Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

13.12.2024

Zakupy.

Wiersz napisany pod wpływem wiersza Marcina Świetlickiego pt. ,,Kupowanie". 

Dla S.J. 

,,Zakupy"

Banany, bo wszyscy ludzie to małpy,
Miód, bo tak samo słodki,
Kurczak, bo mięso daje siłę,
Pomidory, bo do kurczaka. 

Batony, bez nich bym odszedł,
Papierosy mijam z oddali,
Wódkę odstawiłem dawno.

Przy kasie zawał,
Pięć czy sześć rzeczy, 
Suma jak za dwieście. 

Odejście. 

15.10.2024
Pozdrawiam!


9.10.2023

Pies pod sklepem.

Wiersz będący zapisem prawdziwych wydarzeń. 

,,Pies pod sklepem"

Ktoś zostawił psa pod sklepem,
Chyba straszliwy i okropny,
Mały, a jednocześnie drapieżny,
Szczeka, a głos jego,
Odbija się i wraca z echem. 

Echem wbija się do małżowin,
Przesłanie psa,
Zabierzcie mnie już stąd,
Kto widział robić zakupy,
Za dziesięć 23?

12.07.2023
Pozdrawiam!


4.12.2020

Wenus z supermarketu.

Dziś odpowiedź na swoiste zapotrzebowanie rynku. 

,,Wenus z supermarketu

Narodzona z promocji,
Żyje, aby kupować,
Musi być pierwsza, 
Musi łowić okazje. 

Już rękę wznosi w geście,
Zwycięstwa nad innymi, 
Znalazła super tanią,
A jednocześnie dobrą,
(Jaki absurd),
Puszkę z pomidorami. 

Dzieci uczepione jej nóg,
Wkładają do koszyka, 
Kolejne produkty, 
Więcej, więcej, najwięcej,
Tylko tacy wygrają. 

Wenus z supermarketu,
Symbol upragnionej,
Nowoczesności. 

16.07.2020
Pozdrawiam! 

28.09.2019

Krótka opowieść przy goleniu.

Dziś wiersz będący swoistym wyjściem w przyszłość. Bo jeśli będę miał za lat x dziecko, to będę mógł tak właśnie opowiadać o latach 90.

,,Krótka opowieść przy goleniu"

Chodź synu do mnie, mam dla Ciebie,
Krótką opowieść przy goleniu.

Tatuś opowie jak to było,
Gdy był mniej więcej w Twoim wieku.

Możesz uwierzyć albo nie,
Internet był jedynie z kabla,
Pegasus bawił jak Play Station,
A w szkole znałem niemal wszystkich.

Do tego jeszcze można dodać,
Wyprawy po film na kasecie,
Tak synu, wtedy jeszcze nie było,
Płyt czy innych takich dysków.

Zakupy, magia w nich prawdziwa,
Choć czasem można było zginąć,
Jak pan i ojciec z naprzeciwka.

Jeśli chcesz więcej, musisz czekać,
Golenia koniec, czas już na mnie,
Ma korporacja nie zaczeka,
Już nic nie wróci,
To co było.

6.04.2019
Pozdrawiam!

20.07.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdziały 15-16.

15.
Sklep odnalazłem nie bez trudu, ukryty w zakamarkach budynków, jednak to co zobaczyłem w środku wynagrodziło mi dotychczasowe problemy. W środku pawilonu był istny raj dla miłośników wszelakich odmian rocka. Płyty były ułożone według gatunków, zaś w obrębie danego z nich alfabetycznie. Po chwili spośród kompaktów wyłonił się właściciel, wyglądał na żywcem przeniesionego z lat 60. XX wieku do naszych czasów. Przywitał mnie bardzo miło, po czym zaproponował krótką wycieczkę. Nie zrozumiałem na początku co ma na myśli, sądziłem, że chce mi pokazać co gdzie jest, abym sam mógł sobie coś wybrać. On jednak zaczął snuć opowieści o przeróżnych zespołach, które zaczynały swoją przygodę z muzyką grubo ponad 50 lat temu. W pewnej chwili wydało mi się nawet, że przenieśliśmy się do USA albo Anglii z tamtego okresu, a ja mam na sobie ciuchy z kwiatowymi wzorami. Wystraszyłem się nieco, jednak zatopiony w opowieściach faceta nie chciałem z nich rezygnować. Po jakiejś godzinie właściciel tego przybytku wrócił ze mną do XXI wieku, a ja stałem ze stosem płyt w rękach. Zapłaciłem nieco zbyt wygórowaną sumę, po czym podziękowałem mu za historie i wyszedłem na ulicę. Przeszedłem dosłownie 100 metrów, gdy kompakty niesione przeze mnie eksplodowały dość głośno, a zamiast nich zobaczyłem tylko siwy dym. Zdenerwowany postanowiłem przemówić facetowi do rozumu. Szybkim krokiem wróciłem w kierunku sklepu, jednak ku mojemu zdziwieniu nie było po nim ani śladu. Zbity z tropu postanowiłem skierować się nad rzekę.

16.
Idąc  tam wstąpiłem do sklepu, gdzie kupiłem sobie butelkę piwa. Pomyślałem, że nie ma nic lepszego od wypicia tego napoju nad rzeką. Po jakichś 40 minutach dotarłem na miejsce. Usiadłem na schodach, niedaleko grupki metalowców[1]. Od razu podchwyciłem wątek muzyczny, jaki zawzięcie obrabiali między sobą. Piliśmy piwo, niektórzy woleli nieco tańsze wino, ogólnie atmosfera była przyjazna. W pewnym momencie jeden z metalowców krzyknął coś o jadącym w naszą stronę radiowozie. Rzuciliśmy się do ucieczki, część zdołała zbiec, jednak ja i paru innych metalowców nie zdążyliśmy. Strażnicy miejscy wysiedli jak paniska ze swojego radiowozu, zbliżyli się do nas, patrząc z pogardą na stroje moich towarzyszy i na mnie, widocznie uznali, że kumpluję się z niewłaściwymi osobami. Poprosili o nasze dokumenty, paru z moich towarzyszy odmówiło, jednak po paru uwagach dość kąśliwych ze strony tamtych przekazali swoje dowody osobiste. Strażnicy okropnie długo patrzyli w papiery, porównywali wygląd każdej osoby z osobna ze zdjęciami. W końcu stwierdzili, że nie widzieli jak pijemy, oddali nasze dokumenty i odjechali. Metalowcy pozdrowili ich serdecznie wyciągając kciuki w górę. Posiedziałem jeszcze trochę z tą grupą, po czym stwierdziłem, że muszę udać się na nocleg do kogoś. Zdecydowałem się pójść do mojej dawnej Muzy, która od jakiegoś czasu działała twórczo na mojego kolegę- malarza, jednak jak byłem w potrzebie zawsze mogłem na nią liczyć. Wsiadłem do autobusu, przejechałem kilkanaście przystanków w mieszaninie zapachowo-językowej, towarzystwie paru pijaczków oraz rozwrzeszczanej bandy dzieciaków, po czym wysiadłem w okolic domu mej byłej Muzy.





[1] Autor nie bez kozery wprowadził ten wątek, sam uznaje się za metalowca, jednak nie ujawnionego w pełni.


Pozdrawiam!

24.04.2018

Kolejka w sklepie.

Dziś wiersz zainspirowany prawdziwymi zdarzeniami jakie często mają miejsce w pobliskim sklepie. Ludzie tam kupujący zwykle wybierają tyle towaru, jakby zaraz miała nastąpić jakaś zagłada, schodzi się w kolejce wtedy bardzo, bardzo długo.

,,Kolejka w sklepie"

Staję w kolejce,
Sklep super, pod nosem wręcz,
A tam grupa pań,
Dosyć dojrzałych,
Kupuje po ćwierć sklepu.

Można umrzeć za nimi,
Przed nimi nie będziesz,
Trzeba by stanąć przed drzwiami,
Jeszcze o blasku Księżyca.

Taka to sytuacja,
Taka historia,
Jak będę miał kiedyś czas,
Tak jak te panie stanę,
Stanę sobie przed ladą,
Nikt mie nie ruszy.

9.01.2018
Pozdrawiam!

1.08.2016

Podróż morska z absurdem w tle, cz. 7 i 8.

7. Plażowanie, albo czasem Słońce, czasem deszcz.

Poszedłem od razu na plażę, wypożyczyłem leżak i przysiadłem zasypany mniej więcej do kolan w piachu. Deszcz kropił, nieprzyjemnie mocząc mi okulary. Zasłoniłem się więc parasolką budząc śmiech wśród innych plażowiczów, którzy jednak zdecydowali się tylko na spacerowanie. Zdenerwowany zacząłem kopać dłonią w piachu. Stwierdziłem, że skoro tu ze mnie szydzą dokopię się do Chin. Może lato tam będzie lepsze, może będzie jakoś bardziej egzotycznie niż tu. Z emocji pracy wyrwał mnie natarczywy, piszczący nieco w wysokich rejestrach głos należący, jak się po chwili okazało do sprzedawcy lodów. Wyśpiewał od razu z dziesięć sprośnych wierszyków nawołujących do zakupu jego produktów. Wziąłem od razu pięć lodów, by choć na chwilę zamilkł. On jednak zaczął tłumaczyć mi cały proces technologiczny robienia lodów, kukurydzy gotowanej, pop-cornu i wielu innych rzeczy sprzedawanych na plaży. Znów moje oczy osiągnęły wielkość pięcio złotówki. Absurdem jest przecież wciskać ludziom lody, gdy na dworzu temperatura wynosi jakieś 15 stopni i w dodatku deszcz moczy wszystko wokół. Uciekłem od sprzedawcy, biegłem ile sił w nogach i płucach. Szybko skończyła mi się energia, opadłem z sił, musiałem odpocząć. Na szczęście sprzedawca zniknął mi z pola widzenia. Wszedłem z kolejny raz na promenadę, tym razem poszedłem w stronę Wielkiego Skrzydła, by usiąść i odpocząć, w międzyczasie zbliżał się Zachód Słońca.

8. Rozmowy przy Słońcu, albo balet słowny.


Oddaliłem się troszkę od skupisk ludzi, mając nadzieję na chwilę spokoju i samotności. Niestety trafiłem na grupę emerytów, która obsiadła ławeczki w oczekiwaniu na Zachód. Czas skracały im puszki i butelki ze Złotym Trunkiem. Popijając od czasu do czasu małe łyki rozwodzili się nad ważnymi dla nich tematami. Gdy tylko mnie zobaczyli majaczącego na horyzoncie jeden Pan krzyknął do mnie, abym dołączył do wesołej gromady. Zaproponowali mi piwo, odmówiłem mając na uwadze incydent z kolegami. Od razu zostałem wypytany przez Panów i Panie na okoliczność moich przekonań, stosunku do wielu etycznie zagmatwanych problemów, a także odnośnie stanu cywilnego. Wymigiwałem się od odpowiedzi, zasłaniałem się wolnością przekonań, na nic się to jednak zdało. Ludzie ci zaczęli być o wiele mniej przyjemni niż na początku. Zaczęli wykrzykiwać dziwne, politycznie napakowane hasła, zrzucali winę jedynie na jednego człowieka i jego partię. W końcu stwierdziłem, że szkoda mojego czasu na takie rozmowy o niczym. Wskoczyłem na murek i żwawym krokiem udałem się do lasu. 

Pozdrawiam!

6.05.2016

Artysta.

Dziś wiersz o pewnym, nie żyjącym już artyście. Ciekawe czy poznacie o kogo chodzi?

,,Artysta

Podobno wysiadł na moment,
Z pociągu ze Wschodu,
Kupił płytę i zachwycony,
Choć w części też zmieszany widokiem,
Wrócił do domu.

Tam, parę lat później,
Wyjął płytę, zachwycony użył,
Paru dźwięków w swym dziele.

Dziś patrzy między gwiazdami,
I dziwi się chyba mocno.


Jak bardzo stał się znany,
Wśród tych, co go niby nie znali.

25.02.2016
Pozdrawiam!