Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podziwianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podziwianie. Pokaż wszystkie posty

19.12.2024

Nocna prośba.

Utwór jest nawiązaniem do twórczości Marcina Świetlickiego. 
 
,,Nocna prośba"

W ciemności lepiej się myśli,
Komórki szare, ciemne się wydają,
W mroku myśli płonąć mogą.

Prosi mnie więc,
Zgaś tego papierosa,
Płomyk na jego końcu,
Przenosi mnie, przenosi niepotrzebnie,
W odległe krainy.

Nic nie odpowiadam, patrzę tylko,
Na miasto, zatopione w ciemności,
Żar z papierosa,
Żal mi papierosa.

Wygrywa, gaszę nikotynę,
Teraz patrzymy razem,
Na mroczne miasto...

15.10.2024 
Pozdrawiam!

28.03.2023

Lasery wokół. Dyskoteka w październiku.

Dziś wiersz powstały po obejrzeniu spektaklu laserowego (w ramach Festiwalu Otrokiv). 

,,Lasery wokół. Dyskoteka w październiku"

Lasery wokół mnie błyszczą,
Migoczą w rytm muzyki,
Wdycham opary,
Z wytwornicy dymu. 

Wspaniale przenoszę się w czasie,
Do początków sztuki multimedialnej. 

W Berlinie, ulice wygaszone,
Patrzę, z jednej strony ulicy,
Latarnie płoną,
Dziwnie. 

Lasery wokół mnie, 
Dyskoteka w październiku,
Zimno walczy z wnętrzem,
Dyskoteka, dyskoteka,
Dyskoteka i lasery. 

Wszystko gra!

2.10.2022
Pozdrawiam!

3.05.2022

Widok na minaret.

Dziś wiersz będący pokłosiem wizyty w Turcji i Maroku. 

Dla S.J. 

,,Widok na minaret"

Z daleka widzę już minaret,
Jego strzelista forma sięga wysoko,
Szczerze mówiąc, łaskocze pewnie chmury.

Podchodzę coraz bliżej,
Z każdym krokiem, zadzieram głowę,
Coraz wyżej.

Zdobienia, ornamenty odległe,
Wszystko wydaje się tak wspaniałe,
Wraz z patrzeniem przenoszę się,
Na pustynne przestrzenie.

Sekundę później wracam do siebie,
Patrzę nadal na minaret,
Wspaniały jest ten z nim widok. 

15.12.2020
Pozdrawiam!

14.08.2021

Ja w roli reżysera.

Tym razem coś na kształt impresji spowodowanej pewną myślą. 

,,Ja w roli reżysera"

Otwieram okno, patrzę na park,
Z dłoni robię namiastkę kamery,
Będę patrzył przez nią na świat. 

W głowie mam plany, ujęcia, wszystko mam,
Już kwadrat przesuwa się od alejki, do drzewa,
Od drzewa, do kogoś w płaszczu. 

Dziwne, do tej pory nie widziałem ludzi,
W płaszczach, może wyjątkowo,
Chodzą tak ubrani. 

Zwieszam głowę, patrzę na swoje nogi,
Kamera, akcja krzyczy w głowie ktoś. 

Odchodzę od okna, koniec filmowania. 

4.03.2021
Pozdrawiam!

27.01.2021

Marsz starych warzyw.

Tym razem inspiracją był utwór Franka Zappy. 

,,Marsz starych warzyw"

Kto mógł wpaść na taki pomysł,
Z okna widzę marsz starych warzyw.

Nikt już nie zrobi z nich nic,
Na grilla za późno, sałatka to dziś mit,
Zupa, jedyne wyjście,
Lecz jedynie dla Francuza.

Patrzę przez okno i się dziwię,
Odwracam oczy, nie chcę widzieć,
Warzywa jednak mają coś,
Oczy za oknem dawno już.

Warzywa coś krzyczą, a ja już nie słyszę,
Powracam w ramiona snu.

12.04.2020
Pozdrawiam! 

29.07.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdziały 20-21.

20.
Po piętnastu minutach spędzonych w tramwaju byliśmy na miejscu. Kolega ze studiów u którego mieliśmy zostać na noc mieszkał w ciekawym budynku, ściętym po bokach, z jednej strony biegło torowisko tramwajowe, z drugiej była wąziutka uliczka. Klatka schodowa zdała mi się najmniejszą na jakiej miałem okazję być. W końcu spłaszczenie kamienicy z dwóch stron musiało wpłynąć także na to miejsce. Gdy weszliśmy do mieszkania znajomego wyszła na jaw jeszcze jedna ciekawa sprawa. Otóż ten mój kolega zajmował lokal położony akurat na zagięciu budynku. Spowodowany w ten sposób ścisk spotęgował mój strach, nie lubię takich sytuacji, gdy mieszkanie okazuje się kiszką na rogu. Po krótkich powitalnych obrzędach przeszedłem do rzeczy, kumpel zgodził się udzielić nam noclegu w zamian za jedną przysługę. Miałem pojechać następnego dnia do pewnej kawiarni po odbiór ważnych dokumentów. Najlepiej byłoby, gdybym wraz z dokumentami przyciągnął za sobą pewnego człowieka, z którym to znajomy planował stworzyć coś na kształt nowoczesnej sztuki teatralnej. Wstępnie rozpakowaliśmy swoje rzeczy, napiliśmy się herbaty, po czym postanowiłem przez parę godzin popracować w samotności. Muza poszła spać nieco wcześniej niż to pamiętałem, miałem okazję do tworzenia, bez jej aktywnego udziału. Mogłem za to podziwiać jej wspaniałe ciało, gdy śpi. Wiedziałem, że muszę o nią dbać, o nią i o jej bezpieczeństwo. Nadal miewała momenty, w których chciała uciekać jak najdalej się da, ścigana swoimi demonami z przeszłości. W końcu i ja zdecydowałem się na sen. Położyłem się obok niej, uważałem bardzo, aby jej nie obudzić, po czym usnąłem wsłuchując się w jej oddech.

21.
Następnego dnia wstałem jak na siebie dość wcześnie, zjadłem lekkie śniadanie, po czym napisałem dla Muzy krótki liścik, w którym wyjaśniam powód tak wczesnego wyjścia. Jednocześnie poradziłem jej co warto zobaczyć w najbliższej okolicy, na samym końcu zaś obiecałem wspólną kolację, w domu kumpla, albo na mieście, zależnie od chęci. Opuściłem kamienicę i podszedłem parę kroków na przystanek tramwajowy. Przez chwilę studiowałem rozkład jazdy, aż w końcu zdecydowałem się na linię numer 5. Za jakieś 10 minut podjechał tramwaj, wsiadłem do niego, zająłem miejsce i wróciłem do samolotu widzianego na działce już dość dawno. Nie umiałem sobie za bardzo wyobrazić czy samolot ten lata tylko do Azji czy może obsługuje też inne połączenia. Cała moja wyprawa zakończyła się po kwadransie, gdy zauważyłem nazwę swojego przystanku wypisaną na wiacie. Musiałem spytać się kioskarza w jakim kierunku mam iść do tej kawiarni, gdzie miałem spotkać się z twórcą. W końcu dotarłem do lokalu, już od progu uderzyła mnie atmosfera, nosząca w sobie dym papierosów, zapach absyntu i pogłosy wierszy wygłaszanych w tych murach ponad wiek temu[1]. Z każdym kolejnym krokiem miałem wrażenie podróży w czasie, pod ścianą znalazłem jegomościa, który był tak niezbędny mojemu znajomemu. Wyglądał na trochę starszego ode mnie, jego wystylizowane wąsy, broda i włosy wzbudziły mój podziw. Idealnie wpisał się w ducha tej kawiarni. Podszedłem do niego z pewną rezerwą, w końcu mógł być jakimś ważnym twórcą w tym mieście. Na początku przetestował moje umiejętności pisarskie, miałem napisać mu na poczekaniu wiersz na zadany temat. Spisałem się chyba nieźle, bowiem twórca zaprosił mnie do stolika, zamówił kawę i ciastko, po czym wysłuchał uważnie co mam mu do powiedzenia. Gdy skończyłem przedstawiać mu powód mojej wizyty, niespodziewanie natknąłem się na ścianę z jego strony. Stwierdził nagle, że niezbędne będzie odwiedzenie jeszcze jednego znajomego, który w tej chwili powinien być w teatrze.



[1] Kawiarnia ta była jedną z najlepiej działających na twórców w przeszłości, do dziś jest synonimem sztuki.


Pozdrawiam!

5.07.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdziały 4-6.

4.
Spojrzałem na znajomego, wydał mi się starszy ode mnie o wiele, wiele lat. Z drugiej strony taki efekt mogła wywołać jego wielka, brązowa broda. Zapytał się mnie czy dobrze się czuję, dodał też, że nie spodziewał się mnie w takiej okolicy. Odparłem, że ja mógłbym powiedzieć to samo, w końcu nie sądziłem, że dzielnica spod znaku dolara[1] może być dla niego warta uwagi. Opowiedział mi w skrócie o swoich działaniach po szkole, okazało się, że jeździ do tej dzielnicy z odkurzaczem piorącym. Ludzie z apartamentowców płacą mu nawet 90 złotych za metr dywanu, byle tylko nie rozpowiadał nikomu o skutkach ich imprez. Zdziwiło mnie to bardzo, przecież niektórzy z mieszkańców mogliby wykupić całą redakcję, a co za tym idzie pozytywne relacje dotyczące swojej osoby. Nie chciałem jednak wchodzić za głęboko w temat, możliwe, że to jakiś rodzaj tajemnicy zawodowej czy czegoś w tym guście. Kumpel chyba poznał się co mnie męczy, bo nagle zrobił się dziwnie milczący. Po paru przejechanych skrzyżowaniach wyznał mi cicho, że znalazł sobie partnerkę. Ucieszyło mnie to bardzo, bowiem w szkole nie należał do najfajniejszych gości do umawiania się z nim na randki. Po chwili dodał, że czuje się jak John Lennon, partnerka pochodzi z Japonii, a jej imię w tłumaczeniu na polski oznacza Kwitnącą Wiśnię. Od razu wróciłem do samolotu, teraz musi być już gdzieś nad Rosją. Swoją drogą ciekawe jaka firma lotnicza obsługuje ten konkretny lot. Zbieram bowiem różne gadżety promocyjne, które są rozdawane za darmo na pokładach samolotów. Brakuje mi jeszcze do kolekcji przedmiotów z rejsów do Chin, ewentualnie do Japonii. Jakbym znał przewoźnika, mógłbym spróbować odnaleźć choćby część pasażerów. Może ktoś zabrał do domu te smycze z napisami, brelok czy tym podobne małe gadżety. Kumpel wyrwał mnie z zamyślenia poprzez zadanie mi pytania o to czy z kimś jestem. Odpowiedziałem przecząco, w końcu widywanie się raz na jakiś czas z panią sprzątającą moje mieszkanie nie może zostać uznane za miłość. Kolega znudził się chyba moją obecnością, bowiem na następnych światłach powiedział mi o swoich planach. Nie objął w nich mnie, dlatego zmuszony zostałem do opuszczenia jego wozu.

5. 
Pozbawiony środka lokomocji postanowiłem udać się do pobliskiego pałacyku, w końcu nie codziennie jest się koło tak ciekawych miejsc, do tego w pałacyku założono muzeum związane z lotnictwem. Od razu po przekroczeniu bramy wjazdowej powróciłem do myśli o samolocie. Zacząłem zastanawiać się nad tym, jak to jest przeżyć burzę z piorunami będąc ładnych kilka kilometrów nad Ziemią. Znając mnie i moje uwielbienie dla burz, moja podróż zakończyłaby się w najlepszym wypadku w toalecie, do której nie wpuściłbym nikogo, aż do końca lotu. Z takiego zastanawiania się wyrwała mnie kasjerka, która zażądała, bym zdecydował się na któryś z licznych wariantów zwiedzania. Wybrałem wariant krótki, podziękowałem zołzie i poszedłem w stronę wejścia do muzeum. Strażnik stojący przy drzwiach uznał mnie chyba za podejrzanego, zaczął chodzić za mną krok w krok. Po jakichś dziesięciu minutach takiego śledzenia nie wytrzymałem i zapytałem się go, czemu za mną chodzi. Odparł, że wziął mnie za znanego aktora, który największy swój sukces zaliczył grając w reklamie karmy dla kotów. Zrezygnowany ochroniarz powlókł się na swoje miejsce, a ja mogłem wrócić do rozmyślań o samolocie, patrząc jednocześnie na eksponaty w muzealnych gablotach.

6.
Chodząc tak wzdłuż wyznaczonej trasy zwiedzania dotarłem w końcu do gabloty, której zawartość została bardzo dokładnie opisana już przy wstępie do muzeum, jako największa gratka w tym przybytku kultury. Chodziło o elementy z samolotu jednego z najważniejszych pilotów-oblatywaczy w dziejach, Johna McPhersona[2]. Podobno osobiście przetestował jakieś pół tysiąca maszyn. Z wiedzy podanej mi przy gablocie  w formie krótkiej notki wyszło na to, że samoloty te zdążył przetestować w zaledwie 20 lat swojej służby. Całkiem nieźle, pomyślałem sobie, od razu zauważyłem też, że w ostatnich jej latach skupił się szczególnie na samolotach pasażerskich. Ciekawe czy testował model, który widziałem na niebie będąc na działce. Przeraziłem się trochę, bowiem okazało się, że zginął testując jeden z nowszych modeli Boeinga, akurat taki jakim z reguły odbywa się podróże do Azji. Od razu porzuciłem myśli o wyprawie do Japonii, o ile nie wybiorę innego przewoźnika, z innymi samolotami nie zamierzam ryzykować swojego życia. Lekko zszokowany wyszedłem z muzeum i skierowałem się w stronę przystanku autobusowego.






[1] Swoista przenośnia, choć tak naprawdę nie wiadomo do końca jaką walutą posługują się na co dzień mieszkańcy takich dzielnic.
[2] Postać zupełnie fikcyjna, nie ma sensu przeszukiwać odmętów Internetu. 

Pozdrawiam!