Nikt nie wie co jest tam,
Po drugiej stronie.

Właściwie są dwie opcje,
To samo dla każdego,
Dla każdego coś innego.

W pierwszej wszyscy mamy tę samą,
Tak samo zieloną łąkę,
Z miłymi zwierzątkami.

W drugiej każdy ma dokładnie to, co chce,
Dużo dziewczyn dookoła,
Dużo jedzenia czy picia,
Dużo muzyki najlepszej,
Dużo spokoju, książek, zajęć.

Myślenie o tym męczy już nieco,
To taka trochę psychodelia śmierci.

5.01.2020
Pozdrawiam!

19.10.2019

Coś się dzieje.

Dziś wiersz powstały z frazy powtarzanej wielokrotnie w treści. Czasem mam momenty, gdy wymyślam kawałek tekstu, który rozrasta się w dość dziwaczny sposób.

Dla S.J.

,,Coś się dzieje"

Dłonie kreślą dziwne symbole,
O! Ludzie,
Chyba płonę.

Wznosi mnie wiatr do chmur,
Znikam, by znów się połączyć,
Sam w sobie i poza mną,
Coś się dzieje ktoś powie.

Dłonie kreślą dziwne symbole,
O! Ludzie,
Patrzcie jak płonę.

Wyżej, wyżej od każdego jestem,
Coraz dziwniej wszystko wygląda,
Kształty zmienne, gdy głowę schylam,
Inne już, gdy ją podnoszę.

Dłonie kreślą dziwne symbole,
O! Ludzie patrzcie jak płonę.

Garść popiołu została po mnie,
Życie w skrócie, życie po życiu,
Chmury przyjmą takiego gościa,
Noga dynda, droga tak prosta,
W dłoni trzymam malutki flet,
Tuman pyłu grający jazz.

Znów złożony w całość się staję,
Gram melodię, dla nich to mało.

Znów dłonie kreślą symbole,
Krzyk odległy, bardzo się boję,
Znów zamieni mnie ogień w popioły,
Wstanę z nich, podniosę swą głowę.

Flet do ręki wezmę fikuśny,
Fałsz za fałszem niesie się w puszczy,
W dżungli miasta albo i życia,
Idę grając, ot tajemnica.

Dziwne dłonie nie kreślą symboli,
Śpię spokojnie, już się nie boję.

16.03.2019
Pozdrawiam!

14.07.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdziały 11-12.

11.
Znajomy ten mieszkał w kamienicy położonej w okolicy zielonego i bardzo przyjemnego ogrodu miejskiego[1]. Otoczenie, śpiew ptaków docierający do okien jego mieszkania od razu sprawiło, że poczułem się o wiele lepiej. Kumpel tak jak ja zajmował się dość chętnie pisaniem, jednak on wybrał niszę pisania na zamówienie. Nigdy nie pociągała mnie tego typu twórczość, choć mówiąc szczerze niektóre sumy przedstawiane mi przez kolegę brzmiały zachęcająco[2]. Zrezygnowałem jednak ostatecznie z takiej formy zarobkowania ze względu na moje wielkie i dość szeroko znane lenistwo. Zanim napisałbym hasło reklamowe, które uznałbym za dobre mój mocodawca 5 razy mógłby zmienić wykonawcę. Idąc schodami do mieszkania kumpla rozmyślałem o tym jak to jest zakosztować tych wszystkich nowinek technicznych w hotelach, knajpach i podobnych przybytkach, o których tak często mówi się choćby w telewizji w kontekście Azji. Moje rozmyślania po raz kolejny przekreśliła codzienności. Gdy doszedłem na piętro znajomego zobaczyłem otwarte drzwi do mieszkania. Zaniepokojony zbliżyłem się do nich i zawołałem pełny nadziei na odpowiedź. W końcu twórcy czasem zapominają o prozaicznych, codziennych sprawach, w tym o zamykaniu drzwi. Z mieszkania nie odezwał się nikt, usłyszałem za to coś w rodzaju kaszlu, ewentualnie odgłosów duszenia się. Przerażony wpadłem do środka, ujrzałem znajomego jak siedzi w jednym z pokojów, trzyma się za szyję i próbuje nabrać tchu. Spytałem się go co się dzieje, on nie był już w stanie mówić. Wskazał na stolik, na którym były jakieś fiolki. Domyśliłem się po paru chwilach, że w tych pojemnikach może być coś bardzo szkodliwego. Szybko zadzwoniłem  na pogotowie, instruowany przez dyspozytora pomogłem nieco polepszyć stan kumpla. Gdy na miejsce dojechała karetka, dowiedziałem się od ratowników, że możliwą przyczyną zatrucia było wzięcie jakiegoś nowego świństwa, sprzedawanego jako coś na porost roślin, albo poprawę stanu podłóg w domu. Kumpel chciał chyba osiągnąć wyższe stany świadomości czy dłuższy czas pracy niż zwykle[3]. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że o wiele lepsza na takie okazje jest kawa, ewentualnie Yerba Mate. Wyszedłem nieco wkurzony, choć z domieszką strachu czy ta nieznana substancja nie uszkodzi zbytnio organizmu znajomego.

12.
Niespodziewana sytuacja z kumplem spowodowała, że poczułem wielką chęć chwilowego wyłączenia się, może nawet odpoczynku. Wybrałem się w kierunku jednego z bardziej znanych placyków[4] w mieście, przesiadywali tam różni interesujący osobnicy, zawsze można było znaleźć temat na nowy wiersz, opowiadanie, ewentualnie nowego kompana do pracy twórczej. Usiadłem w jednym z ogródków przy ulicy, zamówiłem kawę i zatopiłem się w rozmyślaniach na temat Azji, samolotu i tego co robią teraz podróżujący nim ludzie. Z zamyślenia wyrwała mnie niesiona przez wiatr wesoła piosenka o radościach płynących z jazdy na deskorolce. Podniosłem głowę i zobaczyłem gościa z gorsetem ortopedycznym na szyi mknącego na desce po ulicy. Osiągał niesamowitą wręcz prędkość, w międzyczasie śpiewał dość naiwne piosenki, ewidentnie lepione na poczekaniu. Zaszokował mnie do tego stopnia, że nie zauważyłem jak do mojego stolika przysiadł się tajemniczy gość w płaszczu. Zaczął szybko wyjaśniać kim jest, skąd przybywa i co ma zamiar robić. Wyszło na to, że facet pochodził z pewnej tajemniczej wyspy, której nie ma na żadnej z map[5]. Początkowy strach ustąpił ciekawości, zacząłem wsłuchiwać się w opowieści nieznajomego, przytakując od czasu do czasu aby zachęcić go do dalszych zwierzeń. Po pół godzinie jego opowieść zaczęła mnie jednak nużyć swoją małą dozą prawdopodobieństwa. Podziękowałem facetowi za opowieści, tamten zaczął wyrażać się niezbyt miło o mnie, odszedłem więc jak najszybciej się dało z kawiarni. Kątem oka zauważyłem jak facet znika w jednym z okolicznych banków. Wyszło na to, że po raz kolejny zdecydowałem w swoim życiu właściwie. Widać praca w korporacji wpływa niezbyt dobrze na zdrowie psychiczne ludzi. Nie wiedziałem jednak o tak dziwnych wpływach takich zajęć. Skierowałem się w stronę drugiego placu, na którym znajdował się artefakt charakterystyczny bardziej dla Egiptu niż dla Polski, palma, stworzona przez pewną artystkę.



[1] Coś jak odpowiednik Central Parku.
[2] Jak to mówią: ,,Przedstaw mi odpowiednią kwotę, a zrobię właściwie wszystko za nią”.
[3] Krytyka skierowana w stronę wszystkiego co zmienia świadomość, ma nie potwierdzone pochodzenie, skład itd.
[4] Tak na poważnie to spory plac, gdzie można znaleźć właściwie każdy typ knajpy czy innego ciekawego miejsca.
[5] Nawiązanie do nie żyjącego już tajemniczego osobnika, który ubarwiał życie w mieście.


Pozdrawiam!

4.02.2019

Czarny kopiec.

Dziś wiersz z cyklu tych, gdzie nie pamiętam zupełnie kontekstu powstania. Nie mniej wydaje się, że moje myśli miały niezłą fazę.

,,Czarny kopiec"

Na czarnym kopcu można spotkać,
Dziwne postacie z czerwonymi twarzami,
Wiedzą o sobie tyle,
Ile ktoś wyżej im pozwala.

Obserwator wie, czego można się,
Co mogą te postaci zrobić,
Zwykle siedzą spokojnie,
Patrząc bez emocji w dal.

Dziś pewne poruszenie,
Niebieski ptak zerwał się do lotu.

Postacie z czerwonymi twarzami,
Już wiedzą.

Dziś będą rozmawiać,
Z Obserwatorem.

6.11.2018
Pozdrawiam!

23.01.2019

Wielki Budda ze świątyni.

Dziś kolejny wiersz powiązany z twórczością japońskich artystów nurtu Ukiyo-e.

,,Wielki Budda ze świątyni"

Ludzie gromadzą się pod posągiem,
Budda napawa ich swoim spokojem,
Wszyscy chcą iść w jego ślady,
Nie jest to jednak sprawa prosta.

Ludzie zachwycają się posągiem,
Ludzie stają się spokojni,
Ludzie idą w ślady Buddy,
Chcą stać się jak on.

Na podstawie Asano Takeji ,,Big Buddha of Todaji Temple".

15.03.2018
Pozdrawiam!