Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty

15.09.2023

Pocałunek.

Wiersz będący senną groteską. 

,,Pocałunek"

Zbliżam swoje usta,
Czarna otchłań/czarna dziura,
Zagina czasoprzestrzeń,
Wbijam się ustami,
Wpijam się chciwie,
Żeby wyssać duszę.

Pocałunek mój nabiera mocy,
Koszmar dopiero się zaczyna,
Rogi moje, drgają z radości,
Jaka mnie wypełnia.

Zbliżam swoje usta,
Czarna dziura/czarna otchłań,
Wbijam się ustami,
Nagle krzyk.

Zerwanie się z uwięzi,
Zerwanie się ze snu. 

22.04.2023
Pozdrawiam!

3.04.2022

Śmierć w korowodzie.

Utwór na podstawie dzieła Jamesa Ensora pt. ,,Death and the masks". 

,,Śmierć w korowodzie"

Karnawał czas zacząć,
Momenty radości, szczęścia, miłości,
Przepleść mogę złością, rozpaczą czy cierpieniem. 

W maskach chodzą wszyscy, 
Ulice miast roziskrzone,
A wśród nich ja, ukryta. 

Uznają mnie za swoją,
Bladość twarzy i posępny wyraz,
Nie odstraszają ich jak zwykle. 

Mogę przemknąć, ukryć się udatnie,
By po chwili zabrać ich ze sobą,
Ostrza błysk, świst mojej kosy,
Wszyscy wiedzą już,
Śmierć jest w korowodzie. 

10.01.2022
Pozdrawiam!

22.11.2021

Wędrowanie.

Wiersz skupiający się na mojej tęsknocie do miasta, teraz nie za bardzo mam jak chodzić bez celu po ulicach. 

Dla S.J. 

,,Wędrowanie"

Ile trzeba będzie czekać jeszcze,
Abym mógł rzucić się w wir,
W ścieżki miasta, 
Teraz strach na ulicach,
Puste oczy, strach. 

Kiedy będzie można,
Wrócić do wędrowania,
Bez celu, w miasto,
W miasto tylko.

Jak Argonauta pieszy. 

Kiedy będzie można,
Wejść do knajpy, zmarnieć,
Przy kieliszku czegoś mocniejszego. 

Kiedy będzie można, 
W miasto iść, bez planu,
Kiedy będzie można?

Pomału, wszystko pomału. 

16.03.2021
Pozdrawiam! 

13.09.2021

Trzeci raz, jak otwieramy Kapsułę.

Wiersz będący zlepkiem różnych myśli i inspiracji mglistych. 

 ,,Trzeci raz, jak otwieramy Kapsułę"

Dziś święto/trzeci raz otwieramy Kapsułę,
Z czasu/czasu Kapsułę,
W niej znajdziemy/cukierki,
Zdjęcia kotków/chmurne pocałunki,
I wiele/o wiele więcej dziwnych rzeczy. 

Trzeci raz otwieramy Kapsułę,
Pusta w środku/ktoś nas uprzedził,
Ktoś zrobił to przed nami. 

Stoimy/myślimy,
Siedzimy/mówimy.

Szukamy winnych. 

Wtem/liść w głowę,
Eureka/to my sami dwa razy,
Otwieraliśmy Kapsułę,
Dawkując sobie z niej specjały.

Teraz jest pusta,
Pamięć zrobiła psikusa. 

12.02.2021
Pozdrawiam!

15.11.2018

O tańcu Kapitana Baryłki.

Dziś wiersz w jakiejś mierze zawierający wątki autobiograficzne. :)

,,Taneczny korowód"

Raz na jakiś czas,
Moja radość eksploduje,
Ruszam wtedy w piękny taniec,
Jakby guziec tańczył.

Chciałbym ruszyć wtedy w świat,
Rytm wyznacza drogę,
Jednak wstydzę lekko się,
Co ludzie pomyślą.

Wtedy mam przedziwną myśl,
Ludzi w korowodzie,
Wtedy mój wstyd byłby niczym,
Tańczę wtedy w myślach.

Nie wiem jednak, gdzie mam znaleźć,
Ludzi tak myślących,
Co nie wstydzą się jak tańczą
Co kochają sztuki.

Jeśli zechcesz się przyłączyć,
Przyjdź do portu jutro,
Miejsce szóste, pomost czwarty
Pytać o Baryłkę.

1.05.2018
Pozdrawiam!

26.06.2017

Nowe piwo.

Dziś wiersz z dedykacją dla wszystkich fanów AC/DC i podobnych grup spod znaku ostrego grania. :)

Dla S.J.

,,Nowe piwo"

Piwo marki AC/DC, nowe na rynku,
Sprawi wielką frajdę każdemu,
Kto lubi zmiany w życiu.

Po nim śpiew wchodzi w nowe wymiary,
Wiszenie pod dzwonem największym,
Wydaje się dziecinną igraszką.

Panny, nawet z dobrych domów kochają,
Mocno kochają, tych, którzy wybiorą to piwo.

Napój niemal jak nektar,
Same plusy w sobie ma,
Spróbuj, nie pożałujesz.

Chodzić  w krótkich spodenkach,
Od teraz gigantyczny szacun.

29.04.2017
Pozdrawiam!

14.04.2017

Wiewiórka.

Dziś wiersz nieco inny, dotyczy bowiem zwierzaka, a także potrzeby wolności. Akurat ten aspekt jest wspólny nam i zwierzakom.

Dla S.J.

,,Wiewiórka"

Malutkie rude żyjątko,
Znalazłem w lesie pod drzewem,
Jak tylko umiałem najlepiej,
Opieką objąłem jak dziecko.

W wolierze sporej dziś mieszka,
Od krańca do krańca skacze,
Wir rudych włosów i kity,
Uśmiechy budzi od razu.

W końcu co dobre przemija,
Zwierzaka należy wypuścić,
Dzikość w swym malutkim sercu,
Trudno mej Basi zdusić.

Od jutra po lesie pobiega,
Poje ziarenek i kwiatów,
Źródlanej wody łyki,
Domek w gęstwinie krzaków.

Smutek w mym sercu gości,
W końcu zwierzak w nim mieszkał,
Wystarczy mi jednak spojrzenie,
Jak Baśka kosztuje wolności.

20.02.2017
Pozdrawiam!

11.09.2016

Klucze.

Dziś taka poetycka klucha można rzec. Połączyłem bowiem w tym tekście jakieś fragmenty dobrej poezji z czymś jak kluska śląska z chili (albo coś podobnego). 

,,Klucze, zagadka, drzwi

Siedzisz w środku,
Pokój za sobą, drzwi przed sobą,
Klucze w dłoni masz.

Tajemnica do odkrycia,
Tajemnica wielka.

Niech tylko Słońce padnie na drzwi,
Wtedy można,
Można użyć Twej dłoni z kluczem.

Pod oknem weselą się,
Biegają z pistoletami,
Weselą się chłopcy co,
W piłkę lubią grać.
*************
Otwarte drzwi,
A ja cały drżę.

Wypuściliśmy zło na świat,
Teraz go zje,
Spali do końca kości,
Zniszczy każdy szczegół.

Jedynie motyl został,
Nasza jedyna Nadzieja.

20.07.2016
Pozdrawiam!

10.08.2016

Podróż morska z absurdem w tle, cz. 11 i 12.

11. Sen, albo powracająca rzeczywistość.

Zwykle nie pamiętam za dobrze moich snów, jedynie te śnione nad ranem mają szansę zostać w pamięci po przebudzeniu. Podobnie było i tym razem. W nocy mijały mnie mary senne, a może po prostu tak sobie wmówiłem. Dopiero sen nad ranem wyrył się w mojej pamięci. Z tego co zapamiętałem byłem w jakimś nie znanym mi wcześniej pomieszczeniu, jednak osoby jakie widziałem były mi znane: S, R i ich znajomi z miejscowości K. Znamienne jest, że Pan z K. w rzeczywistości ma problemy z sercem, jest po jednym zawale. Jednak obecność by-passów nie przeszkadzała mu w piciu, niemal na czas alkoholu. Ścigali się wszyscy ze wszystkimi obecni w moim śnie. W końcu było widać po znajomym z K, że już nie jest w stanie więcej wypić. Chwiał się, bełkotał, ogólnie był w nie najlepszym stanie. W końcu stało się coś niewyobrażalnego, jednak nie wiem co, bowiem mój mózg przestał wysyłać wizje senne. Po prostu nagromadzenie złych emocji spowodowało, że obudziłem się. Nie roztrzęsiony, ale z dość dużym niepokojem. Od razu pomyślałem o znajomych z K. Jednak po chwili wytłumaczyłem sobie, że to był tylko sen. Zły sen.

12. Wschód Słońca, albo Przywitanie Dnia.

Pomimo wczesnej pory ubrałem się dość szybko i poszedłem w stronę plaży. Nigdy wcześniej nie miałem okazji zobaczyć Wschodu. W końcu przez niezbyt miły epizod nadarzyła się okazja zobaczyć czy naprawdę jest to tak piękne zjawisko jak mówią inni. Ścieżka wijąca się między dwoma murkami zdawała się skrzyć złotem. Przeważały nuty żółte, zmieszane w pewnej proporcji z pomarańczowymi odblaskami. Im bliżej byłem morza, tym Słońce stawało się większe. Im stawało się większe, tym złota poświata mocniej otulała moje ciało. Ciepło jakie wydzielała nie jest w stanie opisać żadne ludzkie słowo. Czułem się, jakbym przeniósł się w inny wymiar czasoprzestrzeni. W końcu dotarłem na plażę, miękkość piasku pod nogami spotęgowała wrażenie podróży w inne miejsce. Morze delikatnym szumem, wiatr niosący powiew bryzy spowodowały, że wróciłem myślami do tu i teraz. Słońce skrzyło się milionami barw i dziesiątkami rodzajami odblasków, iskier, rzucało na wodę kolejne refleksy, woda załamywała je niczym lustra w lunaparku. Jednak zamiast wykrzywiania rzeczywistości w najbardziej wymyślny sposób lustra te potęgowały wrażenie obcowania z czymś nie z tej planety. Zamknąłem oczy, pozwoliłem by wiatr naniósł nieco piachu w moje włosy, bym połączył się ze Słońcem, z morzem i plażą. Sekundy rozciągały się w minuty, minuty w godziny, a te zaczęły zakręcać w niewyobrażalnie długie serpentyny. Zakręty tworzyły się ciasno obok siebie, powstał istny labirynt Czasu. W końcu z zamyślenia wyrwał mnie natarczywy skrzek mewy. Latała na tle tarczy Słońca, promienie stworzyły wokół jej postaci magiczne iskry, odebrałem ją niczym Małego Anioła, który pojawił się tu, między nami, by przekazać nam coś bardzo ważnego. Druga mewa zaczęła szybować w kierunku pierwszej, po paru chwilach była ich już liczna grupa. Zmęczone lotem usiadły na wodzie. Fale początkowo dość bezceremonialnie obchodziły się z ptakami. Te jednak nie zrażone intensywnością przywitania przez morze dryfowały, co jakiś czas zalewane od dzioba po ostatnie pióra z ogona wodą. Zwracam się na Wschód, tam skąd przybywa Dzień. Idę na Wschód, by poznać co nie poznane do tej pory dla nas się zdawało. Ślady bosych stóp namaczane przez falę zdają się mówić o tym co ważne. Są znacznikiem, w pewnych okolicznościach nie ma odwrotu, przeszłość ginie, liczy się tylko nowy Dzień. Tak samo moja wędrówka, tam skąd Słońce nadchodzi wydaje się nieść podobny przekaz. Dochodzę do szklanych domów, już nie są nagrzane, bije od nich nawet chłód, chłód nocy. Promienie muszą stoczyć walkę z zimnem i cieniem. Trwać może nawet kilka godzin, w końcu te pierwsze oznaki Wschodu są dość słabe, niezbyt ciepłe. Jednak koło południa wygrywa Słońce. Wędruję dalej, w kierunku horyzontu położonego na Wschód ode mnie. Ślady bosych stóp namaczane wodą są znacznikiem. Idę jeszcze chwilę. W końcu decyduję się wrócić do ośrodka. Widziałem jak Słońce stwarza kolejny Dzień. Ślady na piasku namoczone wodą, ślady moich bosych stóp nie będą wieczne. Jednak wrażenie, doznanie z tego zjawiska zostaną we mnie na zawsze. Wróciłem pełny nieznanej mi wcześniej energii do ośrodka. 

Pozdrawiam!

23.05.2015

Kurier radości.

Świeżutki wiersz, napisany w wolnej chwili na uczelni. Akurat spojrzałem sobie pod światło i w oczach dostrzegłem męty, od razu skojarzyło mi się to z kulkami jakimi są Hitodamy uznawane za wcielenia przodków (duszy człowieka). :)

Dla S.J.

,,Hitodama"

Przed oczami wyrasta kolorowa kulka,
Można by ją wziąć za duszę przodka,
Nie wiem czym naprawdę jest,
Nie wiem z czego się składa.

Jedynie wiem, o Hitodamie,
Że zna mój rozkład dnia,
Zna obyczaje,
Pojawia się, gdy problem w sercu gości,
Hitodama,
Kurier radości.

23.05.2015
Pozdrawiam!