Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty

19.06.2024

Wspomnienie.

Wiersz powstały na bazie sztuki i rozmyślań ogólnych o historii, przeszłości itp. 

,,Wspomnienie"

Z oddali widziałem,
Widziałem jak zbliża się do mnie,
Zadziwiająca postać.

Wspomnienia z działań,
Jako żołnierz pruskiej piechoty,
Wróciły do mnie,
Wszystko odżyło. 

Postać w pikielhaubie,
Zbliżyła się do płotu,
Teraz widzę,
To Śmierć,
To Śmierć po mnie przyszła. 

12.03.2024
Pozdrawiam!

10.03.2023

Człowiek renesansu.

Wiersz o człowieku renesansu uwięzionym w swoim świecie i XXI wieku. 

Dla S.J. 

"Renaissance Man"

Człowiek renesansu z niego,
Słyszę kątem o tym, uchem wyłapuję,
Z ogólnego zachwytu. 

Nie nakreślą jednak pełnego portretu,
Tylko najlepsze, jasne strony,
Wyciągną. 

Człowiek renesansu z niego,
Tak mówią tylko ci, którzy go nie znają,
Ja mniej więcej znam, dłużej nieco.

Człowiek renesansu z niego,
Nie pasuje do XXI wieku,
Myślami krąży w swoim chorym świecie.

Człowiek renesansu z niego,
Wyślijmy go do przeszłości,
Teraz!

22.09.2022
Pozdrawiam!

7.03.2023

Greek is Extra.

Wiersz nawiązujący do wielkiej i znakomitej historii Grecji, która wpłynęła na kształt Europy. 

Greek is Extra

Język grecki jest ekstra,
Usłyszałem na korytarzu mojego,
(A właściwie takiego, gdzie się uczę tylko),
Uniwersytetu. 

Przysiadłem więc w kącie,
Przy fikusie,
Ze słownikiem greki w ręku. 

Z każdym przewróceniem kartki,
Cofam się w czasie jakby.

Wielcy Grecy,
Wieku XX,
XIX,
XVIII
.
.
.
I starożytni wszyscy,
Łączą się ze mną. 

19.09.2022
Pozdrawiam!

20.06.2022

Mnich-Ja.

Dziwaczny wiersz będący zapisem moich rozmyślań. 

Dla S.J. 

 ,,Mnich-Ja"

Szaty okrywają wnętrze,
Ego rozrośnięte,
Wzrok mój, jakby świętego już. 

Ogarniam wymiary wszystkie,
Tylko ręce uschnięte tak,
Wykręcone, do pracy nie zdatne.

W przeszłość patrząc,
Kości mych przodków,
W przyszłość patrząc,
Ma własna mumia. 

11.11.2021
Pozdrawiam! 

19.03.2022

List.

 Wiersz o strachu przed przeszłością, przed formą powrotu do niej. 

,,List"

Przechodzę już czwarty raz,
Koło mebla, gdzie leży ten list,
Adres znany, kojarzy się z przeszłością,
Z pierwszym uczuciem, ze stratą.

Próbuję podejść, wziąć kopertę,
Próbuję podejść, otworzyć kopertę. 

Piąty raz przechodzę koło mebla,
Na nim leży ten ważny list. 

Boję się otworzyć,
Boję się czytać. 

A jednocześnie pytam wszystkich,
Co wkoło mnie są, 
Co może być, w takim przedziwnym liście. 

2.10.2021
Pozdrawiam!

10.03.2022

Leżenie 2022.

Czas na tradycyjny wiersz o leżeniu. Tym razem jakby z perspektywą, że to wiersz ostatni w takim tonie. 

,,Leżenie 2022"

Obiecuję czasem sam sobie,
Żeby nie pisać więcej,
Nie rozdrapywać, 
Nie szukać na siłę,
Tylko leżeć.

Leżąc wbijam się w nowe światy,
Coś się otwiera,
Magiczne krainy,
Skąd klucz, gdzie kłódki,
Czy są w nich jacyś dozorcy?

Leżę kolejny rok,
Coraz częściej wstrzymuję oddech.

Patrzcie, patrzcie z bliska,
Śmierć artysty podzielona na kawałki,
Okrutne igrzyska.

Patrzcie, jak artysta ucieka od ciemności,
Jak nie daje się w sobie zagrzebać. 

Leżę, wracam do teraźniejszości,
Myślę, tworzę plany na przyszłość,
Z przeszłości też coś wydłubię. 

O, co za wspaniałe wspomnienie,
Wtedy wszyscy jeszcze byliśmy,
A dziś tylko dwójka została,
Dziwaczne, okrutne leżenie. 

3.01.2022
Pozdrawiam!

20.02.2022

Przyjęcie.

Parę słów o tym, co można zobaczyć, gdy zbyt intensywnie się patrzy, doszukując się przy tym niewidocznych rzeczy. 

,,Przyjęcie"

Na kilka pierwszych rzutów oka,
Wszystko wydaje się w porządku,
Ot, małe przyjęcie, z małą ilością gości. 

Jednak, gdy przyglądamy się lepiej,
Widać na nich, drobne, a czasem większe skazy,
Coś z przeszłości na twarzy, coś na nodze siedzi,
Jak pająk.

Coraz dziwniej, krew z szafy może płynąć,
Strach powiększa mi oczy,
Uciekam, przyjęcie nie udane.

Nie szkodzi, przyjęć wiele mam. 

2.09.2021
Pozdrawiam!

29.06.2021

Czemu masz...

Tym razem coś o smutkach, przeżyciach z przeszłości, które mogą zostawić ślad. Na przykład w naszych oczach. 

 ,,Czemu masz..."

Czemu masz takie smutne oczy,
Zupełnie jak moja nie żyjąca już Babcia,
Ona miała jednak smutki w życiu,
A Ty, chyba nie,
Więc czemu masz takie smutne oczy?

Odpowiadasz mi coś, bardzo, bardzo cicho,
Że są powody posiadania takich,
Bardzo smutnych oczu.

Dziwię się bardzo, lecz nie dopytuję,
Jeszcze rozgrzebię coś z przeszłości,
A nie chcę, nie chcę nikogo ranić. 

Kładziesz się koło mnie,
I patrzysz, patrzysz,
Tymi swoimi, okropnie smutnymi,
Oczami...

12.02.2021
Pozdrawiam!

26.02.2021

Księga złych wyborów.

Dziś parę słów o tym, że nie da się zmienić przeszłości. Zwłaszcza, że to ona buduje w pewnym sensie naszą teraźniejszość i przyszłość. 

,,Księga złych wyborów"

Znalazłem ją w końcu po wielu dniach,
Leżała w wielkiej jaskini,
Księga wyborów niezbyt udanych,
A także tych całkiem złych.

Już zbliżam się do niej ukradkiem,
Z piórem i kroplą krwi,
Zmienię w niej sobie nie jedno zdanie,
By przyszłość była wspaniała.

Lekko dotknąłem swym piórem kartki,
Sklepienie jakby w kawałki,
Deszcz skał w odłamkach wystraszył mnie,
Uciekłem jak mogłem najszybciej.

W końcu poznałem przyczynę porażki,
Przeszłości nie da się zmienić.
Nawet te nasze najgorsze wybory,
Budują nasze historie.

5.01.2020
Pozdrawiam!

9.09.2020

Wulkan. Powrót wspomnień.

Dziś wiersz o tym, że warto czasem wsłuchać się w obawy, traumy czy złe wspomnienia kogoś, by w razie czego móc zrozumieć dlaczego nastąpiła jakaś, dość gwałtowna reakcja.

,,Wulkan. Powrót wspomnień"

Wulkan z domowych materiałów,
Dla wielu osób nie jest wcale straszny,
Jego domowy wybuch, ograniczony,
Do kuchni czy pokoju,
Jest czymś na kształt igraszki.

Jednak dla tej dziewczyny,
Wybuch domowego wulkanu,
Przywodzi na myśl same złe wspomnienia.

Widziała kiedyś wybuch prawdziwy,
Ogniste języki sunące od krateru,
W dół zbocza, ku miastu.

Widziała śmierć sąsiadów,
Widziała popiół zmieszany z ich ciałami,
Widziała jak miasto całe umiera.

Teraz siedzi w kącie skulona,
Odwraca wzrok od domowego wulkanu,
Nikt nie rozumie zachowania,
Wszyscy się jedynie śmieją.

27.03.2020
Pozdrawiam!

19.06.2020

Spotkanie na dachu.

Dziś wiersz z rodzaju tych, gdzie podstawowe pytanie dotyczy sensu grzebania w przeszłości. Nie wiadomo bowiem jak zakończyła się cała historia, na czym polegał ten skok na miasto.

Dla S.J.

,,Spotkanie na dachu"

Chodź ze mną na dach budynku,
Gdzie wszystko się zaczęło,
O świcie wspomnienia najlepiej wrócą,
Przeszłość i przyszłość jednością.

Tak zejdzie nam dzień,
Słońce zachodzi,
Skoczymy więc w końcu na miasto...

7.03.2020
Pozdrawiam!

16.10.2019

Cień dawnego wampira.

Dziś wiersz autoironiczny. Czasem czuję się jakbym miał coś z prezentowanej w treści postaci.

,,Cień dawnego wampira"

Zęby wypadły mi do cna,
Trumna w proch się zamieniła,
Peleryna w noc zniknęła,
Nikt już nie drży na mój widok.

Snuję się po cieniach miasta,
Sił próbuje co przecznicę,
Straszę ludzi, lecz bez skutku,
Dawny wampir zginął już.

Snuję się po całym kraju,
Muszę jeździć autobusem,
Magia dawno już zniknęła,
Dziwny mariaż człowiek-wamp.

Nawet bank co w swych reklamach,
Daje kredyt wnet każdemu,
Patrzy na mnie podejrzliwie,
Cień wampira.

Mówię Wam!

2.08.2019
Pozdrawiam!

10.08.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdział 28.

28.
Przez to nasze smędzenie się po mieście godzina zrobiła się na tyle późna, że należało znaleźć miejsce na kolejny nocleg. Kręcąc się w okolicy teatru jakiś mężczyzna wcisnął nam folder pewnego hotelu, po szybkim spojrzeniu na mapę okazało się, że trasa tam nie będzie specjalnie uciążliwa. W drodze na miejsce naszego kolejnego noclegu postanowiłem z Muzą coś zjeść, akurat przechodziliśmy obok niepozornego na pierwszy rzut oka baru, gdy nasze zmysły zostały skradzione przez piękne zapachy dochodzące z wnętrza. Wybór na takiej podstawie okazał się czymś niebywałym wręcz, smak pierogów i naleśników jakie wybraliśmy dla siebie będzie towarzyszył mi jeszcze przed długi czas. W końcu dotarliśmy do hotelu, zielone obramowanie drzwi nie wzbudziło mojego podziwu, ot kolejna miejscówka na sen. Jak tylko weszliśmy do środka moje wspomnienia z pobytu za granicą w hotelu podobnej klasy odżyły ze zdwojoną siłą. Łącznie ze wspomnieniem wymycia toalety ze mną w środku[1]. Ten koszmar wydawał mi się nie do przeskoczenia, nie do zapomnienia, jednak w tym miejscu na moje szczęście wszystko przeczyło tamtym standardom. Po dotarciu pod drzwi naszego pokoju z ulgą stwierdziłem, że w środku czeka na mnie łazienka z kabiną prysznicową. Po dość szybkim załatwieniu spraw takich jak zmycie z siebie trudów dnia i zachowaniu wspomnień w odpowiedni sposób postanowiłem z moją towarzyszką chwilę porozmawiać. Należało bowiem ustalić ile mamy jeszcze być w tym mieście, w końcu napisałem już sporo wierszy, a w głowie narodziły się szkice dłuższych form literackich. Muza niechętnie przyjęła mój pomysł, powiedziała mi o swoich planach tu, chciała poznać kilku wpływowych ludzi, chciała razem z nimi działać. Postanowiłem nie wtrącać się w jej życie, w końcu miała jako główne zadanie wspieranie twórcy. Poza tym zależało mi na jej przyszłości, powiedziałem jedynie, by uważała na siebie i w razie czego do mnie dzwoniła. Powiedzieliśmy sobie dobranoc, po czym udaliśmy się na spoczynek. Miałem kilka snów, jednak po przebudzeniu się następnego dnia nie pamiętałem już żadnego. Pożegnałem się z moją Muzą, po czym udałem się taksówką na dworzec kolejowy. W ten sposób zakończyła się moja przygoda w mieście oddalonym nie tak bardzo od mojego rodzinnego miejsca życia.



[1] Autor wyolbrzymił nieco wydarzenie.


Pozdrawiam!

4.08.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdziały 24-25.

24.
Wdrapaliśmy się z mozołem na piętro, drzwi otworzyła moja towarzyszka, powiedziała mi o swoich snach. Znów męczył ją jeden szczególny, zwykle po pojawieniu się tej mary przez pół dnia chodziła jak struta. Tym razem musiała jednak zacisnąć zęby, przed nieznajomymi udała niewzruszoną adoratorkę artystów. Wraz z moim kumplem zaoferowała nam herbatę oraz ciasto. Zgodziliśmy się chętnie, spytała się jeszcze czy nie pogniewamy się jeśli wróci do sypialni zdrzemnąć się chwilę. Z pomocą swoich oczu pokazałem jej, że może tak uczynić, dodałem też w ten sam sposób, że po załatwieniu spraw przyjdę do niej. Moja Muza wychodząc figlarnie spojrzała na moich towarzyszy. W końcu mogłem dowiedzieć się w czym była cała rzecz. Jacek wyłożył wszystkie karty na stół. Daje mi od miesiąca do trzech, abym napisał sztukę, ewentualnie powieść o trudach bycia artystą. Nie wiedział bowiem czy lepiej będzie moje dzieło wystawić w teatrze czy raczej wydać w jednej z należącej do tej instytucji oficynie. Przyjąłem ogólne założenia, dopytałem go jednak o stopień wolności w tworzeniu. Powiedział mi, że jak dla niego mogę zrobić to w całości w sposób wolny, a nawet dowolny. Podziękowałem za zaufanie, po czym oddaliłem się mówiąc o sprawdzeniu co u mojej Muzy słychać. Cichutko wślizgnąłem się do pokoju, światło było zgaszone, jednak bez trudu znalazłem ją leżącą na łóżku. Jej ciało było takie spokojne, usiadłem na krześle, starałem się jej nie zbudzić. Otworzyła jednak oczy i spytała co ustaliliśmy. Powiedziałem jej, że teraz ważne jest podróżowanie. Ważne będzie otwarcie się na wszelkie bodźce, które po zapisaniu mogą stać się osnową sztuki albo powieści. Moja Muza uśmiechnęła się cudownie, zaproponowała abyśmy od razu ruszyli w drogę. Zastanawiałem się chwilę po czym przyznałem jej rację. Zebraliśmy szybko nasze rzeczy, podziękowaliśmy mojemu koledze za gościnę i rzuciliśmy się w wir kolejnych przygód w tym mieście.

25.
Po wyjściu przed kamienicę, gdzie spędziliśmy parę wspaniałych chwil zaparło nam dech w piersiach. Miasto skrzyło się od słonecznych iskier, dachy wyglądały jakby zrobiono je ze złota, a każdy szklany fragment budynków odbijał sto, tysiąc a może nawet i milion razy więcej światła niż przyjmował. Należało w tym całym promienistym otoczeniu znaleźć drogę do kolejnych wyzwań, kolejnych miejsc wartych zobaczenia, by mieć potem o czym napisać dla dyrektora Jacka. Skierowaliśmy się w stronę Słońca, nie od dziś wiadomo, że jest ono dobrym doradcą dla żeglarzy czy wędrowców. Tego ostatniego złapaliśmy się z niezwykłą chęcią. W końcu nasze chodzenie po tym mieście można porównać do wędrowania, lecz tu mieliśmy jeden cel, zobaczyć i przeżyć jak najwięcej. Przy zwyczajnych wędrówkach nie zawsze jest to na pierwszym miejscu. Tym razem zdecydowaliśmy się na piesze przemierzanie ulic. Z początku wszystko przypominało mi moje miasto, zostawione tam gdzieś w oddali. Jednak z biegiem czasu ulice stawały się uliczkami, kamienice kamieniczkami, tylko nie wiem czemu ludzie nie chcieli stawać się ludzikami. Po mniej więcej 25 minutach spędzonych z Muzą na poetyckich rozmyślaniach doszliśmy w niezwykłe miejsce. Pośród uliczek miasta wyrastał wyglądający na bardzo stary budynek, który w pierwszej chwili przywiódł mi na myśl plac św. Marka w Wenecji. Poświęciliśmy parę chwil na podziwianie tej gotycko-renesansowej bryły, jej ,,ślepych okien", białej, dość niskiej przybudówki. Muza dojrzała nagle na jednej ze ścian tabliczkę z informacją, gdzie trafiliśmy. Okazało się, że jest to stara synagoga, od razu stwierdziliśmy, że warto byłoby zobaczyć co znajduję się w jej okolicy. Przeszliśmy kawałek brukowaną alejką, została wyłączona z jakiegokolwiek ruchu chyba dawno temu. Po drodze minęliśmy pierwsze oznaki, że dzielnica ta niesie za sobą kolejne tajemnice. Otóż w niektóre szyldy przeróżnych sklepów, kawiarni czy galerii sztuki wyglądały tak, jakby czas zatrzymał się w okolicach XV wieku. Razem z Muzą musiałem przerwać te mikro obserwacje, bowiem przed nami wyrósł kolejny znakomity budynek. Tym razem bryła odcinała się nieco od sąsiadów za sprawą specyficznego koloru, dodatkowo tynk zaczął odpadać z niej dość dużymi kawałkami. Dziwna nadbudowa nad dachem w kształcie trójkąta zrobiła na mnie dziwne wrażenie. Moja towarzyszka i tu wykazała się spostrzegawczością, bowiem dosłownie po minucie wiedziałem, gdzie się znajdujemy. Byliśmy przed drugą synagogą. Od pierwszej różniła się w czasie powstania o wiek. Widok całości sprawił mi bardzo dużą przyjemność ale także swojego rodzaju zagwozdkę. Nie byłem bowiem pewny czemu synagoga ta znajdowała się na piętrze, czyżby jakiś znamienity przywódca dzielnicy żydowskiej uznał taką lokalizację za bliższą Stwórcy? A może przeważyły zupełnie przyziemne rzeczy. Wyrwany przez moją najbliższą osobę z rozmyślań musiałem puścić się niemal biegiem, by za nią nadążyć. Wyczytała bowiem na jednej ze ścian, że zaraz obok jest trzecia synagoga. Wiedziałem już, że wycieczka do tej dzielnicy była zdecydowanie najlepszym wyjściem na tą chwilę. Ostatnia bożnica wywarła na mnie największe wrażenie, pierwsza myśl jaka przeszła mi wtedy przez głowę dotyczyła podobieństwa schodów zlokalizowanych po dwóch stronach, do jakiegoś ważnego budynku w naszej religii. Tu jednak przy styku schodów znajdowało się coś na kształt wiaty, pewnie służyła ważnym gościom tego domu Boga. Oczarowany tymi widokami zostałem siłą zaciągnięty do jeszcze jednego miejsca, na stary żydowski cmentarz. Dopiero tam poczułem jak te wszystkie miejsca się ze sobą łączą. W tamtym momencie doznałem wrażenia, jakby cała historia tej dzielnicy ukazała mi się przed oczami, wszystkie momenty dobre i złe, momenty chwały i pogrążania się w upadku, wszystko to sprawiło, że udaliśmy się do nie tak odległego hostelu. Chcieliśmy bowiem z Muzą na bazie doświadczeń tego dnia stworzyć wiersze będące zapisami chwil. Tak też zrobiliśmy, po szybkiej kolacji w knajpce koło naszego miejsca nocowania udaliśmy się do pokoju, by w spokoju przemyśleć nasze kolejne kroki w tym mieście.

Pozdrawiam!

29.12.2018

Odblaski.

Dziś wiersz o tym, jak Słońce czasem tworzy wspaniałe obrazy swoim światłem odbitym od przedmiotów wokół nas.

,,Odblaski"

Słońce czerwone ściany zdobi,
Odblaski malują kształty,
Jest jak powinno zawsze być,
Grecja do okien puka.

A świat zawija się w rulonik,
Chwila wydłuża się do jutra,
Lub wręcz na odwrót do przeszłości,
Słońce magicznie tworzy.

Czas iść do spania,
Czerwień się chowa,
Wszystko do normy wraca,
Jutro też kula z Kosmosu ognista,
Zasiądzie przy sztaludze.

27.04.2018
Pozdrawiam!

17.08.2017

Stary cmentarz.

Dziś wiersz inspirowany pewnym obrazem, na którym obok starego kościoła był równie stary cmentarz (a przynajmniej na takie te obiekty wyglądały).

Dla S.J.

,,Stary cmentarz"

Idąc kiedyś tą naszą alejką,
Co tak ładnie zakręca w las,
Doszedłem do kościoła z drewna,
A przy nim był stary cmentarz.

Wszedłem powoli przez furtkę,
Magia miejsca jak ptak się zerwała,
Nagle czuję jakbym sam żył,
W tych czasach, co powstał cmentarz.

Delikatnie, by nie zburzyć chwili,
Podszedłem do zniszczonej mogiły,
Przy nie stała malutka ławeczka,
Więc przysiadłem sobie na myślenie.

W myślach swoich się zatopiłem,
O tych zmarłych także myślałem,
Wszystko w jedność się połączyło,
Teraźniejszość, przeszłość i przyszłość.

9.07.2017
Pozdrawiam!

17.04.2017

Lustro/Przeszłość.

Dziś wiersz o tym jak z przeszłości należy wybierać to co ważne, aby w teraźniejszości postępować roztropniej. Czasem przydałoby się niemal każdemu takie magiczne lustro, by przyjrzeć się pewnym sprawom z dystansu.

"Lustro/Przeszłość"

Papieros w ustach mi zastygł,
W lustro patrzę i widzę,
Papieros mi w ustach zastygł,
Widzę w nim swoją twarz.

Ta twarz jest sprzed wielu lat,
Zapiski jak z księgi czytam,
Me błędy i moje upadki,
Przyrównam do tego co dziś.

W lustrze papieros gaśnie,
(Na jawie tak samo jest),
Przeszłość na dziś ma wpływać,
Jednak nie może nas zgnieść.

1.04.2017
Pozdrawiam!

25.02.2017

Śmierć nad Bałtykiem część 5 i 6.

Rozdział 5.

Tak okropnego śniadania i kawy komisarz nie życzyłby nikomu, nawet temu bufonowi Nowakowi, szybko pozbył się wspomnień z rana wyjeżdżając służbowym autem na drogę krajową w rytm ulubionych kawałków hard rocka. Na pierwszym MOP-ie wybrał numer do żony, oczywiście nie odebrała, jak to ona. Spróbował drugi i trzeci raz, nadal nic. Trudno stwierdził oschle, przecież i tak wszyscy wiedzieli o jego romansach, to kwestia dni jak rozstanie się z Danusią. Kolejne połączenie było przychodzące, Walczak zdziwił się kto tak wcześnie może dzwonić, dzwonił kolega z Katowic, ustalił mu pierwsze fakty dotyczące denata. –Słuchaj stary, zabrzmiało utarte pozdrowienie, mam kilka newsów odnośnie tego denata z plaży. Możesz nie uwierzyć, ale jeszcze jakieś pięć lat temu ten cały Wojtczyk miał na imię Joanna, a na nazwisko Krawczyk. Komisarz Walczak zaniemówił na dobre kilka minut. –No tak, pomyślał, karta wystawiona na kobietę mogła być jednak ważnym tropem w sprawie. Kolega z Katowic opowiedział w skrócie czego dowiedział się o denacie w prywatnej przychodni specjalizującej się w zmianie płci. Janusz Wojtczyk vel. Joanna Krawczyk przez wiele lat borykał się z wielką samotnością, trudną do opisania osobie rozrywanej towarzysko. Ostatnie dwa lata przed zabiegiem spędził w klinice leczenia uzależnień, bowiem popadł w alkoholizm. Po wyjściu z odwyku skierował się za radą terapeutki do tej prywatnej przychodni, czekał około pół roku na wyniki wstępnych badań lekarskich, opinię psychologów itp. Pozytywne przejście tego etapu dało mu szansę na odnalezienie się w meandrach społeczeństwa, które w dużej mierze za swój podstawowy cel wybrało sobie niszczyć inność. Walczak podziękował dość wylewnie za przekazanie istotnych informacji, po czym ruszył w dalszą drogę.

W drogę do domu samotnego człowieka.

Rozdział 6.

Nasz komisarz dotarł do Katowic z dość obcesowymi wyrazami na ustach, ilość remontów dróg, mostów, ulic, rond i podobnych elementów infrastruktury doprowadziła go niemal do szału. Jednak w momencie zjechania w ulicę przy której mieszkał denat przypomniał sobie, po co w ogóle znalazł się w tym mieście. Uspokoił oddech, policzył do dziesięciu, to zawsze sprawiało mu ulgę po zdenerwowaniu. Podszedł do domofonu, wybrał wskazany przez kolegów numer mieszkania i czekał. Po jakiejś minucie w głośniku usłyszał męski głos. –Słucham, z kim mam przyjemność? –To ja komisarz Walczak, rozmawiałem z panem parę godzin temu. Brzęczyk otwierania drzwi wskazywał na chęć współpracy. Nasz bohater wsiadł do windy, wybrał numerek 5 i czekał, aż piszcząca maszyna zawiezie go na wybrane piętro. Po wyjściu szybko zlokalizował mieszkanie numer 56, nacisnął przycisk dzwonka i czekał. Znów minęła co najmniej minuta, nim zza zamkniętych drzwi doszedł go odgłos przesuwanego po podłodze przedmiotu. Po otwarciu drzwi przez mężczyznę okazało się, że ma około 70 lat i porusza się przy pomocy chodzika. –Witam pana komisarza, zaczął rozmowę mężczyzna, mam nadzieję, że podróż minęła bez większych przeszkód? –Oczywiście, również witam pana serdecznie, choć przynoszę niezbyt dobre wieści. –Panie komisarzu, w mojej sytuacji nie ma złych wieści. Walczak poczuł się zbity z tropu, do tej pory właściwie każdy rodzic, do którego przychodził z informacją o śmierci dziecka reagował choć odrobinę inaczej niż ten człowiek. –Pewnie dziwi się pan komisarz, czemu tak mówię, odparował jakby czytał w myślach innych osób, otóż moje dziecko, moja Joasia przestała istnieć. Nie ma jej, teraz nawet nie wiem, czy tak naprawdę kiedykolwiek była. Jakie wieści pan komisarz dla mnie przynosi? Walczak przełknął ślinę, pracował w wydziale zabójstw ponad dziesięć lat, ale postawa ojca denata zaskoczyła go bardzo. –Pana dziecko nie żyje, znaleziono jego ciało nad Bałtykiem. Starszy mężczyzna uśmiechnął się lekko, podszedł do okna i wyglądając przez nie powoli zaczął mówić. –Panie komisarzu odkąd Joasia postanowiła zrealizować tę fanaberię wszystko się zaczęło psuć. Moja żona, Halina, gdy dowiedziała się o jej planach doznała tak wielkiego stresu, że wszystko zakończyło się wylewem. Do dziś właściwie nie doszła do siebie. Leży w drugim pokoju, ma sparaliżowaną lewą część ciała, słabo mówi, jest wrakiem człowieka. 
I to przez tę przeklętą dziewczynę, co zachciała być facetem! Starszy mężczyzna zaczął krzyczeć, przeklinał wszystko z tego świata, a najbardziej swoją córkę, za dążenie do spełnienia wewnętrznego. Komisarz Walczak postanowił przeczekać atak szału staruszka w korytarzu, obejrzał dość dokładnie zdjęcia Joanny. Niemal wszystkie przedstawiały ją w dość młodym wieku, tak na oko między 10 i 16 rokiem życia. Komisarz wysnuł wniosek, że po 16 urodzinach w jej głowie zaczęła kiełkować myśl, czy jest podobna do rówieśników czy może jednak nie. Walczak wrócił do pokoju, starszy mężczyzna był już spokojny. –Przepraszam pana, jest pan na służbie, przejechał pan tyle kilometrów, by przywieźć mi informacje o tej osobie, może wypijemy razem chociaż herbatę? –Nie dziękuję, muszę jeszcze skontaktować się z miejscowym posterunkiem policji, skłamał łatwo komisarz. –Rozumiem, nie będę w takim razie naciskał. Do widzenia. Po pożegnaniu się z mężczyzną nasz bohater udał się do samochodu. Usiadł na fotelu kierowcy i zaczął myśleć nad losem tego człowieka, samotnika znalezionego na plaży. Nikt tak naprawdę nie wiedział co dzieje się w duszy tej kobiety. Po paru minutach postanowił sprawdzić jeszcze jeden trop, prywatną klinikę specjalizującą się w zmianie płci. 

W końcu zależało mu na wyjaśnieniu czy Wojtczyk zmarł na skutek działania osób trzecich czy po prostu znużony walką w swym życiu postanowił je zakończyć. 

Pozdrawiam!

16.08.2016

Podróż morska z absurdem w tle, cz. 15 i 16.

15. Wesołe miasteczko, albo parada wspomnień.

Przy wejściu przywitał mnie karzeł w czerwonej pelerynie, uczynił to po czesku, co spowodowało u mnie natychmiastowy powrót pamięcią do dawnych lat. Znów siedziałem w gondoli Diabelskiego Młyna, pode mną rozpościerał się wspaniały krajobraz złożony z jeziora po lewej i morza po prawej stronie. Maszyneria poruszała sie bardzo wolno, wręcz majestatycznie w swej powolności. Mogłem znów zobaczyć każdy fragment, każdy, dowolnie wybrany detal otoczenia, zarówno z wysokości wieżowca, jak i z wysokości niemal gruntu. Szybkość jazdy zwiększała się, nie do końca zauważalnie, jednak rosła z każdą minutą. W pewnej chwili poczułem się raczej jak pasażer Diabelskiego Młota (który de facto był obok). Gdy prędkość piekielnego koła przekroczyła pewien próg, poczułem jak wielka siła wyrzuca mnie z gondoli. Pęd powietrza spowodował natychmiastowe załzawienie oczu, fragmenty rzeczywistości zakodowały się przed moim wzrokiem, pojawiła się na ich miejscu czerń nie do przebicia. Wiedziałem już, że za parę sekund rozbiję się o ziemię. W chwilę potem wszystko zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Karzeł w pelerynie zmienił się w rybaka ubranego w szary płaszcz. Wiedziałem o końcu mojej podróży.

16. Koniec, albo powrót do rzeczywistości.

Poczułem się przez chwilę tak, jakby jechał tunelem, co jakiś czas rozbłyski światła, jednak poza nimi właściwie sama ciemność. Otworzyłem oczy, popatrzyłem dookoła, nic nie zmieniło się w rzeczywistości, mimo mojej podróży.
Na ścianie pokoju, w którym jestem wisi dość dziwny obraz. Łączy  w sobie wysiłki prymitywistów i dzieci z pobliskiego przedszkola. A przynajmniej wszystko na to wskazuje. Fioletowa plama w rogu przywodzi na myśl brak farby do namalowania wydmy. Brązowe kikuty wystające zarówno z wody jak i z wydm przypominają falochron. Dlaczego sięga on kilkadziesiąt metrów w głąb lądu? Nie wiadomo.

Mała, zielona łódka namalowana jest z zagubieniem wszelkich proporcji, gdybym nie miał styczności z malarstwem powiedziałbym pewnie, że tak miało być, a nawet, że tak wygląda prawdziwa sztuka. Absurdalność sceny budzi także wydma schodząca niczym wielka, Złota Góra na spotkanie morza. Tak skończyłem moją podróż, nie umiem określić ile trwała, może minutę, może godzinę, a może kilka dni. Nigdy się tego nie dowiem. 

Pozdrawiam!

14.07.2016

Nieznane słowo.

Dziś wiersz bardzo osobisty. Dotyczy bowiem dnia, w którym odebrałem swoje wyniki badań, a z nich po konsultacji z lekarzem dowiedziałem się, że mam nowotwór tarczycy. Aby zmniejszyć nieco strach przed nieznanym napisałem ten tekst. 

,,Nieznane słowo

Otrzymałem to nieznane słowo,
Zapisane w martwym języku,
Na początku nie wiedziałem co znaczy,
Po tygodniu umiałem odmienić je,
Przez wszystkie przypadki.

Przeszłość i przyszłość stworzyły teraźniejszość,
Dni nie leciały przez palce,
Snuły się jedynie.

W końcu jest-decyzja ostateczna,
Staję w kolejce,
Stawiam się za wzór innym.

Nie cierpię, nie narzekam za dużo.

Teraz już wiem,
Teraz wszystko za mną,
Słowo nieznane poznałem
Od dna do powierzchni,
Nadal umiem je odmienić,
Przez większą część przypadków.

15.02.2016 
Pozdrawiam!