Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koniec. Pokaż wszystkie posty

10.12.2024

Koniec karnawału.

 Nawiązuję w tym utworze do wiersza Marcina Świetlickiego pt. ,,Piosenka chorego". 

,,Koniec karnawału"

Kończy się już karnawał,
Mnie ból głowy opuści,
Piszczałki, bębny i śpiewy,
Absorbująca mantra.

Kończy się karnawał, 
A ja majaczę, 
W malignie leżę,
Mamroczę coś,
Niewyraźnie.

Koniec karnawału,
Może spowodować u mnie,
Poprawę. 

Koniec karnawału,
Koniec zmęczenia,
Początek nowych rzeczy. 

17.10.2024
Pozdrawiam!


10.06.2024

Lękoman cz. 7.

Dzień 7. 

Mężczyzna wiedział już, że ten dzień stanie się końcem jego lęków wszelkiego typu. Pobudka, porcja leków na pobudzenie do życia, wszystko zadziałało zaskakująco dobrze. Świadomość końca problemów nastrajała go dobrze. Rzut oka na korytarz, nikogo, można wyjść i wrzucić opakowania do szybu windy. Ekscytacja po tym czynie była jak najsłodszy nektar. Decyzja została podjęta, droga biegła tylko w jedną stronę. 

Bohater zmusił się jeszcze do wyjścia na miasto. Rzut oka na zachód Słońca, idealne dopełnienie jego kresu, jego wędrówki. 

Po powrocie do mieszkania spojrzał jeszcze na swoje ulubione książki. Wybrał jedną, zupełnie losowo. Otworzył mniej więcej w połowie. Słowa uderzyły go z mocą pioruna, brzmiały ,,Drobna uwaga. Na pewno umrzecie". Mężczyzna podszedł do blatu w kuchni, nalał sobie wody i łyknął garść leków. Gdy zaszumiało mu lekko w głowie otworzył drzwi. Nie wiadomo czemu, chciał wołać o pomoc, szukał ratunku? Wyszedł na korytarz, leki działały coraz mocniej. Bohater przeszedł kilka kroków, upadł, a ręce powędrowały w kierunku windy. Palce zagłębiły się w szczelinę szybu. Ostatnią rzeczą jaką zapamiętał mężczyzna był prostokąt światła od mieszkania sąsiadki. 


21.04.2024-21.05.2024
Pozdrawiam!

21.09.2023

Opowieść zimowa.

Dziś dziwaczny wiersz nawiązujący w dalekim planie do zespołu Armia. 

Dla S.J. 

,,Opowieść zimowa"

W tym lesie ptak,
Najmniejszy z nich,
Przyleciał, chce coś ode mnie. 

A ja, jak zwykle,
Na ściółce, leżę,
Ptak wbija pióro,
W moją tętnicę.

Już jestem,
Już jego jestem.

Krew w pióro wsiąka,
A ptak rośnie i rośnie. 

Dziwaczna, straszna,
Opowieść zimowa. 

23.08.2023
Pozdrawiam!


1.12.2021

Karm moje EGO.

Wiersz będący prześmiewczym wyrazem dla mojego samouwielbienia, które pojawia się od czasu do czasu. 

,,Karm moje EGO"

Karm moje EGO, swoimi słowami,
Ciepłe słowa pochwały, miarą sukcesu,
Karm moje EGO, wielkiego słonia,
We mnie, karm. 

Organizuj mi wystawy, moich bohomazów,
Sprowadź koneserów, koreczki serowe,
Karmcie moje EGO, mnie też czasem,
Karmcie, organizuj mi odczyty,
Wiersze będą czytać sławy,
By karmić moje EGO. 

W chwilach wolnych wydawaj moje wiersze,
By inni mogli karmić moje EGO,
Wielkie jak obłok Magellana, 
Karmcie mnie i moje EGO. 

Moje EGO w końcu wybuchnie,
Krater w ziemi, pył na posadce,
Kamień nagrobny z inskrypcją małą:

,,Tu leży ten, 
Któremu EGO spękało". 

7.02.2021
Pozdrawiam!

18.10.2020

Biała twarz.

Dziś wiersz powstały z jakichś luźnych myśli. 

,,Biała twarz"

Mam białą twarz,
Jak Pani z chorągwi,
Straszę nią ludzi dookoła.

Chodzę po mieście,
Wszyscy odsuwają się nieco,
Dziwne to wszystko,
Przecież w mieście,
Najdziwniejsze rzeczy są.

Maluję się w lustrze,
Autoportret prawdziwy stworzę,
Skończone dzieło.

Patrzę na obraz i nie wierzę,
Biała twarz przeraża,
Kończę się i jednocześnie zaczynam.

Dziwny stan, dziwny dzień,
Wszystko już takie dziwne.

15.08.2020
Pozdrawiam!

8.01.2020

Zadziwiające zakończenie imprezy.

Dziś groteskowa wizja tego, jak może zakończyć się impreza z morzem alkoholu.

Dla S.J.

,,Zadziwiające zakończenie imprezy"

Cóż to za dziwne rzeczy się działy,
W czasie naszej ostatniej imprezy,
Co działo się, minuta po minucie,
Tego już nikt nie wie.

Jedyną pamiątką jest zdjęcie,
Na którym jakiś demon,
Odstawia mnie zupełnie sztywnego,
Do swojej jaskini.

25.06.2019
Pozdrawiam!

14.04.2019

Śpiący kurier.

Dziś wiersz o tym, jak należy uważać przy poznawaniu nowych osób. Bo nie jest zbyt dobrą wizją skończenie jako wielka tortilla, gdzieś na odludziu.

,,Śpiący kurier"

Miałem dostarczyć wiadomość,
Na dwór władcy lokalnego,
Jednak jego wrogowie byli lepsi.

Pod pozorem przyjaźni napoili mnie,
Poczęstowali jadłem, w którym ukryli,
Środek na sen.

Gdy usnąłem, zawinęli mnie w płótno,
Teraz leżę na pustkowiu,
Jak wielka tortilla.

A miasto, do którego miałem dotrzeć,
Z ostrzeżeniem o możliwym ataku,
Nie istnieje.

15.10.2018
Pozdrawiam!

3.03.2019

Kres wszystkiego 1 i 2.

Dziś dwie wersje tego samego utworu.

,,Kres wszystkiego"

Wczoraj krew w żyłach biegła,
Wszystko w przyszłości zakorzenione,
Wszystko w dzień kolejny zapatrzone.

Sekunda przekreśliła plany,
Teraz kwiaty pokrywają pomnik,
Nie będzie już jutra,
Przyszłość leży pod tym,
Ciężkim kamieniem.

2.11.2018

,,Kres wszystkiego v.2"

Wczoraj krew w żyłach biegła,
Wszystko w przyszłości zakorzenione,
Wszystko w dzień kolejny zapatrzone.

Sekunda przekreśliła plany,
Teraz kwiaty pokrywają pomnik,
Nie będzie już jutra,
Przyszłość leży pod tym,
Ciężkim kamieniem.

Płomienie świec,
Kreślą świetliste kręgi,
W nich znów widzę przyszłość,
Pozbawioną czegoś ważnego.

Mimo to wiem,
Że wszystko jeszcze się,
Nie mogło skończyć.

2.11.2018
Pozdrawiam!

9.06.2018

Konstantynopol.

Dziś wiersz inspirowany piosenką grupy The Residents pt. ,,Constantinopole".

,,Konstantynopol"

Nie ma go, mnie też nie będzie,
Nie ma go i mnie nie będzie,
Nie ma go Konstantynopol.

Jadę tam, jadę od razu,
Jadę tam, jadę od razu,
Jadę tam Konstantynopol.

Cały świat mi nie pozwala,
Cały świat mi nie pozwala,
Cały świat Konstantynopol.

Ginę gdzieś, ginę po drodze,
Ginę gdzieś, ginę po drodze,
Ginę gdzieś Konstantynopol.

Wszystko źle, wszystko najgorzej,
Wszystko źle, wszystko najgorzej,
Wszystko źle Konstantynopol.

Dusza ma w niebo dziś idzie,
Dusza ma w niebo dziś idzie,
Dusza ma Konstantynopol.

Koniec już, koniec tematu,
Koniec już, koniec tematu,
Koniec już Konstantynopol.

Na podstawie piosenki pt. ,,Constantinopole" zespołu The Residents

5.05.2018
Pozdrawiam!

6.06.2018

Coś o Kosmosie, psie i Kapitanie.

Dziś wiersz będący swoistą zapowiedzią zmian, kiedy nastąpią, tego nie wiem. Może się też okazać, że nigdy, kto to w sumie może wiedzieć. :)

,,Coś o Kosmosie, psie i Kapitanie"

Tak jak wielcy twórcy przede mną,
Tak i ja lubię czasem spojrzeć,
W niebo.

Szukam na nim tego magicznego,
Wiecznego spokoju,
Gwiazd umarłych,
Których ciała nadal są,
Nawet po tysiącu lat.

Moje oczy przyzwyczaiły się już do nocy,
Wtedy widać jeszcze więcej z ciał,
Niebieskich łodzi przymierza.

Ludzie nie wierzą mi często,
Gdy mówię im o mym psie,
Siedząc w kuchni, przypomina czarną dziurę,
A jego oczy zdają się mówić:
,,Człowieku  pomóż"'

Porzucam powoli swoje alter ego,
Kapitan Baryłka chyba zniknie,
Na razie jednak musi trwać,
Dopóki nie znajdzie godnego zastępstwa.

8.05.2018
Pozdrawiam!

16.11.2017

Gdybym był...

Dziś miniaturka, której podstawą był albo padający tego dnia deszcz, albo jedynie myśl o nim. :)

Dla S.J.

,,Gdybym był..."

Gdybym był kroplą deszczu,
Miałbym jedną z szybszych śmierci,
(O ile są jej różne rodzaje).

Po upadku na Ziemię,
Wystarczyłoby jedno moje spojrzenie,
W Słońce, jedna chwila zapomnienia,
I już bym odszedł.

26.10.2017
Pozdrawiam!

14.08.2017

Podwójna natura rzeczy.

Dziś coś na kształt wypowiedzi jakiegoś mędrca z Azji. :)

,,Podwójna natura rzeczy"

Rzeczy mają podwójną naturę,
Mogą zmieniać się niemal bez końca,
Mogą zmieniać się dowolnie.

Wiosna. Słońce. Życie.
****************************
Jesień. Księżyc. Koniec.
Światło-mrok.

Początek-koniec,
Wieczność.

1.04.2017
Pozdrawiam!

3.03.2017

Śmierć nad Bałtykiem części 9, 10 i 11.

Rozdział 9. 

Walczak zdecydował się podjechać do ośrodka leczącego uzależnienia, uznał bowiem, że tylko tam dowie się więcej o tym jak wyglądało życie Joanny vel. Janusza przed operacją. Po kilkudziesięciu minutach utyskiwania na katowickie korki dotarł pod właściwy adres. Ośrodek mieścił się w starym dworku, na oko z końca XIX wieku, farba obsypywała się ze wszystkich ścian, ganek zaś ogrodzony został przerdzewiałym już płotem. –Nieźle, pomyślał nasz bohater, z jednej strony warunki nie do pozazdroszczenia, jednak z drugiej strony uzależnienie najlepiej leczyć chyba szokowo. Wszedł po rozpadających się schodach do hallu, zimno ogarnęło jego ciało, warunki w jakich przyszło mu rozmawiać z lekarzem prowadzącym Joannę nie nastrajały go pozytywnie. Kanciapa lekarska przypominała powiększony schowek na miotły, stary tapczan w rogu i zepsute krzesło nie poprawiały sytuacji. Jednak uśmiechnięta twarz lekarza rozmyła wszystkie niedogodności z nawiązką. –A więc chce pan komisarz prześwietlić sprawę Joanny Krawczyk? Powiem szczerze, że w mojej dość długiej karierze nie spotkałem się z podobnym przypadkiem. Pewnie wie pan, że powodem znalezienia się w naszym ośrodku był alkohol, z kolei problem alkoholowy wyniknął z nieprzebranych warstw samotności i smutku tej osoby. Ja zajmowałem się raczej stanem ciała tej nieszczęsnej osoby, duchem zajmowała się nasza terapeutka, pani Kasia. Mówiąc te słowa lekarz wskazał na drzwi znajdujące się na końcu korytarza, po prawej stronie. Walczak podziękował za te kilka zdań wprowadzenia i skierował się do wskazanego gabinetu. Zapukał w drzwi trzy razy, po czym wszedł i krótko przedstawił cel swej wizyty. –Bardzo mi przykro, zaczął, ale nad Bałtykiem znaleziono ciało pani podopiecznej, Joanny Krawczyk. Uśmiech na ustach pani Kasi zamienił się w grymas łączący w sobie żal i ból. –Jak to się stało? Zdołała wydusić po dobrych kilku minutach, gdy podbródek przestał się jej trząść. –Nie wiem proszę pani, jesteśmy na razie we wstępnej fazie śledztwa, wszystko jak na razie wskazuje na powiązania śmierci pani Joanny z głęboką depresją czy innym rodzajem choroby. Terapeutka usiadła przy biurku ze sklejki. –Joanna była zupełnie innym rodzajem pacjenta, zaczęła powoli i spokojnie mówić. Większość z naszych podopiecznych pochodzi z można ogólnie powiedzieć wieloletnich patologii, dla nich alkohol stanowi sens sam w sobie, właściwie nie szukają żadnej innej przyczyny dla picia. Joanna miała w sobie wielki smutek i samotność. Odrzucona przez rodzinę musiała iść właściwie na ulicę, nie umiała właściwie jeszcze nic, nie miała zawodu. Wybrała drogę, która przyczyniła się do jej chwilowego upadku. Jednak w czasie terapii, przy innych jej uczestnikach otworzyła się najbardziej w swoim życiu. Widać potrzebowała wyżalić się osobom równie pokancerowanym przez życie. Może dzięki nim zrozumiała, że nie jest tak samotna jak sądziła. Kiedyś w czasie indywidualnej terapii powiedziała mi jakie jest jej największe marzenie. Chciała zmienić płeć, przekształcić się w motyla, który do tej pory był zamknięty w kokonie. Pamiętam też jak bardzo potrzebowała pieniędzy. Jak pan wie taki proces kosztuje wiele tysięcy złotych, z NFZ-u nie ma co liczyć na pomoc właściwie. Z tego co wiem jej lekarz prowadzący wzruszył się do tego stopnia, że dał jej pięć tysięcy złotych bezzwrotnej pożyczki. Joasia była wtedy taka szczęśliwa. Potem niestety wszystko się popsuło. 

–Proszę mówić jaśniej, poprosił komisarz Walczak. –Widzi pan, nikt poza nami nie miał w sobie na tyle odwagi, by pomóc osobie w potrzebie. Joanna musiała po opuszczeniu kliniki zacząć zarabiać swoim ciałem. Kierownik chciał przedłużyć jej pobyt tu, pisał do kogo się dało, łącznie z ministrem zdrowia. Nikt nie zajął się dalszym losem tej kobiety. Pamiętam jak kiedyś, jeszcze przed operacjami przyszła do mnie. Była cała w siniakach, zadrapaniach, pytałam się jej co się stało. Odpowiedziała, że wywróciła się na schodach. Nie uwierzyłam w te opowieści, postanowiłam śledzić ją po wyjściu z kliniki. To co zobaczyłam przeraziło mnie. Joasia była pracownicą domu publicznego, tego niedaleko zakładu. Widziałam wtedy co jej zrobił ten jej alfons. Bałam się, rozumie pan? Walczak skinął głową, w środku nieco się zagotował. Ile razy w ciągu swej kariery słyszał te słowa. Strach jest jednak najgorszym wrogiem człowieka, nie miał co do tego wątpliwości. Po chwili zachęcił terapeutkę do dalszej opowieści. –Gdybym wtedy jakoś zareagowała, zwróciła się do jakiejś fundacji czy telewizji, może Joanna by żyła, szczęśliwa po całej przemianie. Wie pan, że przyszła do mnie któregoś dnia listopada już jako Janusz Wojtczyk. Usiadła tam, gdzie pan siedzi, spojrzała takim nieobecnym wzrokiem w okno i powiedziała do mnie straszne słowa. Ogólnie chodziło o to, że droga do spełnienia wiodła przez tak cierniste zakręty losu, że właściwie nie cieszy się z operacji. Nie cieszyła się nawet z faktu uwolnienia od alfonsa. W końcu kto by się domyślił, że on to ona? Tu terapeutka zwiesiła głowę, schowała ją później w ramionach. Walczak wiedział już, że nic więcej się nie dowie od niej. Podziękował uprzejmie i pożegnał się serdecznie. Wrócił do auta, wybrał numer do kolegi z miejscowej policji. Szybko ustalił adres domu publicznego, w którym pracowała Joanna. 

Rozdział 10. 

Miejsce to z dala wyglądało bardzo odpychająco, czerwone rolety, różowe światła widoczne z drogi raczej odpychały go od tego przybytku. Chciał jednak zbadać pewien trop. Zostawił auto z tyłu spelunki, nie chciał kłuć w oczy zamiejscową rejestracją. Skierował się w stronę wejścia, na drodze stanął mu ponad dwumetrowy ochroniarz, szybkie okazanie legitymacji i nakreślenie wizji przyszłości tego miejsca spowodowały skrócenie drogi do szefa tego biznesu. Walczak na wstępie zaznaczył jaki jest cel jego wizyty, nie jest z wydziału obyczajowego, nie powiadomi także kolegów o swoich ewentualnych odkryciach. Szef wyglądał na gangstera pełną gębą, złote łańcuchy i Rolex dodawały blasku jego więziennym tatuażom. Ruchem ręki odprawił ochroniarza, który dość obcesowo przywitał komisarza. –Cieszę się bardzo na goszczenie tak wspaniałego gościa. Do tego z tak daleka. Czy napije się pan komisarz jakiegoś alkoholu? Mamy duży wybór. Komisarz pokręcił przecząco głową, po czym wskazał na kluczyki od auta. Szef speluny pokiwał ze zrozumieniem głową. –Kumam, nie chce się pan zabawić. Szkoda, na pewno znalazłby pan sobie jakąś fajną panienkę do towarzystwa. Widzę, że powody są chyba dość poważne. –To prawda, odparł Walczak, chcę się dowiedzieć co działo się z niejaką Joanną Krawczyk. Podobno pracowała dla was. Szef uśmiechnął się jak to potrafi tylko prawdziwa szuja. –Tak, pamiętam tę sukę. Była ostra, miała w sobie dużo testosteronu. Inne dziewczyny mówiły, że chce sobie doprawić jaja. Wyobraża pan sobie jak wzrosłyby jej akcje w tym biznesie. Nasz bohater nie wytrzymał tych słów i walnął szefa domu publicznego w splot słoneczny. –Jeszcze moment i puszczą mi nerwy, wysyczał groźnie. Tamten nieco oszołomiony podniósł się z ziemi i zaczął rozmasowywać obolałe miejsce. Gadaj gnido kto był jej alfonsem, co się z nim stało, czy szukał jej jak uciekła z tego biznesu, wypowiedział bardzo szybko te pytania Walczak.
 Po paru chwilach i jeszcze kilku kontrolnych ciosach w splot słoneczny komisarz wiedział już wszystko, co chciał. Niestety jego teoria o udziale alfonsa Joanny w jej zabójstwie legła w gruzach. Zajmujący się nią Rumun został zastrzelony przez członka miejscowej mafii, za rzekome długi wobec niej. Walczak postanowił zamknąć etap Katowicki i wrócić nad morze. Dostał bowiem sygnał o kobiecie, która rozpoznała w denacie osobę, która pomieszkiwała u niej jakiś czas przed śmiercią. 

Rozdział 11. 

Nasz bohater po przyjeździe do rodzinnego miasta poszedł na plażę. Chciał pooddychać świeżym powietrzem, a dodatkowo wczuć się w emocje Joanny. Jednak obowiązki wzywały i po godzinie musiał udać się do domu położonego niedaleko plaży. Przywitał się z właścicielką, po czym przeszedł do rzeczy. –Czy kojarzy pani Janusza Wojtczyka, tego zmarłego znalezionego na plaży? Podobno pomieszkiwał u pani. Starsza kobieta po chwili namysłu zaczęła mówić. –Tak pamiętam tego człowieka, był taki cały zamyślony, uprzejmy, miły, ale pogrążony w swoich myślach. –Czy mówił pani o jakichś swoich problemach? Spytał komisarz. –Wie pan, tak było. Nie wiem tylko czy mogę o tym mówić? Nasz bohater skinął głowę dając znak, by kobieta mówiła. –Po jakichś dwóch tygodniach u mnie, gdy usłyszał wszystko o mnie postanowił opowiedzieć o sobie. Powiedział, że urodził się jako kobieta, chyba Joanna, opowiedział o tym jak rodzina odrzuciła go, opowiedział o domu publicznym, o odwyku. Na początku przeraziłam się nieco, nie wiedziałam jak mam postępować wobec takiej sytuacji. Jednak po pewnym czasie zrozumiałam jak ważne było dla niej samospełnienie. Nie oceniałam jej wyborów, nie chciałam dawać rad. Któregoś dnia pan Janusz uregulował swoje rachunki, po czym poszedł w nieznane. Jakieś parę dni temu dowiedziałam się od koleżanki, że znaleziono ciało na plaży. Jak skojarzyłam wszystkie fakty od razu zadzwoniłam do was. Komisarz pożegnał się z kobietą, podziękował jej za zrozumienie dla denata. Po chwili odebrał telefon z kostnicy. Dzwonił technik by przekazać straszne wieści. Janusz Wojtczyk poszedł nad morze, zniewolony swymi demonami, swą przeszłością po prostu zastygł na wieczność. Technicy kryminalni byli w szoku. Nasz bohater po ustaleniach jakie poczynił nie był zdziwiony. Skierował się na plażę, by jeszcze raz poczuć obecność ducha Joanny. 

Pozdrawiam!

17.06.2015

Zacne przyozdobienie.

Wiersz powstał, gdy siedziałem na uczelni, miałem akurat przerwę, dlatego postanowiłem napisać kilka wierszy. Do napisania tego natchnęła mnie rozeta, jaką mam na uczelni, nic prawie przez nią nie widać, jednak Słońce dostaje się do środka w sposób wyborny.

Dla S.J.

,,Rozeta"

Rozeta prosta, ośmiokątna,
Taka meduza (dajcie żyć),
Światło dopuszcza do mych oczu,
Siatkówka płonie w zgliszczu rzęs.

Jeżeli jeszcze kiedyś spojrzę,
W rozetę prostą (ciężko żyć),
To najpierw oczy swe zasłonię,
Kawałkiem szkła w kolorze blue,
Wtedy me oczy (niedawno zniszczone),
Zyskają szansę na fin de siecle,
Siatkówka zgliszczem w zgliszczu rzęs,
Nie raz się wzburzy,
A-Pokalipse.

23.05.2015
Pozdrawiam!