Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ironia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ironia. Pokaż wszystkie posty

17.11.2022

Czarny kwadrat.

Utwór będący kpiną wymierzoną w sztukę nowoczesną, która w moim mniemaniu jest czasem wynoszona niesłusznie na piedestał. 

Dla S.J. 

,,Czarny kwadrat"

Stworzyłem czarny kwadrat,
Jego znaczenie, sekret w nim ukryty,
Jest znany tylko mnie,
Twórcy. 

Wielcy krytycy,
Inni artyści,
Stoją przed kwadratem,
Cmokają z zachwytem,
Szukając sensu. 

Stoję za rogiem, w sali obok,
Duszę się ze śmiechu.

W czarnym kwadracie nie ma sensu,
To tylko kpina,
Nic więcej. 

15.09.2022
Pozdrawiam!

11.07.2022

Koniec malowania.

Wiersz inspirowany sztuką. 

,,Koniec malowania"

Dziś przyszedł właściciel, wściekły jak nigdy,
Już od progu krytykował, moje malarstwo,
Krzyczał coś o pomalowanych drzwiach,
A to przecież idealna sztuka,
Ryczał coś o zmianie jego mieszkania,
W melinę malarską,
Cóż za zwierzę z niego. 

Nakazał mi postawienie ostatniej,
Kreski na płótnie,
Po niej mam się wynosić,
Znikać z jego świata. 

Stoję już piątą dobę,
On obok, patrzy się w szoku.

Kiedyś skończę,
Obiecałem mu,
Tę ostatnią kreskę. 

29.01.2021
Pozdrawiam!

5.06.2022

Napompowani i pokryci woskiem.

Dziś parę słów o celebrytach, a może nawet o osobach, które się za nich uważają. 

,,Napompowani i pokryci woskiem"

Uciekinierzy jak z gabinetu figur,
Napompowane usta, wszystko przerobione,
Do tego jeszcze kilogram, albo nawet dwa,
Wosku, nałożone na odsłonięte części. 

Lśnij gwiazdeczko, lśnij,
Im głupiej się przedstawisz, tym lepiej. 

Dziwne akcje na ekranie,
Słowa od czapy,
Lśnij gwiazdeczko, lśnij. 

Nigdy nie wiesz, kiedy koniec nastąpi,
Nigdy nie wiesz z jak wysoka spadniesz,
Lśnij na razie, lśnij. 

Ludzie za czas jakiś,
Zapomną gwiazdeczkę i jej głupotę,
Więc lśnij gwiazdeczko, lśnij,
Ile masz w sobie sił!

5.04.2021
Pozdrawiam!

1.03.2022

List dla nabywcy dzieła sztuki z XXI wieku.

Mój kolejny utwór, w którym naśmiewam się lekko z bogaczy, którym niektórzy artyści są w stanie wmówić wszystko (co jest modne, poszukiwane, w cenie itp.). 

Dla S.J. 

,,List dla nabywcy dzieła sztuki z XXI wieku"

Gratuluję!
Trzymasz właśnie list, będący jednocześnie,
Certyfikatem, że nabyte dzieło,
(Wspaniałe, idealne powietrze z Wielkiego Jabłka),
Należy właśnie do Ciebie. 

Napisz proszę maila, w którym zawrzesz cenę,
Jaką dałeś/dałaś za mój nowoczesny, idealny pomysł.

Jeśli się uda za pięć, a może za dziesięć lat,
Sprzedasz ten certyfikat wraz z rzeźbą z powietrza,
Za dużo, dużo więcej. 

Na razie czuj się nabity/nabita w butelkę. 

2.09.2021
Pozdrawiam!

10.09.2021

Drążenie tunelu.

Dziś wiersz nieco polityczny, związany z pompą na otwarciu budowy tunelu w Świnoujściu. 

,,Drążenie tunelu"

Widziałem w telewizji, jak politycy,
Próbują grać górników, specjalistów,
Od tuneli, widziałem ich twarze,
Dumą przepełnione, jakby to oni,
Zaprojektowali wszystko,
Jakby to oni mieli zbudować wszystko. 

Flesze, kamery, wszystko gotowe,
Teraz największa szycha trzy zdania,
Wydusi, potem butelka, w sumie nie wiem,
Czemu, leci, a jej lot trwa tyle,
Co długość jej sznurka. 

Dziwne są te polityczne zwyczaje,
Butelka może wpaść, zniszczyć cenną maszynę,
Coś może się stać z robotnikami,
Tam na dole. 

A może to ja się nie znam,
Może chodzi właśnie,
O to wygrzewanie się,
Brylowanie, awanse?

5.03.2021
Pozdrawiam!

5.08.2021

Mucha przy oku królowej.

Tym razem prześmiewczy wiersz dotyczący ludzi u władzy. 

,,Mucha przy oku królowej"

Sio!
Co za przebrzydła mucha,
Próbuje usiąść przy moim królewskim,
Nie zmąconym wcześniej niczym oku. 
Sio!

Pół dworu próbuje odgonić,
Natrętną, olbrzymią muchę,
Widać, królewskie oko najlepsze,
Widzi wszystko, wie wszystko. 

Sio!
Królowa nie wytrzymuje już powoli,
Sio!
Ohydna mucho. 

Wtem do sali wtoczył się król,
Spojrzał na żonę z niesmakiem,
Nabrał powietrza i rzekł:
,,Kochanie, muchy dla tych,
Co poza zamkiem, to taka codzienność,
Jak dla nas najlepsze wino, 
Obiad i miłość,
Spróbuj zrozumieć to". 

Sio!
Ostatni raz wołam,
Królowa ręką odpędza króla,
Sio!
Jesteś mi nie przydatny,
Okropny i zapatrzony w siebie,
Wyszła, trzaskając drzwiami. 

Król wyciągnął dłoń ku musze,
Ona usiadła spokojnie,
,,Widzisz, malutka jesteś,
A w mojej żonie, emocje wzbudziłaś,
Większe, niż najlepsze wino, 
Dziękuję, dziś będę miał spokój". 

12.12.2020
Pozdrawiam!

27.09.2020

Strzały z popkultury.

 Kolejny wiersz kpiący nieco z pewnych zjawisk w sztuce współczesnej. 

Dla S.J. 

,,Strzały z popkultury"

W tej pięknej, klimatyzowanej sali,
Zebrało się wielu znanych,
A także kompletnie nie znanych,
Artystów.

Pierwszy zapowiada swoje dzieło,
Kucnie w kącie sali wystawowej,
Zrobi co ma zrobić i wyjdzie.

Drugi rozrzuci różne,
Czasem dziwne przedmioty,
Na podłodze, bez zaznaczenia,
Co jest eksponatem. 

Ludzie będą zachwycać się,
Czymś zwykłym, pomijając
Dzieła.

W końcu odezwał się Mistrz.

Ja mam plan, umrę na oczach świata,
(Jak bardzo okrągłe, a niewygodne,
One są).

Choroba zabierze mnie w kilka dni,
Maksymalnie tygodni,
Widzowie będą mogli zobaczyć,
Jak na samym końcu przyjedzie Śmierć.

Na starym, brązowym rowerze,
Jako pierwszy we Wszechświecie,
Hipster.

7.07.2020
Pozdrawiam!

25.08.2020

Deklarowanie sztuki.

Dziś wiersz nieco prześmiewczy w swym tonie.

,,Deklarowanie sztuki"

Sztuką może stać się wszystko,
Od rzeczy paskudnych, niskich,
Po super ożywcze pomysły,
Za miliony.

Wystarczy powiedzieć,
Gdy robi się coś,
Deklaruję, że to sztuka.

Krytycy chodzą dookoła,
Cmokają z podziwem.

Autor dostaje czek,
Z kilkoma zerami.

Dlatego teraz ja,
Deklaruję, że ten wiersz jest.

SZTUKĄ

27.04.2020
Pozdrawiam!

22.06.2020

Brzydkie słowa.

Dziś moja propozycja co można zrobić w chwili, gdy chcemy przeklinać.

,,Brzydkie słowa"

Brzydkie słowa rosną w człowieku,
W chwili gniewu, złości, maligny,
Czasem trzeba powstrzymać swój język,
Aby później nie musieć żałować.

Można słowa te brzydkie włożyć,
W butelkę czy jakiś słoik,
Zamknąć, odstawić na przyszłość,
Tak najlepiej z nimi zrobić.

Gdy nadejdzie chwila lżejsza,
Choć niosąca w sobie emocje,
Można wyjąć butelkę czy słoik,
By te słowa na świat wypuścić.

11.01.2020
Pozdrawiam!

20.08.2019

Samoloty nad miastem, cz. II, rozdziały 5-6.

5.
Śniło mi się coś na kształt parady myśli, większość z nich jak to zwykle u mnie bywa dotyczyła twórczości. Jeden fragment snu zapamiętałem szczególnie, jakiś redaktor z wydawnictwa stoi przy mnie, a ja siedzę przy komputerze i próbuje przekonać go do mojej wizji świata. Próbuję wyłożyć mu dlaczego tak zależy mi na wątku samolotów i lecących w nim ludzi. On wykrzykuje w moją stronę zdania, połówki zdań, ćwiartki zdań. Wynika z nich niezbicie, że tak naprawdę takie opisy nie wnoszą nic do mojej historii. Tłumaczę mu jak pisali Wielcy, wskazuję na konieczność umieszczania wątków, które nie muszą okazać się ważne, jednak wnoszą do literatury to nieuchwytne coś. Redaktor zaperza się coraz mocniej, twarz robi mu się purpurowa, widać wyraźnie jak brakuje mu argumentów. Na koniec, w jednym zdaniu podsumowuje jak ciężko jest współpracować ze mną, podkreśla całość wyrafinowanym przekleństwem wymierzonym we mnie. Zamierzam coś mu odpowiedzieć, jednak jedyne co udaje mi się osiągnąć to myśli o tym, jak mógłbym sprzątnąć takiego typka. Szybko zapominam tę okropną myśl i zgadzam się z nim w całej rozciągłości. On prosi mnie, bym podpisał pewne dokumenty, z pobieżnego nawet zapoznania się z nimi wynika, że zrzekam się ponad 85% praw do moich tekstów na ich rzecz. Dziwne jest to co dzieje się ze mną, wewnętrznie spinam się, walczę o to, by nie podpisać tak skonstruowanej umowy, ręka jednak bezwiednie kreśli litery, za chwilę całe moje imię i nazwisko zdobi kartkę. Tamten uśmiecha się szyderczo, mówi coś niezbyt wyraźnie o mojej przynależności do nich, śmieje mi się w twarz. Odpycham go i wychodzę z budynku. Po drodze zderzam się z jakąś kobietą po 40-tce. Przepraszam ją jak najładniej umiem, podnoszę papiery, które upuściła. I nagle odczuwam przerażenie, ta kobieta uczyła mnie w szkole średniej polskiego, wiem już czemu się tak dziwnie poczułem podnosząc jej dokumenty. Patrzy na mnie ze swoim spokojem, jej oczy stają się znów zimne, tak jak w czasie zajęć, gdy porównywała moje wypracowania do czegoś najgorszego na świecie. Przypomniała chyba sobie kim jestem, rzekła  mdło dzień dobry, po czym równie beznamiętnie spytała co robię w wydawnictwie. Powiedziałem jej pół prawdy, ona wyraźnie zdziwiona życzyła mi samych sukcesów w rzekomej pracy redaktora i odeszła bez słowa. Wtedy też obudziłem się w lekkim strachu, nie spodziewałem się bowiem, że mój mózg przypomni sobie o tak pieczołowicie skrywanych sekretach z przeszłości. Nie chciałem wracać więcej do szkoły, do polonistki, a mój mózg wziął to sobie za nic i przypomniał wszystko, jednak nie w oryginalnej scenerii, tylko w sposób wynaturzony, absurdalny wręcz. Spojrzałem na zegarek, było dość wcześnie, jednak na tyle późno, by nie kłaść się na dalszą część snu. Włączyłem komórkę, ta po chwili pokazała kilka wiadomości od Muzy. Wysłała mi zdjęcie jak siedzi sobie z tym swoim nowym kompanem nad jakąś rzeką (nie dam sobie głowy uciąć ale chodziło chyba o Dunaj), popija wino, a on biedzi się przy sztalugach próbując namalować nie wiadomo czy bardziej ją czy pejzaż wokół. Uśmiechnąłem się pod nosem, przynajmniej ja nie mam takiego problemu, gdy Muza jest przy mnie pisanie przychodzi mi zwykle dość łatwo. Jeśli jej nie ma, także nie jest to jakiś problem nie do przejścia. Wysłałem jej kilka słów o tym jak bardzo jestem z niej dumny, w końcu może spróbować sił w tworzeniu czegoś innego niż literatura. Sam kiedyś starałem się zmienić swoje podejście do sztuki, zacząłem bez powodzenia rysować i malować. Stworzyłem wprawdzie dwa obrazki, które wiszą w moim gabinecie, jednak nie przedstawiają dla mnie większej wartości, nawet z biegiem lat. Zjadłem europejskie śniadanie, rogal z dżemem, herbata i mus jabłkowy, po czym zasiadłem do pracy. Tęskniłem nieco za Muzą, miałem jednak w pamięci jej dobro, niby gdzieś na dnie serca miałem do niej żal, jednak ginął on szybciej niż wydostawał się na powierzchnię mego umysłu. Pisanie szło mi dość opornie, dlatego postanowiłem wybrać się znów do miasta. Zaczekałem parę chwil na autobus, po czym wysiadłem w zupełnie innym miejscu jak ostatnio. Postanowiłem na parę chwil wejść do jednego z największych parków miasta. Chciałem odetchnąć od gonitwy snów i myśli o mojej towarzyszce.

6.
Dotarłem pod bramę prowadzącą do zielonych płuc miasta, zdziwiłem się nieco, bowiem stała tam dość duża grupka ludzi. Podszedłem bliżej, mieli ze sobą transparenty, na których wypisane były jakieś prawicowe hasła. Mój lewicowy umysł został wystawiony na ciężką próbę, od razu chciałem podejść i spytać się ich czy naprawdę wierzą w te brednie wypisane na bannerach. Powstrzymałem się ostatkiem sił, zacząłem zamiast tego przyglądać się im z nieukrywaną niechęcią. Od razu jeden z grupki podszedł w moją stronę, zaczął coś nawijać o obronie każdego życia, próbował wręczyć mi mini album zawierający na oko jakieś dwieście zdjęć ukazujących ohydne według nich praktyki lekarzy. Podziękowałem z niesmakiem, po czym odchodząc rzuciłem w powietrze pytanie dotyczące tego czy równie chętnie jak gadaniem zajęliby się opieką nad niepełnosprawnymi dziećmi. Tamten od razu dostał furii, piana pojawiła się na jego obliczu, nawet chciał mnie gonić, jednak jego szef (najstarszy z grupki) powstrzymał go. Usłyszałem jedynie za sobą niecenzuralne treści, a kątem oka zauważyłem podniesione w wulgarnym geście palce. Nie zrobiłem sobie nic z ich złości, w końcu muszą zrozumieć, że nie każdy człowiek na Ziemi podziela ich dziwne pojmowanie zależności między ludźmi. Park wyglądał oszałamiająco, zieleń sączyła się z każdej możliwej przestrzeni, od razu zapomniałem o tym incydencie sprzed wejścia. Ruszyłem w stronę białego budyneczku, w którym dawno temu przesiadywała pewna królowa w oczekiwaniu na swojego męża. Przed budyneczkiem znajduje się fontanna, co zaskakujące czasem pływają w niej kaczki, mają kilka o wiele większych miejsc z wodą, a jednak coś ciągnie je przed ten obiekt historyczny. Usiadłem na jednej z ławek, po chwili usłyszałem chrzęst łamanych gałązek, a z tyłu wskoczyła na ławkę wiewiórka. Powiedziałem do niej parę słów, ona wyglądała tak, jakby rozumiała co nieco. Przeprosiłem ją za brak orzechów, w końcu idąc do parku pełnego wiewiórek mogłem o tym pomyśleć. Baśka zeskoczyła z ławki i jakby zniesmaczona odbiegła na drzewo. Obserwowałem przez chwilę jej wędrówkę po konarach i gałęziach, potem straciłem ją z oczu. Pokręciłem się jeszcze chwilę po alejkach, popatrzyłem na zieleń i mieszkające w parku zwierzaki, po czym udałem się do wyjścia. Poczekałem na przystanku na autobus, podjechałem do centrum miasta, gdzie podszedłem pod wielką reklamową gitarę. W jej pobliżu znajdował się lokal, w którym poza przekąskami, piwem i innym alkoholem można było posłuchać na żywo muzyki gitarowej. Raz były to grupy rockowe, innym razem podchodzące pod blues.

Pozdrawiam!

17.08.2019

Samoloty nad miastem, cz. II, rozdziały 3-4.

3.
Dość sprawnie dotarłem do centrum mojego miasta, od razu czuć było jego puls, zupełnie inny niż w mieście, w którym do niedawna byłem z Muzą. Tu wszyscy gdzieś się spieszyli, ewentualnie tworzyli wokół siebie jedynie takie wrażenie. Szybko przypomniałem sobie w jaki sposób należy poruszać się po ulicach, w dość sporej liczbie osób na metr kwadratowy. Wbrew pozorom nie trzeba mieć oczu dookoła głowy, wystarczy odrobina skupienia, by wczuć się w rytm miasta, w rytm żyjących w nim ludzi. Wtedy można dość łatwo niemal w każdej sytuacji przewidzieć  w jaką stronę skręci lub nie mijana przez nas osoba. Postanowiłem przejechać się metrem do zupełnie innej dzielnicy, niż moje miejsce zamieszkania. Droga nie była zbyt trudna, choć przy przesiadce z jednej linii do drugiej należało nieco popatrzeć na znaki umieszczone w dość dziwnych miejscach. Pociąg metra potrzebował zaledwie paru chwil, by dostarczyć mnie wraz z niewielką grupką osób na drugi koniec miasta. Po wyjściu z podziemi przeżyłem mały szok, dość długo nie byłem w tej dzielnicy, a w międzyczasie wiele się zmieniło. Przede wszystkim wyremontowano wiele kamienic, które w czasie ostatniej wizyty wyglądały jakby miały się zaraz zawalić. Teraz większość z nich wyglądała tak, jakby czas się nieco cofnął i znów było dwudziestolecie międzywojenne. Zagwizdałem cicho z uznaniem, widać pieniądze wykładane przez różnych deweloperów nie idą tu na marne. Zdecydowałem ruszyć w kierunku teatru, który znajdował się w okolicy bardzo ciekawego parku. Jego cechą szczególną była dość duża liczba wszelakich cieków, w tym jedno duże jeziorko. Słyszałem kiedyś, że w okolicy może kręcić się Mistrz spotkany nie tak dawno w pociągu. Krok mój stopniowo stawał się coraz bardziej chwiejny, miałem w pamięci to nieszczęsne spotkanie przy WC, nie miałem pojęcia w jaki sposób mam zagaić, jeżeli ten szanowany poeta faktycznie będzie w okolicy teatru. W pewnej chwili moje dywagacje zostały przerwane przez krótkie dotknięcie mojego ramienia. Zdziwiony odwróciłem się i za sobą zobaczyłem roześmianą twarz, po chwili dotarło do mnie, że to zaczepia mnie sam Mistrz. Osunąłem się parę centymetrów do ziemi, jego silne ramię uratowało mnie przed upadkiem i totalną kompromitacją. Jak zza mgły zaczęły docierać do mnie jego słowa, a także zarys miejsca w jakim się znaleźliśmy. Poeta przywlókł mnie do budynku sztuki, właściwie usadowił mnie na krzesełku przed odeonem. Świadomość wróciła mi na tyle, aby spytał się Mistrza co sądzi o moich pracach Ten uśmiechnął się lekko, po czym wsunął mi w ręce moje dziełka, napisał na nich, że nie jestem jeszcze na poziomie jego i jemu podobnych, jednak mam swój styl, ważne jest jedynie to, bym nie ustawał w doskonaleniu swoich umiejętności. Kolejny raz nie byłem w stanie nic powiedzieć, uśmiechnąłem się jedynie w podziękowaniu. Mój mentor poznany w sposób komiczny niemal odwzajemnił uśmiech, po czym powiedział coś na do widzenia. Zdołałem wymamrotać coś na kształt: ,,Żegnaj Mistrzu", po czym osunąłem się na krzesło. Gdy szok minął postanowiłem udać się do pobliskiego muzeum, mogłem tam ochłonąć, jednocześnie przenosząc się w czasie, choćby na godzinę. Panoptikum mieściło się w dość starym, dwupiętrowym budynku, prawdopodobnie po jakiejś fabryce. Gdy tylko wszedłem do środka ogarnął mnie jakiś dziwny wewnętrzny spokój. Pewnie światła wydobywające się z licznych neonów jakie zgromadzono na wystawie tak na mnie podziałało. Poczułem się przez te kilkadziesiąt minut jakie spędziłem wśród tych kolorowych lampionów jakbym był w Las Vegas lub podobnym miejscu, gdzie patrzy się na człowieka raczej od strony kieszeni, a nie całości. Aby w jakiś sposób zadośćuczynić rozrzutnej stronie mojej natury postanowiłem udać się na obiad, a może raczej lunch do pobliskiej, bardzo znanej restauracji[1].

4.
Chęci jak to zwykle bywa stały się moją jedyną bronią, tak jak wcześniej właściwie nie dysponowałem większą kwotą, mogłem co najwyżej popatrzeć sobie na ludzi spieszących do tej knajpy. A było na co patrzeć. Panie w wytwornych wieczorowych niemal sukniach, panowie we frakach, wszyscy w tonach czerni, ewentualnie ciemnych kolorów. Śmieszny wydał mi się przy nich facet, który przyszedł w dresach, pod rękę szła z nim dama, wyfiokowana do granic absurdu, z rzęsami długimi jak moje palce, z ustami wielkimi jak ponton, o biuście nie wspominając. Facet wdał się w pyskówkę z kelnerem stojącym na zewnątrz lokalu, tamten za nic nie wiedział jak ma znaleźć w swoim notesie nazwisko tego faceta. Nagle jak spod ziemi wyłonił się właściciel tego przybytku, wszystkie rozmowy ucichły, ludzie zaczęli patrzeć. Przyglądali się szefowi G[2]. jak urzeczeni, prawdopodobnie awantura przy wejściu wzbudziła jego zainteresowanie. Po chwili facet w dresach z damą wszedł do środka, jego mina mówiła jednak prawdopodobnie tyle, że już nigdy nie zawitają do tego przybytku. Przez chwilę nie mogłem powstrzymać się od śmiechu, oto niemalże kloszard wdrapał się po drabinie społecznej i może zasiąść przy stoliku tej zacnej miejscówki. Moją reakcję musiał zauważyć przechodzący w pobliżu hipster, spojrzał się na mnie dwuznacznie, po czym spytał czy naprawdę nie wiem kto wszedł do restauracji. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie mam pojęcia. Okazało się, że facet w dresach to bardzo znany reżyser[3], który kręci filmy klasy C, przesycone tanim komizmem, doprawione do smaku różnymi mniejszymi i większymi świństewkami. Zdziwiłem się nieco, znany człowiek, a wygląda jakby wynurzył się z odmętów jakiejś zatęchłej bramy. Hipster szybko wyjaśnił mi, że ciuchy reżysera wyglądają jedynie na tanie, w rzeczywistości potrafią kosztować krocie. Teraz musiałem wyglądać wyjątkowo zabawnie, pewnie moja szczęka zawisła jakieś pięć centymetrów nad podłogą z wrażenia, nie wiedziałem nigdy wcześniej o czymś takim jak dresy wyglądające na ostatnie łachy, które kosztują jednak majątek. Zniechęcony do takich luksusów postanowiłem poszukać czegoś na moją kieszeń. Wsiadłem w tramwaj i podjechałem parę przystanków do pizzerii. Prawdopodobnie w moich żyłach krąży mieszanka krwi Włocha i Azjaty, bowiem bardzo lubię zarówno powyższe kultury jak i kuchnie. Zjadłem zamówione danie, wyszedłem na ulicę i stwierdziłem, że pora chyba wracać do domu. Wybrałem tym razem autobus, miał mnie podwieźć pod metro. Na bodajże trzecim przystanku od początku mojej podróży zauważyłem znajomą postać. Była to moja dość bliska znajoma, która zawodowo zajmowała się malarstwem. Chyba zobaczyła mnie przez okno pojazdu, bowiem po otwarciu przez kierowcę drzwi weszła do środka. Przywitaliśmy się dość kurtuazyjnie, nie widzieliśmy się dobrych parę lat. Szybkie przypomnienie wspólnych działań artystycznych na powrót przeniosło nas na dobrą stopę kontaktów. W czasie krótkiej jazdy pod wejście do metra zdążyliśmy porozmawiać nieco o swoich osiągnięciach. Moja znajoma wzbiła się na wyżyny swojego talentu, miała podobno kilka dużych wystaw, a jeden z jej obrazów został nawet zlicytowany za okrągłą sumkę. Aby dorównać jej w osiągnięciach musiałem sztucznie nadmuchać swoje dokonania, popatrzyła na mnie zdziwiona i spytała czy to prawda, w końcu odkąd mnie zna pisywałem raczej do szuflady, ewentualnie dla wąskiego grona odbiorców. Odpowiedziałem jej ze śmiechem, że zna mnie doskonale, chciałem bowiem wypaść w jej oczach lepiej niż te parę lat temu. Uśmiechnęła się tajemniczo, po czym wysiadła na kolejnym przystanku. Nie wiedziałem co miało znaczyć to spotkanie, ani moja próba okłamania jej. W końcu i tak oszustwo wydałoby się w przeciągu kilku godzin. Wystarczyło wpisać moje nazwisko do wyszukiwarki, by w odpowiedzi uzyskać parę moich dyplomów za wiersze, dwa wiersze w antologii i kilka opowiadań zamieszczonych w magazynach literackich dla małych kręgów czytelników. Zanurzyłem się w swoich myślach i wręcz automatycznie dotarłem do swojego domu. Szybko wrzuciłem coś na ząb, poszedłem do wanny na parę ładnych minut, przed snem poczytałem trochę dzieło Mistrza, po czym poszedłem spać.



[1] Szefem był mniej znany człowiek, choć nazwisko jakie nosił miało renomę.
[2] J.w.
[3] Kręci filmy na poziomie muzyki disco-polo. Nikt się nie przyznaje do oglądania, wszyscy jednak znają cytaty czy sceny z tych dzieł. 


Pozdrawiam!

9.07.2018

Wielkie usta pań.

Dziś wiersz traktujący o tym, co można wyczytać z ust niektórych dam, które użyły za dużo medykamentów wypełniających.

,,Wielkie usta pań"

Dawniej, gdy kobieta czuła się zagrożona,
Krzyczała, od razu było wiadomo w czym rzecz.

Dziś niektóre panie mają takie usta,
Że do końca nie wiadomo,
Czy akurat się dziwią,
Czy potrzebują pomocy.

15.03.2018
Pozdrawiam!

19.03.2018

Luwr- oglądanie obrazów.

Dziś wiersz będący swoistym powrotem do wycieczki szkolnej, gdzie jednym z punktów programu było zwiedzanie tego znakomitego muzeum.

Dla S.J.

,,Luwr-  oglądanie obrazów"

W tym muzeum oglądanie sztuki,
Stało się samo w sobie sztuką,
Trzeba się nauczyć poruszania w tłumie,
Wszędzie właściwie trzeba się dopchać,
Wcisnąć między aktywnych Ajzatow,
I cała resztę świata.

A najgorzej ma Mona Lisa,
Podziwiana przez szybki smartfonów,
Chyba dzięki temu,
Wyjaśniła się zagadka jej uśmiechu.

14.01.2018
Pozdrawiam!

7.03.2018

Kraje absurdu.

Dziś wiersz pokazujący mój poziom uwielbienia dla absurdu codziennego.

Dla S.J.

,,Idę po absurd"

Skończył mi się absurd,
Do pisania wierszy,
Ruszam więc w krainy,
Z niego tak słynące.

Niby to są kraje,
Takie jak zazwyczaj,
Jednak w nich jest,
Ważny stan umysłu.

Goście zza granicy patrzą przerażeni,
No bo u nich absurd nie gra takiej roli.

Mam, znalazłem całą,
Beczkę pełną tego,
Co pozwala wiersze,
Pisać jak najlepsze.

,,Pewien facet po wypiciu nieznanej nam ilości alkoholu pokłócił się ze swoją konkubiną. Nie wiadomo o co poszło. Efekt był taki, że facet chciał się przewietrzyć. Wyszedł przez balkon i spadł z czwartego piętra. Nic specjalnego mu się nie stało, otrzepał się i wrócił do mieszkania. Tam konkubina nadal wściekała się na niego, więc drugi razy wyszedł przez balkon. Podobno drugi raz nic specjalnego sobie nie zrobił."

,,Inny facet po wypiciu równie nie znanej nam ilości alkoholu wyskoczył z trzeciego piętra. Wstał, otrzepał się i ruszył do domu. Po drodze zniszczył kilka aut. W domu pokłócił się z ojcem, który wezwał policję. Wtedy też wydało się, że mężczyzna jest poszukiwany od całego dnia. Został zabrany do szpitala na badania."

,,Ludzie żyjący w krajach absurdu mają naturalne zdolności do dostosowania się. Każda osoba z zewnątrz dziwi się jak można tak żyć. A jednak można, to jest ten rodzaj absurdu, który nazywam absurdem codziennym."

Aleksiej Murmanov- uczony z kraju absurdu, badacz problemu, autor pojęcia ,,absurd codzienny".

6.01.2018
Pozdrawiam!

5.04.2017

Apel po zachodzie Słońca.

Dziś klimaty Dzikiego Zachodu, ale z wtrętami należącymi do teraźniejszości, a nawet przyszłości. W końcu topór to niebezpieczne narzędzie. A topór wojenny jest dziesięć razy gorszy.

,,Apel po zachodzie Słońca"

Zakopmy w końcu topór wojenny,
Fajka pokoju czeka,
Ogrzewa miejsca, tam w hotelu,
,,Biała owieczka", tam czekam.

Czekam w oparach absurdu,
(Z papierosa, czyżby?),
Liczę na dobrą rozmowę,
Choć po indiańsku nie umiem.

To wiem na pewno,
Kowboje i Indianie muszą,
Być równi.

Słońce zachodząc dało mi znak,
W całości go nie zrozumiesz.

5.03.2017
Pozdrawiam!

30.03.2017

Rap party.

Dziś pewne nawiązanie do wcześniejszego wiersza, tym razem wyobraźnia podsunęła mi obraz bitwy na rymy i słowa, między mną, a Mistrzami.

,,Rap party"

Jakby to było ciekawie,
Gdyby poetów-tych dawnych,
Wyzwać na wojnę rymów,
Nazwijmy ją rap party.

Już wyobraźnia pracuje,
Obrazy nowe przynosi,
Tuwim i Leśmian mnie męczą,
A Norwid podkręca tempo.

Do tego Staff w inny wymiar,
Wysłał nas w ducha dymie,
Rym nie idzie za rymem,
Pomysł mój ginie w przedbiegach.

Jeszcze Mickiewicz dokłada,
Do pieca zwrotek szuflę.

Wyciągam z bitwy naukę,
,,Jednak niewiele umiem".

Prawdziwi poeci mnie wciągną,
Jak proszku białą kreskę,
W Kosmos wystrzelę się pierwszy,
A za mną polecą me wiersze.

20.02.2017
Pozdrawiam!

27.03.2017

Nakręca mnie Tuwim.

Dziś wiersz inspirowany twórczością Juliana Tuwima, a także jego wierszem. Sami wiecie jakim. ;)

,,Nakręca mnie Tuwim"

Nie ma na świecie chyba babki,
Która nie znajdzie swego chłopa,
Wierzcie mi proszę, jam poeta,
Reszta niech będzie bardzo tajna.

Tak samo facet, nawet łysy,
Powinien łatwo znaleźć parę,
Problem się może zrobić mały,
Gdy zamiast pani pozna pana.

Z tym dajmy spokój,
W końcu nie każdy musi kochać,
Tacy niech idą w polityki.

Inne zaś mogą nawet czterech,
Albo i pięciu mieć wybranków,
Panowie mogą za to mieć,
Jedynie jedną serc wybrankę.

Gdy dzieci zrodzą się tak piękne,
Że oczy z orbit same lecą,
Weźmy poprawkę na czas wiosny,
Listonosz też chce poczuć miłość.

Na koniec niech nie dziwią nas,
Takie zadarte nosy dzieci,
(Wiosną lubiłem w parku siadać),
A reszta niech znów będzie tajna.

20.02.2017
Pozdrawiam!