Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowa. Pokaż wszystkie posty

24.04.2023

Koniec relacji w dymie.

Dziś utwór oparty na luźnych przemyśleniach. 

,,Koniec relacji w dymie"

Z tlącym się papierosem,
W siwym dymie stojąc,
Zaczynasz wykład,
Zaczynasz do mnie mówić.

Wydmuchując kolejne kółka,
(Niedbale strzepujesz popiół),
Wmawiasz mi, że to moja wina,
Że ja przyczyniłem się,
Zacząłem właściwie koniec,
Naszej znajomości. 

Próbuję mówić, język jednak nie chce,
Twardy opór mi daje, dym papierosa,
Pogarsza sprawę.

Zaczynasz krzyczeć, argument siły,
Całe zło świata teraz w dymie,
Kulę się w sobie, próbuję zniknąć. 

Nasza relacja,

Istniała jak ten dym. 

21.04.2022
Pozdrawiam!

29.06.2022

Telefon z Tangeru.

Nawiązania do klasyki kina i muzyki. 

,,Telefon z Tangeru"

O trzeciej w nocy dźwięk telefonu,
Odbieram, ktoś z Tangeru dzwoni,
Wnosi z każdym słowem, z każdym oddechem,
Magię jakąś, Bogart z szafy wychodzi. 

Oddalam się przez ten telefon,
Nie wiem już po co ktoś dzwoni,
Nie wiem czemu dzwoni tak późno. 

Patrzę już z kawiarni na morze,
Czuję się czarno-biały,
Z przeszłości.

Niezwykły telefon z Tangeru. 

2.10.2021
Pozdrawiam!

30.05.2022

Podejście do rozmowy.

Wiersz o próbie powrotu do przeszłych zdarzeń, do związku z przeszłości. 

,,Podejście do rozmowy"

W mieście prowadzą mnie lampy uliczne,
Liczę je, wiem kiedy skręcić, gdzie iść,
W mieście łatwo mi chodzić, szukać,
Twoich śladów.

Znalazłem siłę w sobie, spróbuję podejść,
Do rozmowy. 

Światła zaprowadziły mnie do mieszkania,
Otwierasz drzwi, stoisz w kwadracie,
Światła, taka znana i jednocześnie,
Nowa. 

Podchodzę do rozmowy,
Próbuję wydusić z siebie litery,
Ułożą się w słowa, w miłosne,
A może we wstrętne słowa. 

Usta już przygotowane,
Słowo nabrzmiewa na ich krawędzi,
Wtedy zamykasz drzwi.

Znikasz wraz z prostokątem. 

3.03.2021
Pozdrawiam!

24.03.2020

Rozmowy nocą na schodach.

Dziś wiersz złożony z prawdziwych zdarzeń.

Dla S.J.

,,Rozmowy nocą na schodach"

Późno już, a na klatce schodowej,
Trzy kobiety ze sobą rozmawiają,
Mają jeszcze psa, właściwie samiczkę,
Miłą bez granic chyba.

Coś o podróży dalekiej,
Plany wielkie na kolejne miesiące,
Na kolejne lata.

Wychodzą do miasta, nie ma ich trochę,
(Choć w rzeczywistości może ze trzydzieści,
Może trzydzieści pięć minut).

Wracają niosąc na ubraniach,
Smugi gwiazd, zapach nocy.

Przyjemne zdarzenia,
Kolejnego dnia.

29.12.2019
Pozdrawiam!

2.03.2020

Dobra rada.

Tym razem wiersz z dobrą radą, jak uniknąć trudnych sytuacji związanych z rozmową w czasie miłego spotkania.

,,Dobra rada"

Unikajcie tematów trudnych,
Zwłaszcza siedząc wesoło przy stole,
Zaraz diabeł weźmie atmosferę,
Dzikość serca zagości na wierzchu.

Unikajcie tematów trudnych,
Po co steki z wyzwisk na talerzu?

Lepiej uśmiech na twarzy umieścić,
Rozmawiając luźno o pogodzie.

Unikajcie tematów trudnych,
Po co przeszłość w nich całą grzebać?

Lepiej w przyszłość patrzeć razem sobie,
Gdzie nie ma już tych tematów trudnych.

5.01.2020
Pozdrawiam!

1.09.2019

Samoloty nad miastem, cz. III, rozdziały 1-2.

Część III.

1.
Podróż powrotna nie obfitowała w większe problemy. Jedynym mankamentem było nie domykające się okno, przez które do przedziału dostawało się chłodne powietrze, które spowodowało, że czułem zło całego świata na sobie.[1] Po czasie mogłem jednak stwierdzić, że taka sytuacja była wręcz błogosławieństwem. Gdy dojechałem do swojego miejsca, gdzie żyłem zrozumiałem niemal od razu co chciał ode mnie ten znajomy. Plan jaki narodził się w jego głowie można porównać jedynie do wcielenia jakiegoś zwierzęcia w szeregi rządzących[2]. Miałem zostać twarzą, dosłownie twarzą nowej grupy poetyckiej jaka miała niedługo powstać w moim mieście. Na początku uznałem pomysł za zbyt absurdalny, by uczestniczyć w nim. Po namowach znajomego, który w tej dziedzinie osiągnął językowo-logiczne K2, zmieniłem zdanie. Moja rola nie ograniczała się jedynie do sprzedania wizerunku, miałem jeździć po mieście piętrowym autobusem, po drodze przez megafony prezentowałbym swoje wiersze, ludzie idący za autobusem dośpiewywaliby różne zakończenia do utworów, które zdaniem pomysłodawcy miały tworzyć świat absurdu. Po kilku godzinach męczenia mnie przez tego kolesia uznałem, że czas udać się do domu. Tak też zrobiłem. Pierwszy nadjeżdżający tramwaj wchłonął mnie w swoje czeluści, metaforycznie pozbawił mnie głowy[3], po czym wypluł w okolicy mojego poetyckiego gniazdka. Wchodząc po schodach klatki wiedziałem już, że coś jest nie tak. Nie wiedziałem tylko jak bardzo.

2.
Gdy zbliżałem się do drzwi mieszkania słyszałem już nietypowe jak na nie odgłosy. Przekręcając klucz w zamku zrozumiałem kto czeka na mnie w środku. Był to mój Mistrz, od którego uczyłem się tajników pisania wszelkiego rodzaju tekstów. Człowiek ten przerażał wszystkich wkoło, miał jednak do tego taki ładunek charyzmy w sobie, że strach szybko ustępował zaciekawieniu, a jego wywody stawały się wyznacznikiem dla kolejnych lat życia. Kiedy drzwi nie ustępowały pomyślałem sobie o jedynym możliwym wyjaśnieniu, Mistrz zamknął łańcuch. Szybkim ruchem musiał odblokować skrzydło, wpadłem bowiem  z impetem do środka. Mój nauczyciel pochylał się nade mną i coś mówił. Dopiero po chwili zrozumiałem o co chodzi, wiedział już jak sprzedałem swoją sztukę i siebie dla idei niejasnej, niepewnej i co najważniejsze starej. Mentor chwycił mnie za ramię, posadził na fotelu pod oknem i zaczął mnie pouczać. Od razu cofnąłem się w czasie do momentu, gdy oddałem mu swój pierwszy wiersz. Jego ton głosu, zimny niczym wody Morza Północnego, spojrzenie spod krzaczastych brwi, wszystko to porażało. Tym razem chodziło o sprawę o wiele bardziej podstawową,  której nie dało się łatwo poprawić, tak jak złego wiersza. Mój przewodnik rozpoczął wykład o tym, jak źle jest sprzedać siebie i swoją twórczość dla idei, która w żadnej mierze nie pokrywa się z naszymi wewnętrznymi kierunkowskazami. Kiwałem bezmyślnie głową, nie docierało do mnie jednak zbyt wiele, z tego co mówił do mnie ten człowiek-wzór. W końcu dotarło do mnie, że mój Mistrz nie jest z nami już od minimum dekady, uznałem to tak realne widziadło za coś w rodzaju ostrzeżenia. Po ochłonięciu w pewnym stopniu zacząłem się zastanawiać co mogę zrobić. Nie za bardzo wyobrażałem sobie swoją odmowę, uważałem bowiem zgodę wyrażoną za coś obligującego mnie do spełnienia jej. Podejście takie działało szczególnie mocno w przypadku obietnic, które po wstępnym przemyśleniu uznawałem za głupie, nie do spełnienia, jednak w czasie decydowania zupełnie nie miałem takiej świadomości. Moja umiejętność mówienia ,,nie” przypominała mniej więcej możliwość pisania muzyki przy moim braku słuchu[4]. Mimo koszmarnych wspomnień związanych z niedawnym widziadłem zdecydowałem się uczestniczyć w tym upokarzającym jak się później okazało projekcie.



[1] Autor nawiązuje do znanego powiedzenia o wianiu złem (w oryginale bardziej dosadnie).
[2] Porównanie do sytuacji ze starożytnego Rzymu.
[3] Nawiązanie do piosenki Lao Che pt. ,,Życie jest jak tramwaj” oraz ,,Mistrza i Małgorzaty”.  
[4] Autor w przeszłości próbował tworzyć proste melodie w programach komputerowych. Szczególnie upodobał sobie hip-hop, techno i dance. Po pewnym czasie porzucił jednak taką twórczość na rzecz operowania słowem.


Pozdrawiam!

4.02.2019

Czarny kopiec.

Dziś wiersz z cyklu tych, gdzie nie pamiętam zupełnie kontekstu powstania. Nie mniej wydaje się, że moje myśli miały niezłą fazę.

,,Czarny kopiec"

Na czarnym kopcu można spotkać,
Dziwne postacie z czerwonymi twarzami,
Wiedzą o sobie tyle,
Ile ktoś wyżej im pozwala.

Obserwator wie, czego można się,
Co mogą te postaci zrobić,
Zwykle siedzą spokojnie,
Patrząc bez emocji w dal.

Dziś pewne poruszenie,
Niebieski ptak zerwał się do lotu.

Postacie z czerwonymi twarzami,
Już wiedzą.

Dziś będą rozmawiać,
Z Obserwatorem.

6.11.2018
Pozdrawiam!

5.04.2017

Apel po zachodzie Słońca.

Dziś klimaty Dzikiego Zachodu, ale z wtrętami należącymi do teraźniejszości, a nawet przyszłości. W końcu topór to niebezpieczne narzędzie. A topór wojenny jest dziesięć razy gorszy.

,,Apel po zachodzie Słońca"

Zakopmy w końcu topór wojenny,
Fajka pokoju czeka,
Ogrzewa miejsca, tam w hotelu,
,,Biała owieczka", tam czekam.

Czekam w oparach absurdu,
(Z papierosa, czyżby?),
Liczę na dobrą rozmowę,
Choć po indiańsku nie umiem.

To wiem na pewno,
Kowboje i Indianie muszą,
Być równi.

Słońce zachodząc dało mi znak,
W całości go nie zrozumiesz.

5.03.2017
Pozdrawiam!

6.12.2016

Człowiek Mgły.

Dziś nawiązanie do mojego krótkiego opowiadanka, w którym bohater również zostaje porwany przez postać wynurzającą się z mgły.

 ,,Człowiek Mgły"

Wychyliłem się na moment za okno,
Mój krzyk wżarł się we framugi,
Gdy Człowiek Mgły się pojawił.

Telepatycznie rzekł do mnie:
,,Od teraz jesteś częścią mnie,
Ja od teraz częścią Ciebie,
Razem, na zawsze będziemy,
Uzupełnimy się tam,
Gdzie nam czegoś brakuje".

Porwał mnie w wir liści,
Wiatr wciągnąłem w płuca,
Od teraz należę do niego,
Od teraz on do mnie należy.

Na wieki...

25.11.2016
Pozdrawiam!

1.08.2016

Podróż morska z absurdem w tle, cz. 7 i 8.

7. Plażowanie, albo czasem Słońce, czasem deszcz.

Poszedłem od razu na plażę, wypożyczyłem leżak i przysiadłem zasypany mniej więcej do kolan w piachu. Deszcz kropił, nieprzyjemnie mocząc mi okulary. Zasłoniłem się więc parasolką budząc śmiech wśród innych plażowiczów, którzy jednak zdecydowali się tylko na spacerowanie. Zdenerwowany zacząłem kopać dłonią w piachu. Stwierdziłem, że skoro tu ze mnie szydzą dokopię się do Chin. Może lato tam będzie lepsze, może będzie jakoś bardziej egzotycznie niż tu. Z emocji pracy wyrwał mnie natarczywy, piszczący nieco w wysokich rejestrach głos należący, jak się po chwili okazało do sprzedawcy lodów. Wyśpiewał od razu z dziesięć sprośnych wierszyków nawołujących do zakupu jego produktów. Wziąłem od razu pięć lodów, by choć na chwilę zamilkł. On jednak zaczął tłumaczyć mi cały proces technologiczny robienia lodów, kukurydzy gotowanej, pop-cornu i wielu innych rzeczy sprzedawanych na plaży. Znów moje oczy osiągnęły wielkość pięcio złotówki. Absurdem jest przecież wciskać ludziom lody, gdy na dworzu temperatura wynosi jakieś 15 stopni i w dodatku deszcz moczy wszystko wokół. Uciekłem od sprzedawcy, biegłem ile sił w nogach i płucach. Szybko skończyła mi się energia, opadłem z sił, musiałem odpocząć. Na szczęście sprzedawca zniknął mi z pola widzenia. Wszedłem z kolejny raz na promenadę, tym razem poszedłem w stronę Wielkiego Skrzydła, by usiąść i odpocząć, w międzyczasie zbliżał się Zachód Słońca.

8. Rozmowy przy Słońcu, albo balet słowny.


Oddaliłem się troszkę od skupisk ludzi, mając nadzieję na chwilę spokoju i samotności. Niestety trafiłem na grupę emerytów, która obsiadła ławeczki w oczekiwaniu na Zachód. Czas skracały im puszki i butelki ze Złotym Trunkiem. Popijając od czasu do czasu małe łyki rozwodzili się nad ważnymi dla nich tematami. Gdy tylko mnie zobaczyli majaczącego na horyzoncie jeden Pan krzyknął do mnie, abym dołączył do wesołej gromady. Zaproponowali mi piwo, odmówiłem mając na uwadze incydent z kolegami. Od razu zostałem wypytany przez Panów i Panie na okoliczność moich przekonań, stosunku do wielu etycznie zagmatwanych problemów, a także odnośnie stanu cywilnego. Wymigiwałem się od odpowiedzi, zasłaniałem się wolnością przekonań, na nic się to jednak zdało. Ludzie ci zaczęli być o wiele mniej przyjemni niż na początku. Zaczęli wykrzykiwać dziwne, politycznie napakowane hasła, zrzucali winę jedynie na jednego człowieka i jego partię. W końcu stwierdziłem, że szkoda mojego czasu na takie rozmowy o niczym. Wskoczyłem na murek i żwawym krokiem udałem się do lasu. 

Pozdrawiam!

7.02.2015

Bueno(s).

Dziś nieco dziwny utwór, będący trawestacją, albo innym spojrzeniem na sytuację z piosenki Maanamu pt. ,,Boskie Buenos".

Dla S.J.

,,Bueno(s)"

Szanowny panie dziennikarzu,
Moja żona już z panem rozmawiała,
Ona chce jechać do Europy,
A może dalej, do Buenos Aires.

I jak mam niby jej w tym przeszkodzić,
Jeżeli tylko tak poczuje się dobrze?
Poza tym dobiegły mnie słuchy,
Że w Buenos Aires po prostu jest,
Bosko.

31.01.2015
Pozdrawiam!