Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tworzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tworzenie. Pokaż wszystkie posty

16.12.2024

Nazwij mnie.

Wiersz będący nawiązaniem do twórczości Marcina Świetlickiego. 

,,Nazwij mnie"

Mów do mnie, cicho mów,
Potem coraz głośniej, przy kolejnym,
Już dziś papierosie. 

Z dymu wyłoni się moja postać,
Wszystkie elementy zaczną się,
Układać w całość. 

Nazwij mnie,
Nazywając stworzysz mnie od początku, 
Do samego końca.

Dym papierosa ulatuje,
Dzieło skończone. 

17.10.2024
Pozdrawiam!

17.04.2024

W pracowni (Echa historii).

Wiersz powstały na bazie podziwiania sztuki i luźnych skojarzeń dotyczących powtarzalności pewnych zjawisk. 

,,W pracowni (Echa historii)"

Artysta siedzi w swej pracowni,
Za oknem echa historii,
Globus i dziennik we krwi skąpane,
Asystent skrywa to pod czapką. 

Artysta siedzi w swej pracowni.,
Za oknem słychać echa wojny,
Krew z globusa i dziennika,
Zdobi artysty,
Piękną głowę.

8.02.2024
Pozdrawiam!

8.02.2024

Dzień Siódmy (Przełamanie Pieczęci).

Wiersz nawiązujący do przeróżnych artystycznych wydarzeń związanych z Siódmą Pieczęcią, przełamywaniem jej itp. 

,,Dzień Siódmy (Przełamanie Pieczęci)"

Dnia Siódmego będę siedział,
Odpoczywał jedynie,
Po tworzeniu w całym tygodniu. 

Dnia Siódmego wezmę tylko w rękę,
Pióro, względnie długopis,
Aby przelać na papier myśli,
Zawrę w paru zdaniach,
Cały swój program,

Przełamanie Pieczęci,
Nastąpi, gdy odejdę,
Przełamanie Pieczęci,
Gdy mnie nie będzie. 

25. 10. 2023
Pozdrawiam!

18.05.2023

Mroczna strona Księżyca.

Dziś wiersz odnoszący się do postaci Rogera Keitha „Syda” Barretta, znanego z występów w grupie Pink Floyd. 

,,Mroczna strona Księżyca"

Tworzyłeś zupełnie nowe światy,
Pomarańcza, śliwka i pudełko zapałek,
Zmieniały się w Kosmos prawdziwy,
(W Twojej głowie).

Coraz dalej i dalej byłeś,
Światy w głowie ważniejsze od innych,
Muzyka, pisanie, malarstwo,
Środki niczym krzyk pierwotny. 

Coraz głębiej i głębiej w jaskini,
Mrok wypierał ślady światła,
Lśnij Diamencie, lśnij mówili. 

A Ty zapatrzony, skupiony siedzisz,
Patrzysz na Mroczną stronę Księżyca. 

18.09.2022
Pozdrawiam!

8.02.2023

Głupia pisanina.

 Wiersz będący refleksją na temat mojego pisania. 

,,Głupia pisanina"

Czasem nachodzi mnie myśl,
Że uprawiam głupią pisaninę.

Wiele, wiele, wiele tego,
A w środku pustka treści. 

Dajcie mi maszynę do pisania,
W dwie godziny na podłodze,
Zaroi się od węży,
Z papieru. 

A na nich hieroglify moje. 

Głupia pisanina trwa sobie w najlepsze,
(Krytycy już mrużą oczy),
Tworzę nią pseudo,
Odległą od korzeni sztukę. 

20.11.2021
Pozdrawiam!

26.12.2022

Widzialna krowa.

Wiersz będący zlewem świadomości podszytym próbą sił w literaturze nowoczesnej (czy coś takiego). 

,,Widzialna krowa"

Widzialna krowa jest taka cool,
Przyjazna i nie kolorowa,
Czarno-biała, tradycyjna dość.

Widzialne staje się nie widzialne,
Krowa przestaje być tak fajna.

Razem z kozą i kogutem,
Może stworzyć wieże dwie.

Widać-nie widać,
Nie widać-widać.

Krowa początkiem świata?

25.08.2020
Pozdrawiam!

26.11.2022

Pomarańczowa poświata.

Wiersz powstał pod wpływem poświaty, która tego dnia wpadała do pokoju, mimo zasłoniętej rolety. 

,,Pomarańczowa poświata"

Przez okno sączy się,
Pomarańczowa poświata,
Wbija się do głów, przypomina coś,
Z przeszłości. 

Pomarańczowe, rozproszone światło,
Jak odbicie Słońca na Krk,
Od kopuły, od monumentu świątyni. 

Pomarańczowe światło w nocy,
Przecina ją jak nóż,
Na pół, na drugie pół,
Na części właściwie równe. 

Pomarańczowe światło,
Pobudza do tworzenia. 

21.04.2022
Pozdrawiam!

18.05.2022

Redakcja pisma Midas.

Dziś dwie wersje wiersza.

,,Redakcja pisma Midas"

Przychodzę tam prawie codziennie,
By na miejscu doglądać procesu,
Powstawania złota z niczego.

Czasem siedzę w kącie,
Zasłuchany w czyjeś rozmowy.

W dłoni mam papierosa,
(Nigdy nie przyłożę ognia,
Brzydzę się tego okropnie),
W głowie pomysły kiełkują.

Tak trzeba pracować,
Gdy jest się redaktorem technicznym,
Tak niespotykanego pisma poetyckiego.

28.12.2019

,,Redakcja pisma Midas v.2"

Przychodzę tam prawie codziennie,
By na miejscu doglądać procesu,
Powstawania złota z niczego.

Czasem siedzę w kącie,
Zasłuchany w czyjeś rozmowy.

W dłoni mam kieliszek,
(Nigdy nie przyłożę go do ust,
W pracy nie pije się przecież),
W głowie pomysły kiełkują.

Tak trzeba działać,
Gdy jest się redaktorem technicznym,
Tak niespotykanego pisma poetyckiego.

28.12.2019
Pozdrawiam! 

4.03.2022

Trudna chwila.

Utwór powstały z moich rozmyślań nad tym, kiedy ewentualnie skończę z tworzeniem, pisaniem itp. 

,,Trudna chwila"

Stoję w łazience nad umywalką,
Wypluwam z siebie wiersze,
Nie wiedziałem, że można ich w sobie,
Tyle mieć,
Myślę o zakończeniu tworzenia.

Ktoś spoza kadru mówi:

Praca raz rozpoczęta nie może być,
Tak prosto zakończona.

Wypluwam ostatni utwór,
Aby mieć miejsce na kolejne,
Wychodzę z łazienki i idę do pokoju.

Cisza. 

Siadam, zaczynam pisać.

Cisza...

9.01.2021
Pozdrawiam!

13.12.2021

Świat jest.

Kolejny wiersz o moim ego i o tym, jak czasem mimo blokady potrafię się przemóc, by wydusić z siebie utwór. 

,,Świat jest..."

Świat jest pełny, lepszych,
Albo gorszych wierszy,
Nie dołożę swoich.

Nie dołożę swoich raczej. 

Czuję się namówiony,
Ego miło połechtane,
Tworzę!

25.09.2021
Pozdrawiam!

13.11.2021

Czarne światło.

 Wiersz powstały po tym jak usłyszałem, że w niektórych sytuacjach twórczych stosuje się tzw. ,czarne światło". 

,,Czarne światło

Chcę bardzo u siebie, przy biurku,
Czarne światło,
Żarówka powinna dawać,
Rozmyte smugi, 
Wtedy atmosfera grozy,
Atmosfera skupienia,
(Kosmosy),
Same będą się tworzyć.

Skąd tylko wziąć,
Taką specjalną,
Prawdopodobnie czarną,
Żarówkę?

14.12.2020
Pozdrawiam!

16.09.2021

Reaktywacja.

Wiersz jest nawiązaniem do utworu Marcina Świetlickiego. 

Dla S.J. 

,,Reaktywacja"

Chodząc ulicami miasta,
Znalazłem Wenę, napełnia mnie,
Natchnieniem od dziś,
Pisać, pisać, pisać,
Moje jedyne marzenie. 

Wypełniać biel dokumentu,
Mrówkami faraona tekstu. 

Tworzyć przestrzenie znośne,
By każdy w nich mógł osiąść,
Bez zbędnych ceregieli,
Bez zbędnych zaostrzeń. 

Reaktywacja mnie jako twórcy,
Ha!
Śmiali się niektórzy, 
Już im grymas twarze uszlachetnia. 

Ha! Nie skończyłem się jeszcze,
Stoję w budce i dzwonię,
Po całym świecie dzwonię. 

Niech wie,
Niech wiedzą wszyscy. 

Moja reaktywacja.

3.03.2021
Pozdrawiam!

17.08.2021

Na progu kawiarni.

Tym razem inspiracją był kawałek Pablopavo i Ludzików pt. ,,Ostatni dzień sierpnia". 

,,Na progu kawiarni

Mężczyzna z teczką w dłoni,
Stoi na progu kawiarni, myśli sobie,
Co zrobi, gdy wróci do domu. 

Napatrzył się pijąc kawę,
Na ludzi, na ich zachowania,
Ma szkice w teczce,
Zapiski swoje bogate. 

Teraz tylko usiąść przy maszynie,
Włożyć kartkę i pisać, 
Pisać, 
Pisać. 

Z każdą literą autor,
Zaczyna znikać, blednąć,
Gdy do końca dochodzi, nie ma go,
Właściwie. 

Pisząc o innych o sobie pisał,
Oddając na papier zachowania,
O sobie pisał. 

Znikające chwile,
Znikające emocje,
Znikający autor. 

4.12.2020
Pozdrawiam!

19.03.2021

Przestrzenie pomiędzy.

Pełny freestyle połączony ze zlewem świadomości z lekka. 

,,Przestrzenie pomiędzy"

Leżę sobie, noc dookoła,
Tylko lampa przy chodniku świeci,
(Mmm...dobra lampa, taka ładna,
Myślę i oddzielam się od siebie).

Przestrzenie między mną i światem,
Wypełniam magią swoich słów,
Tworzę, świat staje się inny,
Niszczę, na lewą stronę wszystko,
Gra światłem,
Gra cieniem.

Puste przestrzenie wewnątrz mam,
Puste przestrzenie wewnątrz siebie mam,
Świat stwarzany,
Świat niszczony.

Koniec.

17.11.2020
Pozdrawiam!

24.10.2020

Tworzenie.

Tym razem parę słów o tworzeniu wierszy.  

Dla S.J. 

,,Tworzenie"

Tworzenie to jest słów eksplozja,
Z nicości w świat setkami lecą,
Najpierw w chaosie,
Po chwili w rzędach,
Z nich można sobie łowić wersy.

Jeden po drugim zlepia się,
Wszystko w całości będzie dobre,
To jak rzeźbienie, lecz bez dłuta,
To taka z ognisk wprost historia.

Jak dawniej kilku było ludzi,
Jeden z bębnami, drugi z fletem,
Snuli opowieść, że aż miło,
Skręcali zawsze, gdy tak chcieli.

Teraz poeta nie ma bębna,
Ani kolegi, co ma flet,
Teraz to trzeba w siebie zajrzeć,
By tekst na wiersz wyciągnąć,
Na wierzch.

3.05.2020
Pozdrawiam!

2.01.2020

Hokusai.

Dziś wiersz związany ze słynnym drzeworytnikiem z Japonii. W jednym filmie dokumentalnym usłyszałem zdanie, że oszalał on na punkcie tworzenia sztuki. Podobno na tym polu działał chyba od około 5 roku życia, niemal do śmierci.

,,Hokusai"

Oszalałem na punkcie malarstwa,
Wtedy, gdy moi koledzy,
Puszczali swoje latawce.

A ja, skupiony na jakimś detalu,
Ćwiczyłem się w sztuce drzeworytu.

Metoda ta ma swoje ograniczenia,
Gdy poznałem europejskie podejście,
Grę światła z cieniem,
Wiedziałem już, muszę malować.

Tak lepiej!

Z Amsterdamu płyną listy,
,,Mistrzu, wyślij nam kawałek Japonii,
Namaluj sceny z życia zwykłych ludzi,
Połącz to z odrobiną Europy".

Tworzę więc bez ustanku,
Coraz to lepsze dzieła,
Wysyłam zamawiającym,
Wysyłam kawałki ojczyzny.

2.06.2019
Pozdrawiam!

27.11.2019

Słowa i zdania.

Dziś wiersz o tym jak powstawać mogą wiersze.

Dla S.J.

,,Słowa i zdania"

Słowo wpada do głowy,
Łączy się z innymi tworząc zdania,
Razem lecą sobie,
Rozpalają styki,
Tworzy się pomysł zupełnie nowy.

Następny etap, szlifowanie kantów,
Sos do tego, sałata,
Wszystko mija zatem,
Na koniec jeszcze etap,
Kontroli jakości,
Po niej wiersz jest gotowy,
Czeka na gości.

Czytelnik go odbiera na różnych poziomach,
Czuję dumę w sobie,
A czasem i złość,
Słowa w zdania, te w wiersze.

Cóż więcej potrzeba?

20.01.2019
Pozdrawiam!

7.08.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdziały 26-27.

26.
Następny dzień w mieście zbudził nas pewnym chłodem, przedarł się przez zasłony, przedarł się przez uchylone lekko okna, zmroził nam krew w żyłach. Wiedziałem już, że należy zdecydować się na coś, nie można bowiem w nieskończoność siedzieć w jednym miejscu, w jednym mieście. Może przedstawiało ono niezmierzone możliwości, jednak przy bliższej analizie sytuacji widać było, że do tworzenia należy zmieniać klimat, otoczenie. Dlatego po szybkim śniadaniu składającym się z paru grzanek i soku wybrałem z Muzą nowy kierunek dla naszych nóg. Wsiedliśmy w nadjeżdżający tramwaj i po parunastu minutach znaleźliśmy się w zupełnie innej rzeczywistości, górował nad nią budynek, którego wiek można było określić zarówno na 30 jak i na 130 lat. W swych architektonicznych założeniach nawiązywał według mojej wiedzy do MDM. Wraz z moją towarzyszką postanowiliśmy przyjrzeć się z bliska bryle, jednak nasze zapędy przerwał podstarzały, siwy pan. Wytłumaczył nam co to za budynek oraz jak można uzyskać pełen dostęp do przechowywanych w nim dóbr do czytania. Podziękowaliśmy grzecznie, po czym udaliśmy, że odchodzimy. Tak naprawdę obeszliśmy gmaszysko z drugiej strony. Porozumiewawczo mrugnąłem do Muzy, wiedziałem już, że musimy wejść do środka. Zbliżając się do budynku miałem wrażenie jakbym z każdym krokiem zmniejszał się o kilka ładnych procent. Ciężkie drzwi przeszkodziły nam na chwilę, dobrze, że akurat z wnętrza wynurzył się jakiś człowiek. Z początku przestraszyłem się go, wyglądał jak śmierć, nie miał na sobie jednak charakterystycznej szaty, uznałem, że moje pierwsze wrażenie było mylne. Chłopak minął nas bez słowa, jednak po przejściu paru kroków stanął, odwrócił się i zaczął coś do nas mówić. Dopiero po chwili zrozumiałem, że zwraca się do nas po łacinie, zrozumiałem może co dziesiąte słowo, jednak nawet taka ilość słów spowodowała, że byłem pewny z kim mamy do czynienia. Był to zapewne student prawa, dziwnym trafem nie poinformował nas 50 razy z rzędu co porabia w życiu[1]. Ciężkie drzwi ograniczyły dopływ bodźców do minimum, przed naszymi oczami rozpostarł się widok na wielką salę, wypełnioną szczelnie wieloma stolikami, przy których było krzesło, twarde jak skała, drewniane i zapewne nie wygodne. Przy wielu z tych stanowisk kiwali się ludzie, zarówno kobiety jak i mężczyźni. Wyglądało to tak, jakby wspólnie, w dużej grupie chcieli zanieść swoje modły do Boga, nie wiedziałem tylko czego mogły one dotyczyć. Po chwili zmaterializowała się obok nas kobieta w okularach. Tak jak z budynkiem można było ocenić jej wiek zarówno na 50 jak i 100 lat. Nieskazitelna biel jej skóry kontrastowała z naszymi opalonymi rękami i nogami. Spojrzała się na nas podejrzliwie, po czym spytała czego szukamy w Gmachu, powiedziała to z takim pietyzmem, jakby mówiła o kochanku. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni, po czym powiedzieliśmy jej, że chyba zabłądziliśmy. W tamtą wstąpiła jakaś duża dawka energii, zaczęła wykładać nam historię miejsca, w którym się znaleźliśmy, wiedziałem już, że najlepiej będzie się ulotnić. Tak też zrobiliśmy, w parę chwil byliśmy na ulicy, a ciężkie drzwi odcięły nas bardzo szybko od krzyków kobiety. Spojrzeliśmy z Muzą po sobie, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Śmiejąc się skierowaliśmy swoje kroki w stronę teatru, w którym miał swój zespół mój kolejny znajomy.

27.
Zbliżając się powoli do budynku, gdzie mieściło się to gniazdo Sztuki doznałem dziwnego wrażenia. Otóż bryła teatru w jakimś stopniu przywiodła mi na myśl teatr Szekspira z Londynu. Jednak tu inscenizacje miały zazwyczaj charakter wręcz eksperymentalny, daleki od tradycji, podziału na role, sceny i tym podobne, uważane za przestarzałe elementy dramatów. Razem z moją towarzyszką zbliżyliśmy się do drzwi wejściowych, przywitało nas dziwne oko narysowane nad wejściem, pewnie miało za zadanie wpłynąć na wchodzących tak, by mogli zrozumieć w pełni przesłanie wystąpień teatralnych. Pod wpływem dziwnego impulsu wróciłem znów do tego samolotu, od którego zaczęła się cała moja podróż. Zdałem sobie sprawę z mojego zapomnienia, przez te kilka dni mógł już wrócić z Azji, mając na pokładzie zupełnie innych ludzi. Nie widząc tego statku powietrznego jak powraca do Europy nie mogłem nawet wyobrazić sobie kto jest na jego pokładzie, gdzie chce dotrzeć, o czym myśli. Samolot stał się przez moje zaniedbanie bezpostaciowy, bez możliwości odbudowania relacji z nim. Moje domysły przerwała Muza, pociągnęła mnie dość mocno za ramię, widocznie zauważyła jak odłączyłem się od świata. Przed nami stał znajomy, nie poznałbym go na ulicy, jednak tu, w teatrze od tłumu wyróżniał go identyfikator, a na nim widoczne było jego imię i nazwisko. Było to połączenie do bólu zwyczajne, dlatego też dopisał sobie markerem w kolorze atramentu kałamarnicy swój artystyczny przydomek: Baal Hammon[2]. Dobrał sobie je idealnie, to można było przyznać patrząc nawet pobieżnie na jego fizjonomię. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie spotkałem postaci tak mrocznej, jego twarz wiecznie tkwiła w nieprzeniknionym mroku ubrań. Jednak już jedno słowo wypowiedziane przez znajomego burzyło ten starannie wyreżyserowany model człowieka, jego głos, ciepły, pełen pasji urzekał od pierwszej głoski. Kolejne wypowiadane przez niego zdania budowały most między ludźmi, tworzyły coś, co można nazwać więzią od pierwszych sekund. Znajomy został niedawno zastępcą dyrektora placówki, szybko streścił nam swoje ostatnie sukcesy, do największych można zaliczyć mini festiwal twórczości futurystycznej. Od razu pożałowałem, że nie wiedziałem o nim wcześniej, kocham futuryzm i jego twórców[3]. Mój kompan z dawnych lat okazał znów swoje wielkie serce do sztuki, zaproponował bowiem, że specjalnie dla mnie i mojej kompanki jest w stanie powtórzyć część spektakli w okrojonych wersjach. Podziękowałem mu bardzo szczerze, nie chciałem narażać go na jakieś nieprzyjemności, poza tym nie czułbym się komfortowo wiedząc, że spektakl, nawet okrojony w formie byłby przeznaczony tylko dla dwóch par oczu. W zamian zgodziliśmy się na małą wycieczkę po wnętrzach budynku, mieliśmy zobaczyć teatr ,,od kuchni". Zaczęliśmy od studia nagrań, gdzie kręci się spoty reklamowe dla kolejnych odsłon w tym miejscu Sztuki. Całość wyglądała na bardzo nowoczesną, pozwalającą osiągać to, co jeszcze kilkanaście lat temu było poza zasięgiem nawet największych tego typu przybytków. Odwiedziliśmy też miejsca odosobnienia, małe, lecz gustownie urządzone pokoiki, z pełnym wyposażeniem technicznym, gdzie twórcy, niezależnie od dziedziny jaką się zajmują mogli odseparować się od otoczenia. Z podziwem patrzyłem na artystów, których widziałem przez lekko uchylone drzwi w paru pokojach. U mnie raczej by coś podobnego nie przeszło, lubię w czasie tworzenia mieć kontakt z rzeczywistością, a jak jest okazja także z Muzą. Nie krytykowałem głośno pomysłu, bowiem każdy lubi coś innego, jeśli pomysł chwycił, należało się tylko z tego cieszyć. W końcu dotarliśmy na scenę, weszliśmy na nią drogą aktorów, z boku, przez dość wąskie szpary. Zaskoczyła mnie jej wielkość, powierzchnią dorównywała mojemu pokojowi w domu, uznałem, że to przejaw dbania o gościa, widza, aby poczuł się właśnie jak  w domu. Znajomy wytłumaczył wszystko o wiele prościej, tak małą scenę łatwiej zaopatrzyć w światło, dźwięk, nie mówiąc już o ułatwieniach w kontaktach sufler-aktor. Razem z Muzą wyraziliśmy podziw dla kunsztu architekta wnętrz, okazało się, że większość nowych dekoracji wymyślił Baal. Popatrzyłem na niego z odrobiną zazdrości, ma chłop talent, bowiem prowadzi teatr, gra w niektórych przedstawieniach, pisze teksty dramatów, reżyseruje, a teraz dowiedziałem się, że także projektuje wnętrza. Przy nim wypadam blado ze swoim pisaniem wierszy, opowiadań i okazjonalnym lepieniem dźwięków w programach komputerowych. Nie powiedziałem nic, jedynie znacząco się uśmiechnąłem. Baal chyba domyślił się o co chodzi, bo dotknął niewidzialnego otoku kapelusza, jakby chciał go przede mną ściągnąć w wyrazie podziwu. Popukałem się palcem w czoło, on jednak podkreślił wagę poprzedniego gestu jeszcze szerszym uśmiechem. W pewnej chwili znajomy spojrzał na zegarek i oznajmił nam, że do następnego wystąpienia na scenie została mu tylko godzina. Podziękowaliśmy więc, po czym wyszliśmy na ulicę.



[1] Powtórzenie znanego z Internetu żartu o studentach prawa, którzy muszą wszystkim mówić co robią w życiu.
[2] Fenicko-punickie bóstwo nieba i wegetacji, naczelny bóg Kartaginy.
[3] Autor próbował swoich sił w tworzeniu wierszy w tym stylu na początku swojej drogi.

Pozdrawiam!

29.07.2019

Samoloty nad miastem, cz. I, rozdziały 20-21.

20.
Po piętnastu minutach spędzonych w tramwaju byliśmy na miejscu. Kolega ze studiów u którego mieliśmy zostać na noc mieszkał w ciekawym budynku, ściętym po bokach, z jednej strony biegło torowisko tramwajowe, z drugiej była wąziutka uliczka. Klatka schodowa zdała mi się najmniejszą na jakiej miałem okazję być. W końcu spłaszczenie kamienicy z dwóch stron musiało wpłynąć także na to miejsce. Gdy weszliśmy do mieszkania znajomego wyszła na jaw jeszcze jedna ciekawa sprawa. Otóż ten mój kolega zajmował lokal położony akurat na zagięciu budynku. Spowodowany w ten sposób ścisk spotęgował mój strach, nie lubię takich sytuacji, gdy mieszkanie okazuje się kiszką na rogu. Po krótkich powitalnych obrzędach przeszedłem do rzeczy, kumpel zgodził się udzielić nam noclegu w zamian za jedną przysługę. Miałem pojechać następnego dnia do pewnej kawiarni po odbiór ważnych dokumentów. Najlepiej byłoby, gdybym wraz z dokumentami przyciągnął za sobą pewnego człowieka, z którym to znajomy planował stworzyć coś na kształt nowoczesnej sztuki teatralnej. Wstępnie rozpakowaliśmy swoje rzeczy, napiliśmy się herbaty, po czym postanowiłem przez parę godzin popracować w samotności. Muza poszła spać nieco wcześniej niż to pamiętałem, miałem okazję do tworzenia, bez jej aktywnego udziału. Mogłem za to podziwiać jej wspaniałe ciało, gdy śpi. Wiedziałem, że muszę o nią dbać, o nią i o jej bezpieczeństwo. Nadal miewała momenty, w których chciała uciekać jak najdalej się da, ścigana swoimi demonami z przeszłości. W końcu i ja zdecydowałem się na sen. Położyłem się obok niej, uważałem bardzo, aby jej nie obudzić, po czym usnąłem wsłuchując się w jej oddech.

21.
Następnego dnia wstałem jak na siebie dość wcześnie, zjadłem lekkie śniadanie, po czym napisałem dla Muzy krótki liścik, w którym wyjaśniam powód tak wczesnego wyjścia. Jednocześnie poradziłem jej co warto zobaczyć w najbliższej okolicy, na samym końcu zaś obiecałem wspólną kolację, w domu kumpla, albo na mieście, zależnie od chęci. Opuściłem kamienicę i podszedłem parę kroków na przystanek tramwajowy. Przez chwilę studiowałem rozkład jazdy, aż w końcu zdecydowałem się na linię numer 5. Za jakieś 10 minut podjechał tramwaj, wsiadłem do niego, zająłem miejsce i wróciłem do samolotu widzianego na działce już dość dawno. Nie umiałem sobie za bardzo wyobrazić czy samolot ten lata tylko do Azji czy może obsługuje też inne połączenia. Cała moja wyprawa zakończyła się po kwadransie, gdy zauważyłem nazwę swojego przystanku wypisaną na wiacie. Musiałem spytać się kioskarza w jakim kierunku mam iść do tej kawiarni, gdzie miałem spotkać się z twórcą. W końcu dotarłem do lokalu, już od progu uderzyła mnie atmosfera, nosząca w sobie dym papierosów, zapach absyntu i pogłosy wierszy wygłaszanych w tych murach ponad wiek temu[1]. Z każdym kolejnym krokiem miałem wrażenie podróży w czasie, pod ścianą znalazłem jegomościa, który był tak niezbędny mojemu znajomemu. Wyglądał na trochę starszego ode mnie, jego wystylizowane wąsy, broda i włosy wzbudziły mój podziw. Idealnie wpisał się w ducha tej kawiarni. Podszedłem do niego z pewną rezerwą, w końcu mógł być jakimś ważnym twórcą w tym mieście. Na początku przetestował moje umiejętności pisarskie, miałem napisać mu na poczekaniu wiersz na zadany temat. Spisałem się chyba nieźle, bowiem twórca zaprosił mnie do stolika, zamówił kawę i ciastko, po czym wysłuchał uważnie co mam mu do powiedzenia. Gdy skończyłem przedstawiać mu powód mojej wizyty, niespodziewanie natknąłem się na ścianę z jego strony. Stwierdził nagle, że niezbędne będzie odwiedzenie jeszcze jednego znajomego, który w tej chwili powinien być w teatrze.



[1] Kawiarnia ta była jedną z najlepiej działających na twórców w przeszłości, do dziś jest synonimem sztuki.


Pozdrawiam!

26.04.2019

Mnich i mandala.

Dziś wiersz powstały po rozmyślaniach na temat mandali.

,,Mnich i mandala"

Mnich tworząc mandalę,
Umieszcza w tych kolorowych,
Złożonych obrazach,
Cześć siebie.

Dzięki temu, gdy wiatr,
Albo człowiek jakiś zniszczą,
Rozproszą mandalę,
Wtedy część duszy mnicha,
Będzie bliżej Nirvany.

Bogowie kochają kolory.

7.01.2019
Pozdrawiam!